O upadku drobnego biznesu w naszym mieście mówili dzisiaj podczas konferencji prasowej dążący do odwołania prezydenta Rafała Bruskiego radny Bogdan Dzakanowski i reprezentujący przedsiębiorców Henryk Pulchny.
Na chodniku przy skrzyżowaniu ulic Gdańskiej i Śniadeckich tuż obok ławeczki Mariana Rejewskiego radny Bogdan Dzakanowski powiedział, że dzisiejsza konferencja prasowa inicjatorów referendum w sprawie odwołania prezydenta Bydgoszczy poświęcona będzie obaleniu mitów o tym, "jak pomagamy przedsiębiorcom naszym, rodzimym, małym w Bydgoszczy". Henryk Pulchny, obecnie emeryt, do niedawna popularny w naszym mieście handlowiec, który przez ćwierć wieku w kamienicy przy ul. Gdańskiej prowadził sklep w lokalu, który najmował od Administracji Domów Miejskich, stwierdził, że ulica Gdańska ekskluzywna to była kiedyś, a jemu nie udało się przetrwać z prowadzeniem działalności gospodarczej w tym miejscu. - Biznes jak biznes, warzywa i owoce, ADM-y nie chciały zniżyć czynszu i musiałem zrezygnować, bo nie można było do interesu dokładać rok w rok. Żałuję tego sklepu, ćwierć wieku w nim spędziłem. Kazali mi remontować, ale ja nie mogłem włożyć pieniędzy w coś, co nie jest moje, bo przecież jest ustawa, że w ciągu trzech miesięcy można się mnie pozbyć, a ja 400 tys. zł wydałbym na remont - wspominał Pulchny i zaznaczył, że o wykupie z nikim nie można było porozmawiać. Zapisał się nawet na spotkanie z prezydentem w tej sprawie, ale został odesłany do dyrektora, który nie miał kompetencji, by poważnie rozpatrzeć sprawę. - Trzy razy podchodziłem w tej sprawie do prezydenta, nigdy nie miał czasu - skarżył się Pulchny.
Rozżalenie Henryka Pulchnego na prezydenta miało jeszcze jedną przyczynę. Jak zdradził: - Moja rodzina na niego głosowała. Nawet moje dziecko 8-letnie było głosować też teraz, jak były wybory do sejmu. 600 do 800 głosów od mojej rodziny dostał Bruski. Mogę mu podziękować za to - powiedział Pulchny.
Bogdan Dzakanowski wskazał na inne jeszcze przyczyny upadku drobnego biznesu. Zaliczył do nich podwyżki cen za wywóz śmieci. - Pan prezydent mówi, że śmieci nie wzrosły, niestety, dla takich przedsiębiorców, jak był [Henryk Pulchny], fryzjerów, szkół, podwyżka, niestety, jest znaczna - podkreślił Dzakanowski. Bydgoski radny stwierdził, że każdy może przekonać się, jak szkodliwa jest to polityka, gdy przejdzie się ulicą Gdańską i zobaczy, jak wiele jest wywieszonych szyldów: "wynajmę lokal". - Niestety, ADM-y nie mogą wynająć tego, bo to jest taka polityka miasta - taka, że przedsiębiorcy nasi nie mogą konkurować z dużymi firmami - podsumował Dzakanowski.
Przy okazji krytyki polityki prezydenta wobec lokalnych przedsiębiorców, Bogdan Dzakanowski poinformował, że w skrzynce radnego w bydgoskim ratuszu znajduje otwartą korespondencję, a nawet dochodzi do takich sytuacji, że wysłane do niego listy, nie docierają do adresata. Dotyczy to również list z podpisami poparcia w sprawie przeprowadzenia referendum. Zapowiedział złożenie w tej sprawie zawiadomienia do odpowiednich organów. - Jest monitoring akurat w ratuszu i mam nadzieję, że te organy są upoważnione do tego, że tę sprawę wyjaśnią w 100 procentach - zapowiedział Dzakanowski.
Bogdan Dzakanowski zaapelował do mieszkańców o zwrot wszystkich pobranych list, na których składane są podpisy poparcia o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta. Wyraził pewność, że zostanie zebrana wystarczająca liczba podpisów, które są wymagane przez prawo tak, aby mogło być one w Bydgoszczy przeprowadzone. - Chcemy mieć coś na górkę. Czym więcej, tym lepiej - zaznaczył Bogdan Dzakanowski.