Krystian Frelichowski zapowiadał w sobotę na Starym Rynku na III Marszu Niepodległości, że pójdą do senatora Rulewskiego z przesłaniem: “Jasiu, gdzie jesteś? Wracaj do nas!”. Tak też zaczął spotkanie: – W tym słowie, Jasiu, był szacunek, który mieliśmy do człowieka, który walczył, był przywódcą, był liderem. Dzisiaj, jak mówimy “senator Rulewski” – w tych słowach jest wielki żal – rozpoczął Frelichowski.

- Ja pozostałem Jasiem. Wielu ludzi, wielu liderów ma ze mną problemy – od razu zareagował Jan Rulewski. – Proszę się czuć jak w polskim senatorskim biurze, z absolutną swobodą wypowiedzi – dodał.

Spośród ponad 30 osób, które przyszły, część to byli dawni towarzysze walki o wolną Polskę z czasów pierwszej Solidarności. Impulsem do odwiedzenia biura senatora było zadanie pytania, dlaczego głosował za ustawą ograniczającą wolność zgromadzeń oraz ustawą ograniczającą prawa Telewizji Trwam.

Jan Rulewski argumentował, że w ustawie o zgromadzeniach, na jego wniosek dokonano wielu poprawek, zmieniających inicjatywę prezydenta Komorowskiego, dzięki którym zmniejszono możliwość karania organizatorów zgromadzeń, a także dopuszczono możliwość organizacji dwóch demonstracji w jednym miejscu i czasie. – To przyjęto, jak mi doniesiono, jako obrazę majestatu prezydenta – pochwalił się przybyłym. Przyznał jednak, że rozwiązania dotyczące demonstracji spontanicznych są błędne. – Dzisiejsze wasze najście nie będzie się mieścić w kategoriach prawności – ocenił Rulewski. – Podzielilibyśmy się na grupy 14-osobowe – przytomnie odrzekł Maciej Różycki. Senator przyznał jednak, że ustawa nadaje się “do remontu”, zaznaczył przy tym, że senat może wnosić tylko poprawki, a nie swobodnie kształtować treść uchwalanego prawa.

Dyskusja o dyskryminowaniu Telewizji Trwam była bardziej gorąca. – Ustawa nikogo nie dyskryminuje – zaznaczył senator. Zmiana ustawy polegała przede wszystkim na dwukrotnie wyższym ustaleniu górnej stawki opłaty za nadawanie programów w programie HD. – System HD wymaga dwóch pasm nadawania, stąd podwyżka i wszyscy nadawcy, jeśli będą chcieli nadawać w tym programie będą płacić stawki takie same. Głosowałem za podwyższeniem, bo nie ma argumentów przeciw. Nie można było dla nikogo czynić wyjątków. Ja jestem bojownikiem o wolność słowa, bo są one fundamentem demokracji – stwierdził. Tym rozsierdził gości: – Tracimy czas. Nie jesteśmy gapami futrowani. Przyszliśmy merytorycznie przygotowani, a pan głosował za podwyższeniem opłat. Głosował pan przeciw Telewizji Trwam!

Rulewski ripostował: – Czy chce pan, żeby TVN24 też płacił tylko kilka złotych. Jeśli obniży pan stawki to nie będzie pisało, że tylko dla TV Trwam. Prywatni nadawcy żyją z reklam i mają w nosie misję publiczną telewizji. Chcecie im obniżyć? – pytał Rulewski. – Ja co innego zarzucam premierowi i szefowi Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Oskarżam premiera, że doprowadza przez wiele lat do degradacji mediów publicznych. Jestem gorzko niezadowolony z tych działań. Następuje przeniesienie środka ciężkości z misji publicznej na prywatne interesy, które zrobią z nas kapitalistycznych komunistów. Będziemy reagować na dźwięk telewizji, ale zatracimy osobowość. Dla Telewizji Trwam, Radia Maryja i Naszego Dziennika jest trwałe miejsce w polskiej demokracji – zawyrokował Rulewski. – Trzeba być czujnym wobec ataków, które wszystko chcą sprowadzić do problemu biurokratycznego – tak jak zrobiono z koncesją dla TV Trwam. Nie zaufano TV Trwam, a zaufano nieznanemu nadawcy, nowemu podmiotowi, a potem jeszcze wprowadzono raty. Ten proces nie jest zakończony, bo sprawę rozpatrzy Naczelny Sąd Administracyjny – Rulewski zwrócił uwagę na inną, ważniejszą sprawę. – I tu nie jest konflikt prawny, tylko konflikt społeczny. Tu stoję razem z wami. Dzieje się krzywda – powiedział.

W dyskusji często powracały zasadnicze wybory polityczne. – Jeżeli nie będziemy mieli możliwości swobodnego wypowiadania się, a przykładem manipulacji są wczorajsze transmisje w telewizji z Marszu Niepodległości, to Jasiu, nie możesz się bronić, że nie masz z tym nic wspólnego! Krystyna Perejczuk wezwała nawet: – Janek po co ci PO. Gdybyś był za wolnością słowa, to nie byłbyś w PO. Wystąp od nich. Widzę, że masz dobre intencje. Gdybyś występował w senacie jak na początku lat 80. to by to wszystko inaczej wyglądało – apelowała.

- W tym roku trzy razy nałożono na mnie kary po 1000 zł, jestem rekordzistą w łamaniu dyscypliny klubowej, partyjna mnie nie obowiązuje. Ja do Platformy nie czuję mięty, ale teraz jest jedyną realną siłą, która jest w stanie prowadzić Polskę! – powiedział. Od razu podniosły się głosy: – Rozwalić Polskę! Czy pan wierzysz, co mówisz! – zabrzmiały głosy protestu.

- Szczerość za szczerość. Nie byłem niewolnikiem Wałęsy. Nie jestem niczyim niewolnikiem. Nie będę waszym niewolnikiem. Nie możecie żądać, że się do was zapiszę, przy całym moim szacunku do Telewizji Trwam. W Solidarności nie mieliśmy mediów, a wygraliśmy.