Na początku dzisiejszej konferencji prasowej Grzegorz Dołkowski oświadczył, że jest człowiekiem uzależnionym, co gorsza, tego uzależnienia nie można leczyć. – Jest to uzależnienie od miasta Bydgoszczy. Całe moje życie jest związane z Bydgoszczą. Tutaj się urodziłem, tutaj kończyłem jedną szkołę, drugą szkołę, tutaj studiowałem, tutaj pracowałem, 100 metrów od ratusza mieszkałem na Starym Rynku. Trudno o osobę bardziej związaną z miastem jak ja właśnie – przedstawił się dzisiaj nowy zastępca prezydenta Grzegorz Dołkowski.

- Na rzecz miasta niewiele dotychczas mogłem zrobić, ale gdzieś tam wspierałem w różnych obszarach działania – przyznał. – Chciałbym dla miasta, któremu wiele zawdzięczam coś dobrego zrobić. Chciałbym wnieść coś i wykorzystać swoje umiejętności i wiedzę, którą zdobyłem, pracując w biznesie. Cała moja kariera zawodowa związana jest z biznesem. Ostatnie 20 lat to była praca w zarządach na stanowisku prezesa w Jutrzence, później wiceprezesa w Drozapolu, wcześniej jeszcze przekształcałem Romet, moją pierwszą firmę. I te doświadczenia biznesowe mogą być przydatne w nowych warunkach w ratuszu. Sam sobie nie wierzę, że oto staję się urzędnikiem magistrackim. Dla mnie takie określenie ma wydźwięk mocno pejoratywny, ponieważ kojarzy się to z cechami typowymi dla urzędnika, żeby nie powiedzieć urzędasa – oświadczył nowy wiceprezydent.

Zdaniem Dołkowskiego urzędnik kojarzy się z niepodejmowaniem decyzji (“bo jak podejmę decyzję to coś złego może mnie spotkać”), opóźnianiem działania, spychotechniką. – Myślę, że coś ze swego doświadczenia biznesowego będę potrafił wnieść do ratusza i byłbym bardzo zadowolony, gdyby pod koniec kadencji, za dwa lata, można było powiedzieć, że wniosłem tutaj coś ze świata biznesu, że to, co było takim typowym urzędniczym działaniem, udało się w mentalności niektórych ludzi przynajmniej przekierować, przekształcić na działania typowo biznesowe – takie, które będą nakierowane na realizację konkretnych celów. Te cele muszą być, oczywiście, zdefiniowane. Muszą być stworzone budżety dla poszczególnych zadań i ich realizacja: etap po etapie – to jest coś do czego jestem przyzwyczajony i mam nadzieję, że taki styl działania w tym obszarze, w którym w ratuszu będę funkcjonował uda mi się wprowadzić. Zdaję sobie doskonale sprawę, że będą się zdarzały błędy, potknięcia – przyznał.

Zaapelował do dziennikarzy o konstruktywną krytykę. – Kto nic nie robi ten nie popełnia błędów – oświadczył. – Ja będę się starał dużo robić. Błędy będą na pewno się zdarzały. Proszę o wytykanie ich i proszę o zrozumienie mojej nowej funkcji. Trochę czasu potrzebuję, aby w te nowe zagadnienia wejść i wówczas będę mógł już efektywnie i energicznie pracować – jak poznam szczegółowe zakresy działania tych jednostek organizacyjnych, które zostały mi przypisane – zadeklarował Grzegorz Dołkowski.

Zapytany o cele, które zamierza zrealizować odpowiedział:
- Cele, które przede mną stoją są związane z nowym schematem organizacyjnym, z nowym podziałem obowiązków w urzędzie. Na dwie grupy zagadnień bym te cele podzielił. Pierwsza grupa to są cele, których nie można nie zrealizować, czyli prowadzenie inwestycji miejskich. Nie będę odpowiadał za inwestycje komunikacyjne, natomiast wszystkie inne tak. I tutaj są pewne budżety przyjęte, są pewne harmonogramy – są tam pewne zaległości, ale myślę, że można jeszcze odrobić te zaległości. Czyli jest to prowadzenie inwestycji, które zostały zapoczątkowane lub zabudżetowane i one muszą być w terminie skończone, bo w wielu przypadkach grozi nam na przykład utrata dotacji unijnej.
Ale jest grupa zagadnień bardzo trudnych – są to zagadnienia polegające na ściągnięciu do miasta kapitału. Zespół Obsługi Inwestora i Przedsiębiorczości musi ulec pewnym przekształceniom, a jego zadanie jest niezwykle trudne, ponieważ muszę zwrócić uwagę na to, że miasto ma do zaoferowania oferty inwestycyjne, próbuje ściągnąć kapitał, próbuje tworzyć miejsca pracy, ale przecież takich podmiotów, miast, gmin, czy powiatów jest cała masa. Nie ma właściwie takiej jednostki administracyjnej w Polsce, która by nie zabiegała o ściągnięcie inwestorów – powiedział. Stwierdził, że musimy w ratuszu zastosować znaną z marketingu dyferencjację. Przywołał następnie hasło amerykańskiego teoretyka i praktyka marketingu Jacka Trouta ““Wyróżnij się albo zgiń!”.
- My zginąć nie chcemy. Musimy znaleźć takie atuty, żeby tę dyferencjację, ale taką prawdziwą dyferencjację znaleźć dla siebie i skierować swoje atuty do grupy docelowej – powiedział. Zdaniem Dołkowskiego nie wystarczy na przykład to, że Bydgoszcz promuje się przez sport, że siatkarze Delekty osiągają piękne sukcesy. – Naszą grupą docelową, jeżeli chodzi o propozycje biznesowe, propozycje inwestycyjne są ci członkowie zarządów, najczęściej prezesi firm, którzy rozważają jakieś możliwości inwestowania w Polsce. I to miasto, czy inna jednostka administracyjna musi pokazać swoje atuty i one muszą przeważać, czyli to wyróżnienie spośród tłumu musi nastąpić. I to jest powiedziałbym mission impossible. Jak to zrealizować jeszcze w tej chwili nie wiem, ale musimy się na tle wielu ofert wyróżnić, żeby zainteresować naszym miastem zarówno decydentów krajowych, jak i zagranicznych. Bydgoszcz nie może być znana, jak się kto zapyta w Polsce, z tego, że jest skłócona z Toruniem. To się musi zmienić. My musimy znaleźć coś, z czego będziemy znani i najlepiej, żeby ten przekaz docierał do decydentów, którzy o inwestycjach decydują.