Kilka miesięcy temu podjęta została próba doprowadzenia do referendum w sprawie likwidacji Straży Miejskiej w Bydgoszczy. Gdyby organizatorom akcji udało się zebrać wymaganą liczbę podpisów, tej formacji już w naszym mieście by nie było. Nawet ze zleconych przez Ratusz badań opinii publicznej wynikało, że ponad 70 proc. bydgoszczan jest niezadowolonych z działań miejskich strażników.

Przeważająca większość mieszkańców uważa, iż aktywność tej formacji przejawia się głównie w polowaniu na kierowców za prędkość i złe parkowanie oraz represjonowaniu osób spożywających alkohol w miejscach publicznych. Straż Miejska próbuje teraz odkręcić to powszechne przekonanie. W sprawdzony na szczeblu rządowym sposób.

Wiadomo już od kilku lat, że do uzyskania pozytywnych ocen nie są potrzebne żadne osiągnięcia, ale skuteczny pijar. Dlatego Straż Miejska zatrudniła fachowca, specjalistę ds. komunikacji społecznej, który ma zadbać o poprawienie wizerunku strażników, którzy do tej pory kojarzyli się najczęściej z zakładaniem blokad na koła samochodów.

Nie wiemy, co to za osoba, ale chyba trenowała swoje umiejętności w przedszkolu, gdyż traktuje bydgoszczan jak dzieci, którym trzeba opowiadać bajeczki. Pełna bajek jest bowiem nowa strona internetowa dostępna pod adresem www.strazmiejska.bydgoszcz.pl. Strażnicy występują tam w roli czyniących cuda czarowników. Są mądrzy, dobrzy, a przede wszystkim niesłychanie czujni.

?Dzięki czujności i współpracy pracowników Straży Miejskiej z miejskiego monitoringu z Komendą Miejską Policji zatrzymano włamywacza na gorącym uczynku? – zaczyna się jedna z informacji na nowej stronie internetowej, zatytułowana ?Straż Miejska udaremniła grabież sklepu?.

Na czym polegała niezwykła czujność strażników? Domyślamy się, że patrolowali ciemne zakątki miasta, zauważyli podejrzanego osobnika, przyczaili się i złapali go na gorącym uczynku. Nic z tych rzeczy. Dyżurni pracownicy Straży Miejskiej, obsługujący miejski monitoring, zauważyli przy ulicy Grunwaldzkiej podejrzanie zachowującego się mężczyznę w okolicach sklepu warzywnego i zawiadomili policję. Na czym polegała więc ta niezwykła czujność? Przecież po to, do diaska, zostali posadzeni przed monitorami, żeby je obserwować. Należy im się pochwała za to, że nie zasnęli przy pracy?

Ci opłacani z naszych podatków pracownicy Straży Miejskiej wykazali się nie tylko czujnością, ale także współpracą z Komendą Miejską Policji. Kiedy zobaczyli włamywacza, powiadomili policję. Brawo! Mogli przecież tylko obserwować włamanie, tymczasem zadali sobie dodatkowy trud i wykonali wymagającą ogromnego wysiłku czynność, jaką jest rozmowa telefoniczna. ?Dzięki czujności pracowników Straży Miejskiej włamywacz został przyłapany na gorącym uczynku? ? kończy się ta informacja na stronie internetowej, żeby słowo czujność zapadło w pamięć bydgoszczan.

Strażnicy Miejscy mają także inne poza czujnością przymioty. Sherlock Holmes i Herkules Poirot mogliby się uczyć od nich dedukcji.

Wczoraj na stronie www.strazmiejska.bydgoszcz.pl znaleźliśmy następującą informację:

?Porzucone auto, wokół ślady krwi
Dnia 18.03.2013 roku, około godziny 12.15, zgłoszono zaparkowane na poboczu pojazd marki Ford bez tablic rejestracyjnych wokół, którego są ślady krwi. Patrol Referatu Fordon natychmiast udał się na skrzyżowanie ulic Żyrardowskiej i Kaplicznej.
Na miejscu, strażnicy potwierdzili zgłoszenie. Pojazd posiadał widoczne uszkodzenia po uderzeniu w słup energetyczny. Wokół auta znaleziono ślady krwi. Po naklejce na szybie z numerami rejestracyjnymi ustalono właściciela. Patrol udał się pod ustalony adres, gdzie zastano właściciela, który oświadczył, że to on był sprawcą kolizji. W związku z uszkodzeniem słupa powiadomiono Zakład Energetyczny a sprawę notatką przekazano do KP Fordon w celu przeprowadzenia dalszych czynności.?

To był prawdziwy majstersztyk detektywistyczny. I pokaz niesłychanej wręcz sprawności. Po pierwsze, gdy strażnicy otrzymali informację o stojącym na poboczu samochodzie i śladach krwi wokół, udali się na to miejsce natychmiast. Proszę zwrócić uwagę. Nie czekali, nie wpadli na pomysł, żeby najpierw zjeść lunch. Udali się natychmiast! Potem wykazali się spostrzegawczością, bo stwierdzili, że na poboczu rzeczywiście stoi samochód.

Ogromnym sukcesem było, że mimo iż auto nie miało tablic rejestracyjnych, ustalili, kto jest jego właścicielem. Poinformowała ich o tym naklejka na szybie. Gdyby strażnicy nie byli wyposażeni w nadzwyczajne umiejętności, nie zauważyliby tej naklejki z numerami rejestracyjnymi. Na podstawie tych numerów rejestracyjnych ustalili nazwisko właściciela. Kolejny sukces! No i następny dowód sprawności: udali się pod wskazany adres.

Na tym nie kończą się osiągnięcia strażników, bo jeszcze czujnie powiadomili Zakład Energetyczny o uszkodzeniu słupa. Uznaliśmy to za wyjątkowy objaw czujności, bo ten słup był ledwie zadrapany, a nie, jak można by przypuszczać, wygięty lub przewrócony.

Tak wygląda pijar w wydaniu bydgoskiej Straży Miejskiej. Niedługo przeczytamy, że wyjątkowym sukcesem strażników jest to, że w ogóle przychodzą do pracy.