Okres okołoświąteczny spędziłem poza krajem, więc nie zdawałem sobie sprawy z dramatycznych wydarzeń, jakie w tym czasie miały miejsce w Bydgoszczy. Wydarzenia z marca 1981 roku to przy tym pikuś. Wtedy tylko pobito trzy osoby. Okrucieństwo ZOMO to jednak dziecięce igraszki w porównaniu z bestialskim postępkiem wojewody kujawsko-pomorskiego. On się rozprawił z kilkunastoma portretami.
Nie znajduję dla niego żadnego usprawiedliwienia. Wojewoda nie okazał należnego szacunku nawet przedwojennym działaczom KPP.
To oczywiście musiało wzburzyć dziennikarzy ?wyborczej?, od których kierownictwo redakcji wymaga odróżniania ludzi honoru od ludzi honoru całkowicie pozbawionych (łatwo ich poznać, bo nie tylko usuwają z przestrzeni publicznej pamiątki po zasłużonych dla budowania w Polsce ustroju sprawiedliwości społecznej działaczach, ale także nie skaczą z innymi ludźmi ceniącymi honor na placach, rynkach, a nawet ulicach).
Zdejmowanie obrazów należy nazwać czynem wyjątkowo hańbiącym, bo od niego tylko krok do ksenofobii, pogwałcenia demokracji i ostatecznie do dyktatury.
Na szczęście ?wyborcza? zachowuje czujność. Dzisiaj dokonano w niej analizy sytuacji związanej z gorszącym postępkiem ekipy wojewody w tekście zatytułowanym ?Portret pychy i arogancji?, który tak się zaczyna: ?Tak naprawdę to nie był drobny epizod. Ludzie wojewody Mikołaja Bogdanowicza odsłonili nie tylko kawał ściany w salce konferencyjnej Urzędu Wojewódzkiego. Odsłonili swoje prawdziwe myślenie o ludziach, którzy widzą Polskę inaczej niż oni.?
Tak jest! Trzeba obnażać ?prawdziwe myślenie?! Na razie tylko myślą, ale kto wie, co będzie jutro. Dziennikarz ?wyborczej? zauważył, że niektórzy współpracownicy wojewody nie poprzestają na myśleniu: ?Z ust urzędnika padają słowa nikczemne, groźne?.
Ewidentnie mamy do czynienia z eskalacją zagrożenia. Najpierw myśli, potem słowa, a w końcu czyny. Kto wie, jakie współpracownicy wojewody dadzą czynne dowody pychy i arogancji. Może ostentacyjnie przestaną się kłaniać osobom inaczej myślącym. A przecież można się pochlastać, doznając takiego afrontu.
Dziennikarz ?wyborczej? wie dokładnie, jaki będzie ciąg dalszy: ?Tak zaczynały się dyktatury?. W całej rozciągłości się z nim zgadzam. Pod żadnym pozorem nie można dopuścić do tego, żeby w każdym pomieszczeniu urzędu obowiązkowo wisiał portret wojewody Mikołaja Bogdanowicza.
To dobrze, że ?wyborcza? tropi przejawy rodzącego się faszyzmu. Poza tym ceni ludzi nawróconych. Nie mam tutaj na myśli ludzi wierzących i praktykujących, takich jak doradca wojewody Jacek Tarczewski. W tym przypadku słusznie ?wyborcza? wyraża niesmak, gdyż gość chodzi do spowiedzi, a nawet ?rozdaje wiernym komunię w swoim parafialnym kościele?. Widać od razu człowieka kompletnie nieprzystosowanego do wdrażania postępowych zmian w naszym kraju, co szczególnie ?wyborczej? leży na sercu.
Zapyziałych tradycjonalistów trzeba potępiać, a cenić należy ludzi nawróconych na normalność jak Antoni Tokarczuk. Kiedyś był związany z Jarosławem Kaczyńskim obecnie jest związany z Piotrem Całbeckim. To zwrot we właściwą stronę. Może dlatego ?wyborczą? najbardziej wnerwiło zdjęcie ze ściany sali konferencyjnej portretu Tokarczuka.
Tak jak Włodzisław Giziński, Wiesław Olszewski, Krzysztof Sidorkiewicz i Teresa Piotrowska znalazł się on w grupie wojewodów bydgoskich, których podobizny zostały skasowane, ponieważ podjęto decyzję, że w kujawsko-pomorskim urzędzie będą wisiały jedynie portrety wojewodów kujawsko-pomorskich III RP.
Żeby wynagrodzić Tokarczukowi despekt, którego doznał, ?wyborcza? nazwała go legendą ?Solidarności?. Dotąd to nazwisko nie chodziło wprawdzie w zestawie legend, ale może to ten sam przypadek, co Krzywonos. Przed kilkoma laty też jeszcze nikt nie wiedział, że to legenda ?Solidarności?.