Jak ocenia Pan miniony rok?
- Mamy czas zablokowania reform, spowodowany niedowładem prawa. Między innymi konstytucji. Państwo ma coraz więcej kłopotów, co będzie rzutowało na przyszły rok. Problemem jest na przykład to, że państwo nie prowadzi własnej działalności gospodarczej. Próbuje coś tam sprzedać lub pożyczyć, a jednocześnie ma coraz więcej zobowiązań wobec obywateli. Wkraczamy w czas trudny i niepewny…
Chwieje się też Unia Europejska…
- Właśnie. Nastąpił gwałtowny upadek euroentuzjazmu. Brak spoiwa łączącego Europejczyków. A takie spoiwo musi istnieć w życiu człowieka, rodziny, narodów, państw. To może być miłość, biznes, sport. Cokolwiek. Ale musi być. Unia Europejska, jaką znamy, podszyta była romantyzmem, nadzieją, a teraz to wszystko osłabło. Okazało się na przykład, że istnieją dramatyczne różnice między południem a północą Europy. Południe to brak dyscypliny, pewna nieodpowiedzialność, swoboda. Północ to dyscyplina, rygoryzm i procedury. Kryzys pogłębia te różnice, uwypukla.
Czy ta sytuacja kryzysu i wyczerpania, jak Pan mówi, romantyzmu, zaowocować może wzrostem nastrojów narodowych?
- Żartując powiem, że nie będzie wspólnej Europy, dopóki będą grały reprezentacje narodowe. A poważniej, to wzrost nastrojów nacjonalistycznych spowodowany jest, w moim przekonaniu, wzrostem potęgi Niemiec. Niemcy już dziś to regionalne mocarstwo, któremu wcale nie musi zależeć na zachowaniu Unii Europejskiej w jej dzisiejszym kształcie. Niemcy są dziś mocarstwem jak Japonia w swoim regionie. I myślę, że tak siebie widzą, tak budują swoją politykę. Dążyli na przykład do euro głównie dlatego, że mieli za mocną markę, co powodowało perturbacje eksportowe. Mniejsze narody reagują na tę sytuację. Ludzie też, więc prawdopodobny jest wzrost nastrojów nacjonalistycznych.
Jako senator desygnowany przez PO sygnuje Pan swoim nazwiskiem przyszłoroczne podwyżki gazu, prądu, usług…
- Już mówiłem. Przyszły rok rzeczywiście będzie trudny. Spowoduje to przede wszystkim sytuacja zewnętrzna, na którą nie mamy wpływu.
A osobiście jak Pan spędzi święta?
- W domu. Z rodziną…
Będzie Pan gwiazdorem?
- Nie, nie. Moje dzieci już nie wierzą w gwiazdora.