- Nie jestem w stanie zrozumieć, skąd u spokojnego człowieka, jakim niewątpliwie jest marszałek Piotr Całbecki, tyle pojawiło się na ostatniej konferencji prasowej agresji wobec radnych Rady Miasta Bydgoszczy, łącznie ze stwierdzeniem “nie pouczajcie nas”, “nie wtrącajcie się”, nie zabierajcie głosu” – powiedział Roman Jasiakiewicz na początku dzisiejszej konferencji. Przypomnijmy, że marszałek Piotr Całbecki podczas konferencji prasowej 1 lutego marszałek stwierdził, że w obecnej sytuacji prawnej podjęte na ostatniej sesji sejmiku uchwały o zamiarze likwidacji kolegiów w Bydgoszczy i Toruniu były koniecznością.
Roman Jasiakiewicz tłumaczył, że bydgoska rada przyjęła na ostatniej sesji jedynie apel do sejmiku i marszałka, w którym wyraziła rozczarowanie decyzją sejmiku o likwidacji przez sejmik Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych w Bydgoszczy. A także decyzję odmawiającą głosu bydgoskim pracownikom NKJO podczas obrad sejmiku w Toruniu jako odbiegającą od demokratycznych standardów. – Naszym obowiązkiem jako radnych jest wysłuchanie każdego, kto w jakiejkolwiek sprawie ma żal, pretensje, że jego argumenty nie zostały wysłuchane. I Rada Miasta Bydgoszczy będzie stosowała ten styl, czy to się komuś podoba, czy nie. To nie jest działanie agresywne, tylko spełnienie zasad demokracji – dodał.
Przewodniczący bydgoskiej rady skomentował też toczącą się w naszym regionie dyskusję na temat Białej Księgi, w szczególności zaś na temat rządowego programu tzw. Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych, opracowanego przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Jasiakiewicz program ZIT-ów uznał jako element procesu metropolizacji, stanowiący też zachętę finansową dla aspirujących o pieniądze unijne miejskich ośrodków.
W programie rządowym niczego się nie narzuca odgórnie. Zachęca on jedynie do tworzenia miejskich obszarów funkcjonalnych. I takie obszary mogą tworzyć wielkie miasta, ale również ośrodki 50-tysięczne. – Dlaczego się mówi, że tylko Bydgoszcz lub Toruń, a najlepiej te dwa miasta razem mogą ubiegać się o te pieniądze. Dlaczego nie zachęca się do tworzenia tych obszarów Grudziądza, Włocławka, Inowrocławia, a nawet Brodnicy? – pytał Jasiakiewicz. – Bydgoszcz nie jest na nic i na nikogo skazana. Może działać samodzielnie – stwierdził. – Jedynym problemem będzie, że nie będziemy w stanie znaleźć środków własnych, żebyśmy mogli środki unijne wykorzystać. To przecież nie są pieniądze za darmo – tłumaczył.W końcu pogratulował ironicznie skuteczności władzom Inowrocławia w ich zabiegach o obwodnicę tego miasta. I tym sposobem przeszedł do spraw transportowych, dotyczących Bydgoszczy i województwa kujawsko-pomorskiego. Poinformował, że budowa tej obwodnicy będzie współfinansowana ze środków wojewódzkich. Dotyczy drogi krajowej nr 15, która z Torunia przez Inowrocław prowadzi do Gniezna.
- Dlaczego marszałek lobbuje za połączeniem Torunia z Inowrocławiem drogą krajową, która według dokumentów generuje ruch 9800 pojazdów na dobę, a nie za połączeniem Bydgoszczy z Inowrocławiem (droga krajowa nr 25), które na odcinku Brzoza – Stryszek generuje ruch 23 tys. pojazdów na dobę. Gdzie lepiej wydawać pieniądze na budowę dróg, tam gdzie ruch jest dużo większy czy mniejszy? – zapytał.
Skrytykował fakt, że zmodernizowano lub modernizuje się wszystkie połączenia kolejowe po prawej stronie Wisły, gdy prace przy tych po lewej stronie są wstrzymane. Na końcu zaapelował do marszałka Całbeckiego, aby jeszcze raz przemyśleć szybką kolej BiT City, która ma połączyć Bydgoszcz i Toruń. – Chcemy, by nie kończyła się na zachód na Bydgoszczy, a była doprowadzona do Szubina. W przyszłości widzę dworzec główny w Bydgoszczy tam, gdzie teraz jest stacja Bydgoszcz-Wschód. Tam będzie w przyszłości największy węzeł komunikacyjny. Powinien być on połączony i z Osową Górą, i z Szubinem. Obecny dworzec główny to będzie stacja Bydgoszcz-miasto – zakończył.