Ponad dwa lata temu bydgoszczanie przy urnie wyborczej odwołali Konstantego Dombrowicza z funkcji prezydenta miasta. Wybrali Rafała Bruskiego, ponieważ był młodszy, sprawiał wrażenie bardziej sympatycznego i lepiej prezentował się na plakatach. Poza tym przedstawiciel Platformy został skutecznie wypromowany jako zapowiedź nowości, świeżości i kompetentności.
Dziś już jednak widać, że był to wybór daleki od wymarzonego. Tym bowiem, co Rafałowi Bruskiemu w działalności publicznej zawsze najlepiej wychodziło, było sprawianie dobrego wrażenia ? potwierdzał to jako wiceprezydent miasta (za kadencji później przez siebie tak zajadle krytykowanego Dombrowicza), jak i wojewoda kujawsko-pomorski. Kiedy został prezydentem Bydgoszczy, uznał najwyraźniej, że nawet tego nie musi robić ? przynajmniej w odniesieniu do tych, którzy nie padają z zachwytu po pierwszym zdaniu, jakie wypowiada.
Rafał Bruski okazał się człowiekiem uważającym, że kompromis to rozwiązanie, które wypracowuje wespół z Pawłem Olszewskim. Dowiódł też tego, że nie liczy się dla niego obowiązujące prawo, kiedy bez zbędnych ceregieli kazał rozebrać antyaborcyjną wystawę, na którą wcześniej? sam wydał zgodę. Można by więc rzec, że jest typowym wytworem platformerskiego postpolityka ? śliskim, gładkim, uciekającym od prezentowania własnych poglądów, żeby przypadkiem nikogo nie zrazić. Jest więc koalicja z SLD, jest przyjmowanie patronatu nad Marszem dla Życia i Rodziny, a sam wreszcie jest szefem Platformy w mieście.
Z drugiej strony miły uśmiech, którym próbował kokietować w kampanii wyborczej także przeciwników politycznych, jest dziś oglądany może przez dziennikarzy i najbliższych współpracowników. Wyrzucając z pracy ludzi zatrudnionych przez swojego poprzednika, zrobił to z pogwałceniem prawa pracy ? czemu dał wyraz sąd, a łączna suma odszkodowań za 7 przegranych procesów idzie w setkach tysięcy złotych. Ale spokojnie, zapłaci Ratusz, a więc my, a nie prezydent ze swoich pieniędzy.
Także dyskusja z oponentami politycznymi okazała się czymś do czego zniżać się pan Bruski nie lubi. Zapewne do historii taktu i szacunku dla przedstawicieli bydgoszczan w Radzie Miasta przejdzie przerwanie wypowiedzi jednemu z radnych stwierdzeniem, że ?Dobrze, ja (tj. Rafał Bruski ? przyp. Ł.S.) najpierw skończę i wyjdę, a pan potem będzie mówił?. Nie inaczej było, kiedy jako Prawo i Sprawiedliwość próbowaliśmy podjąć dyskusję o dokonaniach prezydenta i rządzącej miastem koalicji na połowę kadencji. Jedynym odniesieniem do ponad dwudziestostronicowego opracowania okazała się zapowiedź pozwu sądowego za jedno ze zdań filmiku, który wyprodukowaliśmy ? zresztą na zapowiedzi się skończyło.
Gdyby obok tego wszystkiego była jeszcze jakakolwiek wizja rozwoju Bydgoszczy. Niestety, jedyne na co możemy liczyć to, zdaje się, kolejne podwyżki cen i znalezienie dobrych posad dla działaczy Platformy ? o ile jeszcze są jacykolwiek bez zatrudnienia. Jak już to kiedyś powiedziałem, hasło wyborcze Rafała Bruskiego ?Nie liczy się hasło. Liczy się Bydgoszcz?, życie zweryfikowało na: ?Nie liczy się Bydgoszcz. Liczą się koledzy?. Jeżeli można w tym wszystkim znaleźć jakieś pocieszenie, to fakt, że nic nie trwa wiecznie, a jest piękne zdanie w Biblii, które zawsze warto pamiętać jako przestrogę dla samych siebie i nadzieję na złe czasy: ?Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną? (Przyp. 16:18).
Łukasz Schreiber