W miniony weekend Bydgoszcz po raz kolejny odwiedziło trzech sympatycznych Holendrów: Theo Timmers, Jos van Ham i Theo Renders. Panowie robią to już od niemalże 20 lat. Przyjeżdżają po to, by wspierać Bydgoski Zespół Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych. Ich historia jest przykładem tego, że nieoczekiwane spotkania mogą zrodzić wiele dobra, a język nie jest barierą, by świetnie się dogadywać.
Dzięki corocznym wizytom, ci Holendrzy o wielkim sercu, polubili Polskę, jej kulturę, a o Bydgoszczy nie chcą powiedzieć nic złego. Zawarli tutaj wiele znajomości, pomogli wielu dzieciakom. Zrobili to nie tylko, dając rzeczy takie jak: odzież, żywność, obuwie, zabawki, środki czystości. Nie chodzi też o pieniądze na remont budynków, placów zabaw i boisk. To raczej ich podejście, zaraźliwy optymizm i znalezienie czasu, by dostrzec drugą osobę powodują, że dzieci czekają na ich odwiedziny.
Ale dlaczego akurat Bydgoszcz? Jak to się tak naprawdę zaczęło? Czy łatwo jest przeliterować nazwę naszego miasta? O tym w najnowszym Ilustrowanym Kurierze Polskim w moim reportażu. Tekst jest efektem angielsko?holendersko-polsko?niemieckiej rozmowy i daje nadzieje na to, że pozytywne nastawienie do życia przyciąga podobnych ludzi, którzy wspólnie mogą zrobić coś dla innych.
Marta Jankowska (IKP)