Przy rozpatrywaniu zaprojektowanej przez prezydenta Bydgoszczy podwyżki kar za jazdę bez ważnego biletu doszło do zamieszania. Informowaliśmy, że przygotowany projekt zakładał podwyższenie kary ze 160 do 260 zł. Przed sesją dyrektor Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej Witold Antosik poinformował, że prawnicy orzekli, że nie jest to zgodne z prawem. – Kara bez ważnego biletu w środkach miejskiej komunikacji publicznej musi być ustalona jako wielokrotność najtańszego biletu jednorazowego normalnego – powiedział. Radni otrzymali poprawione projekty zmian, ale wywołało to zwłokę w rozpatrzeniu sprawy. Musieli po prostu jeszcze raz zapoznać się z nowymi propozycjami.
W drugiej części sesji nie było już jednak problemów z uchwaleniem podwyżek. Jedynie radni Prawa i Sprawiedliwości krytykowali zaostrzenie kar. Określili propozycje jako kolejny sposób na łatanie dziur w budżecie i nieuzasadnione łupienie mieszkańców. – Głównie karani będą zapominalscy. Znaczna część ukaranych przez kontrolerów gapowiczów to uczniowie i studenci, którzy zapomnieli doładować miejską kartę. Uważam, że w takich przypadkach kara 160 zł była współmierna do zaniedbania – oponował Marek Gralik (PiS). – Nie powinniśmy w tym przypadku wzorować się na innych miastach, jak Poznań czy Kraków, bo w takim razie odwzorujmy poziom dochodów i bezrobocia, jaki jest w tych miastach – krytykował Piotr Król (PiS).
- To eskalacja fiskalizmu. Wzrastają ciężary, a kryzys finansować będą jak zawsze najubożsi. Tak to jest – grzmiał Stefan Pastuszewski (PiS). – Ciekawi mnie, jakie będą realizowane inwestycje z zebranych w ten sposób pieniędzy – dodał. Podwyższenie kary jako wymuszenie praworządnych zachowań uznał Janusz Czwojda. – Więcej mieszkańców będzie kupować bilety. Ja mam w kalendarzu zapisaną datę, kiedy trzeba nabić kartę – ujawnił. Natomiast Felicja Gwincińska (MdP) powiedziała, że “karalność jest nieadekwatna do przestępstwa, jeśli można to tak określić”. – Kary powinniśmy dostosować do zamożności społeczeństwa. Dotychczasowa kara 160 zł jest dostatecznie wysoka – orzekła.
- Nam nie zależy na tym, by mieszkańcy płacili mandaty – powiedział dyrektor Witold Antosik. – Nam zależy, by pasażer kupił bilet. Nie rozumiem, dlaczego jest niezadowolenie części państwa radnych. Ja generalnie płacę za wszystko. Codziennie też wpływa do mnie kilka lub kilkanaście reklamacji – proszę wskazać jedną osobę, której reklamacji bym nie uwzględnił, jeśli udowodniła, że tylko zapomniała doładować kartę. Jestem życiowy, chociaż zdaję sobie sprawę, że w ten sposób ograniczam wpływy do budżetu, a powinienem stać na straży budżetu – argumentował. – Miasto do kontroli biletów dopłaca pół miliona złotych. Chcemy, by nie dopłacało złotówki. Niedługo firma kontrolerska utrzymywać się będzie tylko z prowizji od mandatów. Jak mieszkaniec kupi bilet, to ta firma splajtuje – poinformował.
Po dyskusji rządząca koalicja PO-SLD odrzuciła wnioski PiS i MdP, by nie podnosić kar, a uchwała o podwyżce podjęta została 15 głosami za, przy 8 głosach sprzeciwu.
Według nowych przepisów:
- za jazdę bez ważnego biletu zapłacimy 80-krotność najtańszego biletu jednorazowego normalnego – 256 zł,
- za jazdę na podstawie biletu ulgowego, ale bez dokumentu poświadczającego ulgę zapłacimy 65-krotność najtańszego biletu jednorazowego normalnego – 208 zł,
- za przewóz ponadgabarytowego bagażu albo naruszenie przepisów porządkowych zapłacimy 30-krotność biletu jednorazowego – 96 zł,
- za zatrzymanie albo zmianę trasy pojazdu bez uzasadnionej przyczyny zapłacimy 150-krotność biletu jednorazowego – 480 zł.