Polska żyje tymi mistrzostwami. Entuzjaści futbolu zepchnęli w cień tych wszystkich, których piłka nożna nie interesuje. Bydgoszcz na tej mapie nie jest samotną wyspą. Wiele godzin przed meczem na ulicach Bydgoszczy grupki kibiców oznajmiały, że dzisiaj o godz. 18 rozpoczną się współczesne igrzyska. A piłka nożna to coś więcej niż sport. Przekonamy się o tym za ponad miesiąc, jak rozpoczną się Igrzyska Olimpijskie w Londynie. I wcale o naszym zaangażowaniu w grę “biało-czerwonych” nie determinuje fakt, ze jesteśmy współgospodarzami tej imprezy. W porównaniu z futbolem olimpijskie dyscypliny sportowe z “królową” – lekką atletyką na czele, nie wywołują takich emocji jak piłka nożna.

Piłka nożna i Euro 2012 to również sprawa polityczna. Politycy wszystkich opcji prześcigają się oryginalnością w sposobie “trzymania kciuków” za biało-czerwonymi. Trudno komentować komunikaty o tym, że dzięki Euro Polska się zmieniła, mamy stadiony, infrastrukturę, przejezdny produkt autostradopodobny, wykonany na akord, z Berlina do Warszawy. My, bydgoszczanie, możemy jedynie narzekać, że trasa S5 jest dalej niż bliżej. W czasie igrzysk niebezpiecznie odwoływać się do rozsądku i komentować sensowność wydawania naszych pieniędzy, które poszły na Euro.

Wracając do karnawału. Szkoda naszych piłkarzy, że nie udał się pierwszy mecz. Trudno zrozumieć, jak można było wypuścić mecz z rąk, prowadząc do przerwy 1:0 i po czerwonej kartce Greka, mając przewagę jednego zawodnika. Najgorsze, że nie tylko drużyna “zacięła się” w drugiej połowie, ale i trener Smuda, bo jak tłumaczyć brak zmian w drużynie, która… stanęła.

- Meczem prawdy będzie pojedynek z Rosją. Grecy grają kunktatorski antyfutbol i naszym zabrakło odwagi w narzuceniu im swojego stylu – tłumaczył ze znawstwem remis i słabą drugą połowę 19-letni Mateusz z Bartodziejów. – Z Rosjanami nie może już być szachów, jeśli chcemy wygrywać – dodał.

Jak żywiołowo i kolorowo dopingowali biało-czerwonych bydgoszczanie na Starym Rynku można zobaczyć: TUTAJ