Rozpatrywanie wykonania ubiegłorocznego budżetu rozpoczęło się krótkim wystąpieniem prezydenta Rafała Bruskiego. – Finanse to taka dziedzina, która nie polega tylko na zapisywaniu cyferek. Spółka może upaść, miasto nie. Ekonomii nie da się oszukać: tyle środków można wydać, ile się ma – powiedział wzbudzając wesołość wśród przybyłych do sali sesyjnej członków Nowej Prawicy i Kolibra. – Chcieliśmy zabrać głos, żeby przede wszystkim w imieniu młodych bydgoszczan zaapelować o rozsądek i umiar. Prezydent Bruski od kiedy objął stanowisko systematycznie zwiększa zadłużenie miasta. Wczoraj radni przegłosowali zmianę tegorocznego budżetu, w której prezydent zaproponował zwiększenie tegorocznego deficytu miasta o kolejne 50 milionów. Niestety, pan przewodniczący nie zezwolił na zabranie głosu przez naszego przedstawiciela, który zamierzał wręczyć publicznie prezydentowi żółtą kartkę – relacjonuje Przemysław Skrzypek z Nowej Prawicy.
W dyskusji nad budżetem często wracał temat zadłużenia miasta. – Mówiąc o tym, że nie mamy się zadłużać, mówimy bezpośrednio, że nie mamy się rozwijać – przekonywał skarbnik miasta, Piotr Tomaszewski. Z jego wyliczeń wynika, że aktualny dług miasta moglibyśmy spłacić z nadwyżki operacyjnej w ciągu 14 lat. – To bezpieczny poziom – przekonywał. Skarbnik przedstawił także wyliczenia, według których ze wszystkich miast Unii Metropolii Polskich w Bydgoszczy dochody i wydatki miasta na jednego mieszkańca plasują nas na ostatnim miejscu.
Komisja rewizyjna badająca wykonanie ubiegłorocznego budżetu zwróciła uwagę na największe miejskie inwestycje: tramwaj do Fordonu i spalarnię śmieci. Wniosek, by prezydent regularnie informował radnych o postępach prac został przyjęty przez Radę Miasta. Nie zyskał większości wniosek dotyczący zwrócenia się do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie sytuacji w spółce Pronatura, która od ponad roku boryka się z nieumiejętnością napisania poprawnej dokumentacji przetargowej. Przyznał to nawet szef koalicyjnego dla PO klubu w radzie miasta – Jacek Bukowski z SLD – nazywając perypetie wokół spalarni “najsłabszym punktem Rafała Bruskiego w roku 2011”.
Radni zwracali uwagę na to, że przyjęta przez prezydenta filozofia – obniżanie kosztów, zaciąganie kredytów i wyciąganie coraz więcej pieniędzy z kieszeni bydgoszczan – jest niewłaściwa. – Należy zwiększać dochody poprzez tworzenie miejsc pracy, ale nie takich za półtora tysiąca, a za kilka tysięcy – mówił Jacek Bukowski. – Z dużym żalem przyjmujemy, że duże firmy prowadzące w Bydgoszczy działalność, mają centrale w Warszawie i to właśnie tam płacą podatki. Czy prezydent próbuje rozmawiać z właścicielami tych firm, by przenieśli siedziby do Bydgoszczy? – pytał w imieniu klubu radnych PiS Piotr Król. Jego zdaniem karkołomna jest polityka zwiększania obciążeń podatkowych. – Podnoszenie podatków nie jest najlepszą receptą. Krzywa Laffera pokazuje wprost, że powyżej pewnego poziomu podatków wpływy do budżetu maleją, a nie rosną – mówił.
Inne stanowisko zajęła w imieniu klubu radnych Miasto dla Pokoleń Felicja Gwincińska. – Cały świat stoi na kredytach, a mądre ich wykorzystanie nie przynosi ujmy nikomu – mówiła. Gwincińska krytykowała “pozorne oszczędności”, które powodują, że miasto jest mniej zielone, czyste, a autobusy jeżdżą za rzadko.
- Spodziewałem się więcej emocji – podsumował dyskusję prezydent Rafał Bruski. W głosowaniu wystarczyła koalicja radnych PO i SLD, by Rada Miasta udzieliła mu absolutorium. 16 radnych głosowało “za”, 5 “przeciw”, a zgodnie z zapowiedziami Felicja Gwincińska wstrzymała się od głosu.