Modernizacja gmachu filharmonii w Bydgoszczy nie zostanie sfinansowana ze środków unijnych.

- Ministerstwo ustaliło maksymalną wartość projektu  na 5 mln euro, a remont i rozbudowa  naszej filharmonii  ma kosztować 170 mln zł - odpowiedział dyrektor Maciej Puto, gdy zapytaliśmy, dlaczego Filharmonia Pomorska nie stara się o  dofinansowanie inwestycji ze środków  Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. 

To nie marszałek województwa, ale przedstawiciele  rządu  ustalili górny limit dofinansowania inwestycji z obszaru kultury. - Nawet gdyby projekt modernizacji Filharmonii  Pomorskiej nie został wycofany z Kontraktu Terytorialnego,  to i tak z powodów formalnych nie byłby brany pod uwagę przy rozdziale środków unijnych - wyjaśnia Maciej Puto.

Dyrektor Filharmonii Pomorskiej, wiedząc, że na 170 mln zł na modernizację nie może z tego źródła  liczyć, złożył  w Ministerstwie  Kultury i Dziedzictwa Narodowego inny wniosek. Chodzi o  przyznanie 15 mln zł na wyposażenie, czyli nowe instrumenty, nagłośnienie i oświetlenie.  O pieniądze na remont i rozbudowę będzie się martwił, gdy rozpoczęcie modernizacji  stanie się możliwe. – Nie mogę wydać ani grosza na ten cel, zanim nie zostanie uchwalony miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego - tłumaczy Maciej Puto. A to potrwa co najmniej rok. Powoli trzeba  się jednak zacząć zastanawiać, skąd pozyskać środki na sfinansowanie remontu i rozbudowy obiektu, któremu za rok stuknie sześćdziesiątka.

Oczywiście, sytuację wykorzystał marszałek Piotr Całbecki. W miejsce w Kontrakcie Terytorialnym po Filharmonii Pomorskiej wstawił inną inwestycję: Młyn Kultury... z Torunia.