Chyba każdy ma w gronie rodziny czy znajomych kogoś, kto tej zimy chorował albo akurat choruje na grypę. Ale fachowcy twierdzą, że o epidemii nie ma mowy. Można jedynie mówić o wzmożonej zachorowalności na grypę.

Nie jesteśmy krajem wyjątkowym.  W całej Europie panuje sezon grypowy. Więcej niż Polaków choruje aktualnie Niemców, Szwedów czy Słowaków. Nie jesteśmy też wyjątkowym pod względem liczby zachorowań regionem. Chorych na grypę jest dużo więcej w województwach pomorskim, mazowieckim i wielkopolskim.

To wcale nie oznacza, że nie mamy powodów do zmartwień. Zachorowań jest więcej niż w minionych latach. Jednak ich  liczba nie jest tak duża, żeby można mówić o epidemii. Co ciekawe, jak ustalił wojewódzki sanepid, najwięcej zachorowań zanotowano w grupie wiekowej 15-64 lata, a najmniej wśród osób powyżej 65. roku życia.

Dr Paweł Rajewski z Wojewódzkiego Szpitala Obserwacyjno-Zakaźnego w Bydgoszczy opowiedział  dziennikarzowi PAP, jak rozpoznać tę paskudną chorobę: „W przypadku grypy mamy nagły początek, a nie powolny, jak w przypadku przeziębienia. Danego dnia jest wszystko dobrze, a następnego dnia czy pod wieczór występuje silny ból głowy, gorączka powyżej 38 stopni i charakterystyczne bóle mięśni i stawów - takie, że pacjenci mówią, że nigdy w życiu takiego czegoś nie mieli - oraz męczący suchy kaszel.”