W wypełnionej po brzegi Sali Malinowej Hotelu Pod Orłem lider Wolności Janusz Korwin-Mikke dowodził, że żyjemy w czasach historycznego przełomu. – Widzimy, że nadchodzą chyba przełomowe lata. Wiek XXI powinien się wreszcie rozpocząć. On się jeszcze nie rozpoczął – powiedział Janusz Korwin-Mikke, podkreślając, że wiek XIX rozpoczął się w 1814 roku, po Kongresie Wiedeńskim, kiedy uporządkowana została Europa po rewolucji francuskiej i wojnach napoleońskich. – W roku 1914, z wybuchem I wojny światowej, wiek XIX się skończył. Wybuch wojny zniszczył Belle Époque. Teraz czekamy na jakiś znak, że skończy się wiek XX, przeklęty wiek XX, palenia ludzi w lokomotywach, pogardy dla człowieka, tzw. wyzwolenia kobiet, związków zawodowych i innych rzeczy straszliwych – mówił prezes Wolności i wyraził nadzieję, że może to stanie się już w tym roku lub przyszłym. – Cezurą będzie upadek Unii Europejskiej – stwierdził.
Janusz Korwin-Mikke dowodził, że toczy się walka dwóch cywilizacji: wolności człowieka z jednej strony i niewolnika z drugiej. Mówił o dominacji idei socjalistycznych w UE. Wskazał jednak, że tlą się jeszcze gdzieniegdzie ogniska wolności. Taką oazą jest najbogatsze minipaństwo w Europie: Liechtenstein, jedyna realna monarchia w Europie. Dają się też zauważyć zjawiska, które świadczą o tym, że idee europejskie odżywają. – Idee giną, ale tam gdzie nie dotarła jeszcze Unia Europejska są i normalni ludzie. Na przykład ponad 75 proc. Szwajcarów odrzuciło w referendum pomysł wprowadzenia dochodu 4 tysięcy złotych, czy się pracuje czy nie. Sondaże we Francji pokazują, że 95% poparłoby taki pomysł – tłumaczył.
Lider Wolności dowodził, że przez cały XX wiek trwa budowa państwa nowego ustroju niewolniczego. – Według lewicy człowiek jest kompletnym debilem, który sam nie umie podjąć decyzji, czy zapiąć pasy w samochodzie, czy nie, czy się ubezpieczyć, czy nie, ale jest absolutnym geniuszem, gdy podejmuje decyzje w referendum o przystąpieniu do Unii Europejskiej, czy wyborze prezydenta Warszawy – mówił i zasadność podejmowania decyzji państwowych metodą demokratyczną obrazowo zilustrował aktem przegłosowania profesora uniwersytetu przez dwóch meneli spod budki z piwem. – Prawica mówi odwrotnie. W swoich sprawach człowiek jest najbardziej kompetentny. Trzeba mu również pozwolić popełniać błędy. Korwin-Mikke dowodził, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że są niewolnikami, co więcej, polubili to.
Państwu opiekuńczemu przeciwstawił państwo wolności, w którym respektowane są zasady mówiące, że każdy jest kowalem własnego losu i że chcącemu nie dzieje się krzywda (rzymska prawnicza paremia Volenti non fit iniuria przywoływana była wiele razy).
Gdy doszło do zadawania pytań, część młodych ludzi, deklarujących się jako wyborcy Korwin-Mikkego, krytycznie odnosiła się do prowokacyjnej i ekstrawaganckiej formy prezentowania przez niego poglądów. Inni krytykowali brak skuteczności i trwonienie poparcia. Korwin-Mikke zapytany o strategię Wolności na wybory parlamentarne odpowiedział, że sprawdzianem będą wybory samorządowe, w których optymalny byłby wspólny start Wolności z Ruchem Kukiz’15.