Wczorajsza sesja rady miejskiej była kolejnym dowodem na to, że samorządy stają się coraz bardziej rozpolitykowane. Spierając się o to, czy powinno się przyjmować uchodźców z Syrii, bydgoscy radni do złudzenia przypominali polityków, przekrzykujących się na potęgę w programach telewizyjnych i radiowych.

Zdrowy rozsądek wykazał jedynie Zbigniew Sobociński. – Apeluję do państwa, aby nie dyskutować w tej sprawie. To sprawa dla rządu, nie dla nas – na próżno starał się odwieść radnych od wymiany poglądów na temat pomocy dla mieszkańców Aleppo przewodniczący rady miasta.

Debata w tej sprawie trwała bardzo długo, a potem radni PO z niewielką, ale istotną pomocą SLD (radni Kazimierz Drozd i Ireneusz Nitkiewicz wstrzymali się od głosu) przeforsowali uchwalenie stanowiska następującej treści: ?Rada Miasta Bydgoszczy przy aprobacie Prezydenta Miasta Bydgoszczy wyraża wolę do stworzenia warunków do osiedlenia się rodziny i kilku sierot w mieście Aleppo.?

Jeszcze więcej emocji wzbudził projekt uchwały o finansowaniu z kasy miejskiej metody in vitro. Tu też nie obyło się bez polityki, gdyż rekomendował ją radnym? poseł Michał Stasiński (.Nowoczesna). Dyskusję w tej sprawie otworzył i jako pierwszy zabrał głos przewodniczący rady Zbigniew Sobociński. Zapowiedział, że wyłączy się z głosowania, gdyż jako ginekolog współpracuje z dwoma ośrodkami, które realizują ten program i nie chce być posądzany o stronniczość.

Bogdan Dzakanowski poinformował obecnych, że w imieniu mieszkańców złożył na ręce prezydenta petycję podpisaną przez 2550 osób w sprawie niefinansowania metody in vitro. Jednocześnie jedyny radny niezależny w bydgoskiej radzie miasta podważył prawomocność projektu obywatelskiego w sprawie finansowania in vitro. Jak wyjaśnił, inicjatywę uchwałodawczą posiada każdy mieszkaniec Bydgoszczy, który uzyska 1000 podpisów poparcia. Tymczasem projekt uchwały poparty wymaganymi podpisami złożyła w ratuszu .Nowoczesna z adresem Łęczycka 59/12. – Pod tym adresem nie mieszka żaden mieszkaniec Bydgoszczy – powiedział Bogdan Dzakanowski.

Następnie radny nawiązał do uchwały w sprawie dróg osiedlowych (opartej na projekcie obywatelskim), która też miała charakter intencyjny. – Mówi ona o 39 mln zł na drogi osiedlowe. Pan jej nie realizuje ? stwierdził, zwracając się do prezydenta Bydgoszczy i zapytał, czy tak samo postąpi z kolejną intencyjną uchwałą.

Rafałowi Bruskiemu puściły nerwy. – Z wrodzoną sobie umiejętnością pan okłamuje wszystkich, którzy pana słuchają. Bo taka jest prawda, że wmawia mi pan rzeczy i słowa, które nigdy z moich ust nie padały ? mówił podenerwowany prezydent, a potem oświadczył, że jeżeli uchwala w sprawie in vitro zostanie uchwalona, on stosowne środki w budżecie zabezpieczy, żeby od drugiego półrocza program mógł być realizowany. ? Panie radny, zachęcam pana, żeby pan przestał kłamać z tego miejsca ? zakończył ripostę Rafał Bruski.

Najwyraźniej Bogdan Dzakanowski chciał prezydentowi odpowiedzieć, bo podszedł z powrotem do mównicy, a wtedy pouczył go przewodniczący rady: – Panie radny, zupełnie niepotrzebnie pan się wdziera na mównicę. Bogdan Dzakanowski nie stracił rezonu. ? Za przykładem Platformy Obywatelskiej w sejmie ? wyjaśnił radny niezależny . ? Boże święty, znowu interwał u mnie nawala ? westchnął ciężko Zbigniew Sobociński. ? Panie przewodniczący, ktoś zadzwoni na 112, aby policja zbadała alkomatem prezydenta i osoby, które są tutaj w radzie miasta Bydgoszczy ? poinformował radny niezależny, wyszedł z sali sesyjnej i, jak się później okazało, zadzwonił na policję.

Tymczasem dyskusja w sprawie in vitro toczyła się dalej. Niewiarę w szczerość intencji organizatorów akcji zbierania podpisów ujawnił Paweł Bokiej. – .Nowoczesna chce po prostu zaistnieć – uznał radny PiS. Jego zdaniem, in vitro można nazwać usługą luksusową, zważywszy na to, że większość mieszkańców boryka się na co dzień z różnymi innymi problemami zdrowotnymi. Niemniej uznał za możliwe wstrzymanie się od głosu w tej sprawie, gdyż nie chciałby być podejrzewany o zapiekłość.

Jego słowa zostały wysoko ocenione przez Zbigniewa Sobocińskiego (?bardzo się cieszę, słysząc taką normalną wypowiedź?), który jednak nie omieszkał zwrócić radnemu PiS uwagi, że nie ma mowy o luksusie w sytuacji, kiedy najlichsza proteza biodrowa kosztuje 30 tys. zł.

Zamiast in vitro dofinansowałby rodziny zastępcze radny Andrzej Młyński (PiS), bo stosowanie tej metody nie prowadzi do uleczenia bezpłodności. Na atakowaniu nieracjonalnych poglądów skoncentrowali się młodzi radni PO. – Leczenie z pomocą krwi też jest dla niektórych niedozwolone – pokpiwał radny Jakub Mikołajczak (PO). W podobnym tonie wypowiedziała się jego klubowa koleżanka, Agnieszka Bąk, przypominając, że kiedyś transplantacja serca budziła opory.

Natomiast radny Krystian Frelichowski zaapelował do radnych PO, którzy powoływali się na słowa Franciszka dotyczące uchodźców z Syrii, żeby w sprawie in vitro też postępowali zgodnie z nauczaniem papieża. Bezskutecznie.

Za przyjęciem uchwały głosowało 15 radnych (PO i SLD), głosów przeciwnych było 12 (PiS i radny niezależny).