NFZ przeprowadził kontrole realizacji umów w 241 przychodniach. Rzecznik prasowy bydgoskiego NFZ, Jan Raszeja, informuje: – W szeregu przypadkach stwierdzono rażące uchybienia w ich pracy oraz drastyczne naruszenia zapisów zawartych w umowach podpisanych z OW NFZ. W stopniu szczególnym dotyczyło to czasu pracy lekarzy, z których część ? wbrew temu co zostało zapisane w kontraktach z NFZ ? nie przebywała w swoich miejscach pracy. I z zasady nie były to ani wypadki incydentalne, ani nieobecności zgłoszone uprzednio do funduszu. Nasi kontrolerzy zarejestrowali również przypadki świadczenia ? i to w czasie przeznaczonym na przyjmowanie pacjentów ubezpieczonych w NFZ ? porad płatnych. W kilku wypadkach kontrole nie mogły dojść do skutku, gdyż poradnie były po prostu zamknięte.
Jan Raszeja zaprzecza, że wypowiedzenia umów z ?niesolidnym przychodniami? zagrażać mogą bezpieczeństwu pacjentów: – Nie jest prawdą, iż wypowiedzenie przez nas umów niespełna czterdziestu poradniom doprowadziło do powstania swoistej ?czarnej dziury? w systemie specjalistycznej opieki zdrowotnej w naszym województwie, choć jest dla nas oczywiste, iż w wielu zakresach leczenia jej zasięg pozostawia ogromnie wiele do życzenia. Aby nie być gołosłownym: w Bydgoszczy wypowiedzieliśmy umowy jednej poradni endokrynologicznej, natomiast swoje usługi pacjentom oferuje nadal trzynaście innych placówek o tym samym profilu. Po zerwaniu kontraktu z jedną bydgoską poradnią chirurgii ogólnej, swoją działalność prowadzi trzynaście innych.
Krytycznie do wypowiadania umów z przychodniami odnosi się szefujący Bydgoskiej Izbie Lekarskiej Stanisław Prywiński: – Lekarze nie dyżurują, bo nie ma już pieniędzy na ich usługi. Jeśli przyjmą pacjenta, to NFZ im za to nie zapłaci. Po co mają zatem dyżurować? Powinno się aneksować te umowy, a nie egzekwować absurdalne zapisy. Po co ma dyżurować lekarz, który nie może przyjąć pacjenta, bo NFZ za przyjęcie pacjenta nie zapłaci?