W materiałach przekazanych dziennikarzom twórcy spektaklu przypominają niezwykle dramatyczne i spektakularne dzieje miasta. Na początku XX wieku było ono symbolem amerykańskiego sukcesu i snu. To tu po raz pierwszy w Ameryce zwykli robotnicy byli właścicielami tak ekskluzywnej wówczas własności jak samochód, który sami produkowali. To tu powstał i eksperymentował dwudziestowieczny kapitalizm. Było ekspansywnie i świetnie. Ale skończyło się spektakularnym bankructwem Detroit w 2013 roku.

Dziś Detroit to ruiny, opustoszałe całe kwartały ulic, przestępczość, bezrobocie, szczątki niegdysiejszej świetności. Istne Pompeje dwudziestego stulecia. Co się stało?…

No właśnie o tym chcą opowiedzieć twórcy ?Detroit. Historia ręki?. Z ich zapowiedzi wynika, że ma być to epicka opowieść o dziejach miasta, o procesach ekonomicznych i politycznych, wiodących do niesłychanej katastrofy Detroit.
Wiktor Rubin, który wyreżyserował ten spektakl, mówi, że ma być to widowisko o pracującym Detroit, o ludziach zdających się na proces produkcji i znajdujących w nim jednocześnie spełnienie, ale i totalną klęskę. I będzie to zapewne opowieść, choć Rubin tego wyraźnie nie powiedział, o tym momencie w dziejach, kiedy człowiek odrywa się od przedmiotu swojej pracy, co Karol Marks nazywał alienacją. Dalszym krokiem po alienacji jest zjawisko uprzedmiotawiania człowieka. Najkrócej mówiąc ? zrazu człowiek produkował i miał wyprodukowane rzeczy, dziś to rzeczy kształtują, wręcz wymyślają odpowiedniego dla siebie człowieka i biorą go w posiadanie. Łatwo oczywiście tak stawiając sprawę popaść w antycywilizacyjną histerię negując totalnie usłużność, powiedzmy, samochodu czy zapalniczki. Ale problem produkowania ludzkich zachowań i emocji przez globalne strategie konsumpcji oczywiście istnieje.

Jolanta Janiczak, odpowiedzialna za dramaturgię spektaklu twierdziła podczas konferencji, że sztuka będzie przypowieścią o zadławieniu się człowieka produkcją, o produkcji stojącej ponad człowiekiem. Ale nie tylko. Janiczak sugerowała, że upadek Detroit paradoksalnie może być zapowiedzią nowego początku, szansą na bardziej humanitarny ład naszych miast i cywilizacyjnych aspiracji. Katastrofa bowiem tworzy miejsce dla nowych rozwiązań i nowego porządku. Ciekawe, że młoda dramaturg dostrzegła znamiona Detroit podczas spaceru… po Bydgoszczy. Pustostany. Zrujnowane ulice. Zwijające się miasto. Co prawda, to prawda.

Następnie zarówno Rubin jak i Janiczak opowiadali o związkach i asocjacjach zachodzących między nowoczesną produkcją a politycznymi systemami totalitarnymi. Twórca sukcesu Detroit, Henry Ford fascynował Adolfa Hitlera, który doskonale wyczuwał, że nowoczesna linia produkcyjna jest metaforą i ziszczeniem społeczeństwa spauperyzowanego i poddanego dominującej woli swego sprawcy. Niepokojące jest podobieństwo nowoczesnej linii produkcyjnej do aseptycznego ładu Auschwitz i Holocaustu. W obu przypadkach nie ma właściwie sprawcy ? są procedury, taśma leci że hej, a jako produkty wyskakują samochody, batoniki i trupy.

Muzycznego opracowania ?Detroit. Historia ręki? podjęła się Joanna Grochulska, zwana w programie spektaklu Aśką Grochulską. Mówiła podczas konferencji, że Detroit emanuje w świat od wielu lat własną muzykę, muzykę zawierającą specyficzny i jedyny w swoim rodzaju klimat tego miasta. Z zachwytem anonsowała, że w bydgoskim spektaklu zapanuje muzyka techno, czyli, jak się wyraziła ? muzyka powstała ze słuchania maszyn.

Obecny podczas konferencji dyrektor Teatru Polskiego Paweł Wodziński powiedział, że spektakl wpisuje się w globalne poszukiwania bydgoskiego teatru odpowiedzi o źródła dzisiejszej nowoczesności i zagrożeń cywilizacyjnych.
Zapowiada się spektakl socjologiczny i politologiczny. Zobaczymy.