Jak wiadomo, zwykły, towarzyski mecz Polska – RPA nie mógł zostać rozegrany na stadionie Zawiszy, bo byłby to obciach na całą Europę, co tam Europę, świat – w końcu gościliśmy jedną z lepszych reprezentacji afrykańskich. Bossowie polskiej telewizji wystosowali list do PZPN, że to niby kamery w bydgoskim grajdołku nie oddadzą tak piękna futbolu, jak mogłoby to wyglądać na jednym z wybudowanych stadionów na Euro! Słowem, domagali się zmiany miejsca rozegrania sparingu kadry z RPA. Piłkarski związek decyzji nie zmienił, więc przy pomocy administracji rządowej i kompletnie, z punktu widzenia prawnego, niezrozumiałej decyzji wojewody zakazującej rozegrania meczu w Bydgoszczy, posługując się językiem Jacka Federowicza, to “coś” zadecydowało, że mecz rozegrany został na wspaniałej murawie największej naszej narodowej chluby w nowym tysiącleciu dziejów narodu polskiego, na Stadionie Narodowym w Warszawie. I udało się wszystko w najlepszym porządku przeprowadzić. Mecz nie tylko się odbył, ale na tej “wspaniałej murawie” naszym futbolistom udało się wbić jednego gola, który dał zwycięstwo. W ten dzień dopisała jednak pogoda, co umknęło bacznym obserwatorom.

Nikt nie przewidział, że już na meczu najwyższej, światowej rangi, cztery dni później padać będzie deszcz. Takiemu ekstremalnemu kataklizmowi atmosferycznemu nasz “powszechnie budzący podziw w Europie i na świecie” obiekt, który jest narodową chlubą nie dał rady. Teoretycznie przed deszczem murawę mógłby osłonić dach, ale ten dach jest takim dachem na miarę naszych możliwości.

Zresztą ten dach nie jest też zwykłym dachem. To wszyscy już zrozumieli, kiwając głowami, w lutym tego roku. Wtedy na naszym narodowym cacku miał się odbyć mecz o sam Superpuchar Polski między Legią i Wisłą. Nie odbył się m.in. ze względu na stan murawy. Ktoś zapomniał pod koniec lata lub wczesną jesienią 2011 zamknąć na zimę dach nad murawą, a jak już temperatura spadła poniżej zera technolodzy orzekli, że jest to niemożliwe, bo dach wykonany jest z tkaniny poliestrowej powlekanej PCW i mógłby popękać. Zdumiało to nawet samego Grzegorza Latę, który powiedział wówczas, że nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać.

Dzisiaj doszło nowe uwarunkowanie – jak pada, a na stadionie są żywi ludzie też tego dachu nie można bezpiecznie zamknąć. Dobrze że to wykryto i przewidziano, bo co by to było, gdyby tak na przykład angielskim kibicom, którzy w liczbie kilku tysięcy stawili się na naszym cudzie XXI-wiecznej technologii coś się stało. A tak wszyscy bezpiecznie wrócą z powrotem do domu. Zasługa to naszych służb porządkowych, które nie zaspały, jak to się im nieraz zdarza i wszystko przewidziały. Zresztą porządkowi wywiązywali się ze swoich obowiązków bez zarzutu, o czym mogliśmy się naocznie przekonać i o czym świadectwa też poszły w świat. Kibice, a może byli to nawet pseudokibice, próbowali sprawdzić, czy murawa narodowego cacka nie nadaje się do igraszek wodnych. Czynili to z niemałym powodzeniem, jak delfiny ślizgając się po tafli murawy, a może i basenu (trudno powiedzieć do jakiej funkcji płyta stadionu nadawała się bardziej). Zostali, oczywiście, z pewnymi kłopotami, schwytani przez porządkowych, bo owe sportowe ekstrawagancje i dokazywania kibice lub pseudokibice demonstrowali bez stosownego zezwolenia. Uwzględniając te wszystkie uwagi, odnoszące się i do murawy, i do dachu, trudno na obecnym etapie testowania naszego narodowego cacka i po sukcesie Euro nie uznać, że pomysł, aby obiekt ten przetestować również do skoków narciarskich, a może nawet lotów nie jest pozbawiony sensu.

Ach, gdyby ten mecz z Anglią można było rozegrać na stadionie Zawiszy. Taki delegat FIFA nie musiałby na przykład śledzić, co się dzieje z wodą, bo na Gdańskiej dreny na pewno nie są tak technologicznie zaawansowane jak te na narodowym cacku, ale taka jesienna ilość wody po prostu by wsiąkła.

W każdym razie ja jutro meczu nie oglądam. Do godz. 17 może wiele się wydarzyć. Nie będzie mrozu, nie będzie padać, ale na przykład może dla odmiany wszystkich zaskoczyć gęsta mgła. A takiego doświadczenia moja odporność na śmiech mogłaby nie znieść. Dlatego o godz. 17 idę na spotkanie z Pawłem Kukizem do “Kubryka”. Będzie mówił, jak inaczej powinniśmy wybierać posłów. Bo czy naprawdę wszystko musi być ciągle jak w “Misiu”?