Inicjatorzy referendum w sprawie odwołania prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego zorganizowali dzisiaj konferencję prasową z cyklu "Obalamy mity Bruskiego". Stawiając pytanie: "Czy Bruski buduje?", zakwestionowali przyczynienie się prezydenta miasta do inwestycji prowadzonych w Bydgoszczy.
- Hasło pana Rafała Bruskiego "Ja buduje!". Jak nad Bydgoszczą są dźwigi, to nie znaczy, że miasto w Bydgoszczy buduje. Było tak przy dworcu, jest przy placu Kościeleckich. Bardzo się cieszymy, że Bydgoszcz się rozwija i inwestycje mieszkańców, przedsiębiorców w Bydgoszczy są realizowane - zakomunikował radny Bogdan Dzakanowski, zaznaczając, że nie są to inwestycje prowadzone przez miasto. Dzakanowski zakwestionował skalę corocznie zapowiadanych przy okazji uchwalania budżetu miasta inwestycji z ich faktyczną późniejszą realizacją. - Nie znam normalnej inwestycji prezydenta miasta Bydgoszczy, którą rozpoczął od początku i zakończył. Na razie, przez minione 6 lat, jeszcze się nie zdarzyło. Mamy sytuacje, że przez 6 lat przerzucamy pieniądze, z roku na rok na następny rok. Jak Bydgoszcz może się rozwijać, jeśli wszystkie inwestycje co roku przenosimy na przyszły rok - tłumaczył Dzakanowski, a konkretnie taki proceder przedstawił na przykładzie budowy dróg osiedlowych. - W zeszłym roku pan prezydent przeznaczył 17 mln zł na drogi osiedlowe, a wydał z budżetu miasta na drogi osiedlowe 2 mln zł. Resztę przerzucił na następny rok - stwierdził Dzakanowski.
Następnie, na przykładzie własnych doświadczeń z prezydentem Bydgoszczy, ciężar udowodnienia, że "Bruski buduje" jest mitem, wziął na siebie Krzysztof Pietrzak, prezes spółki Tartak Bydgoszcz, od lat toczący spór z prezydentem w sprawie wywłaszczenia jego nieruchomości pod budowę kolejnej części Trasy Uniwersyteckiej.
Krzysztof Pietrzak dowodził, że Rafał Bruski nie prowadzi polityki, która opierałaby się na uwzględnianiu interesów mieszkańców, a nawet na uwzględnianiu interesu miasta jako całości. Dowodem na to jest - w opinii Pietrzaka - postępowanie wobec niego jako obywatela. Stwierdził, że prezydent Rafał Bruski w ogóle z nim nie rozmawiał w sprawie wysiedlenia, tylko od razu siłowo zastosował specustawę. Nikt nie podjął z nim jakichkolwiek rokowań. Jedynie na rok przed eskalacją sporu, pojawił się w jego domu zastępca prezydenta Sebastian Chmara, który obiecał wykup nieruchomości. Potem spotkał się jedynie z represjami. Firma jego była wielokrotnie kontrolowana przez służby państwowe, od inspekcji pracy, przez ZUS, urząd skarbowy aż po Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kontrole nawet nakładały się na siebie. - Gdyby prezydent zaprosił mnie do rokowań, co zakłada polskie prawo, wtedy padłyby moje propozycje dotyczące kwoty wykupu - powiedział Pietrzak, dodając, że rokowania mogły zakończyć się brakiem porozumienia. Ale dopiero wtedy zrozumiałe byłoby użycie wobec niego siły, czyli zastosowanie przepisów specustawy, dającej możliwość jednostronnego podjęcia decyzji. Pietrzak zaprzeczył, by kiedykolwiek żądał 10 mln zł za nieruchomość. - To wymysł Expressu Bydgoskiego - stwierdził i dodał: - Przez 7 lat prezydent nie złożył żadnej oferty. Specustawę uznał za łatwiejszy sposób wywłaszczenia mnie, a przed ZRID-em powinny odbyć się rokowania. Przyjętą w wycenie biegłego cenę 259 zł za metr kwadratowy i wysiedlenie go za kwotę 750 tys, zł uznał za niepoważną.
Jakie zagrożenie niesie dla miasta złożona przez tartak skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie na decyzję ministra podtrzymującą decyzję ZRID wojewody kujawsko-pomorskiego? - Zakładając, że sądownictwo totalnie zwariowało w Polsce, a na razie, dzięki Bogu, jest szansa, że nie zwariuje, to mamy Trybunał Europejski - stwierdził Pietrzak i dodał, że decyzja wojewody wydana na podstawie wniosku prezydenta Bydgoszczy ma "tak wielkie wady, że prawnie nie ma szans się utrzymać". - Najczarniejsza wizja dla nas i być może taka będzie decyzja prezydenta, że wystąpi z wnioskiem o egzekucję. Sprawdziliśmy kpa i to jest minimum 5 lat zanim zgodnie z prawem stamtąd się wyniesiemy. Jeżeli będzie się chciało potraktować nas siłowo przez egzekucję, jest mnóstwo rozwiązań prawnych, które zakłada kpa. My tego nie chcemy, ale za 750 tys. zł niee jesteśmy w stanie odtworzyć domu, przenieść tartak. Mamy pięć umów leasingowych, grożą mi kary umowne, nie możemy stanąć z produkcją - tłumaczył i dodał, że gdyby wycena była rzetelna, jest gotowy na wycofanie skargi.
Krzysztof Pietrzak poinformował również, że spotkał się z prezydentem Rafałem Bruskim na spotkaniu w ratuszu, na którym obecnych było wielu urzędników ratusza, podczas którego zapytał prezydenta, czy nie widzi zagrożenia dla decyzji o ZRID. Prezydent miał stwierdzić, że nie przeszkadza mu to, bo nie on wydał decyzję o ZRID. - Na skutek moich działań, urażony był jak dziecko. Ale przegrana w sądzie nie przeszkadza mu, bo jakby sąd nie uchylił decyzji to będzie jego sukces, a jak uchyli, to przegra wojewoda. Błędy wojewody są, ale wynikają z błędnego wniosku inwestora - tłumaczył Pietrzak i dodał, że na takie słowa wyszedł z żoną ze spotkania z prezydentem.
- Takich przedsiębiorców jak pan Pietrzak jest jeszcze więcej. Oni się zgłaszają do nas i mówią o rzeczach, które są niemożliwością... przejść w ratuszu drogę przez mękę przy swoich inwestycjach. Tak nie może być. Bydgoszcz musi się rozwijać, musi się budować. Budowanie to znaczy powstawanie, ułatwianie wszystkim mieszkańcom, przedsiębiorcom, żeby mogli w Bydgoszczy realizować swoje cele - podsumował konferencję Bogdan Dzakanowski.
Karol Kwiatkowski, członek Grupy Referendalnej poinformował, że inicjatorzy referendum przygotowują ogłoszenie o referendum w prasie, wymagane przez prawo, w którym inicjator referendum, na swój koszt, podaje do wiadomości mieszkańców przedmiot zamierzonego referendum. Może to świadczyć o tym, że nie przewidują oni problemów z zebraniem wymaganej liczby podpisów poparcia mieszkańców dla referendum.