Radio PiK poinformowało, że rodzice przedszkolaków mogą spać spokojnie, ponieważ w największych miastach naszego regionu są wolne miejsca w publicznych przedszkolach.
Całkowicie odmienna w tonie była informacja podana następnego dnia przez ?wyborczą.pl?. Brzmiała jak obwieszczenie o katastrofie: ?Co najmniej 90 nauczycieli straci pracę, ponad 300 trzylatków nie znajdzie miejsc w publicznych przedszkolach, a dzieci roczne będą czekać w długich kolejkach do żłobka. Takie żniwo zbiera rezygnacja rządu z obniżenia wieku szkolnego?.
Tymczasem w Bydgoszczy sytuacja powinna się przedstawiać lepiej niż w innych miastach. Jak pochwaliła się ?wyborczej.pl? Iwona Waszkiewicz, pozytywny efekt przyniosła prowadzona w mieście kampania: ?udała się o tyle, że jesteśmy w czołówce miast pod względem sześciolatków wybierających szkoły. Są miasta, w których do szkoły pójdzie zaledwie 11 proc. dzieci sześcioletnich?. A w Bydgoszczy dwa razy więcej.
Jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Zapytaliśmy, czy Bydgoszcz radzi sobie gorzej niż inne samorządy z rozwiązywaniem problemów oświatowych. – Miasto zorganizowało wystarczającą liczbę miejsc w przedszkolach dla 3-, 4-, 5-latków. Liczba miejsc była na tyle duża, aby bez problemów przyjąć wszystkie 3-latki z Bydgoszczy i dodatkowo mieć miejsca dla dzieci z okolicznych gmin. Niestety, nagła zmiana ustawy o systemie oświaty spowodowała, że do przedszkoli trafił czwarty rocznik dzieci 6-letnich. Do przedszkoli publicznych zapisanych zostało blisko 1100 6-latków, natomiast w rekrutacji udział wzięło 900 dzieci 3-letnich, dla których spokojnie wystarczyłoby miejsc, gdyby nie zmiana ustawy o 6-latkach ? odpowiedziała wiceprezydent Iwona Waszkiewicz.
Z kolei w odpowiedzi na pismo posła Pawła Skuteckiego zastępczyni prezydenta wyjaśniła, że na likwidacji przedszkoli niepublicznych (o jedną czwartą tańszych od publicznych) nie będą poszkodowane bydgoskie dzieci, gdyż, co brzmi przedziwnie: ?Likwidacja tych placówek nie spowoduje zmniejszenia liczby miejsc w przedszkolach?.
Obraz wyłaniający się ze stwierdzeń wiceprezydent Waszkiewicz nie jest jednoznaczny. Parafrazując klasyka, można powiedzieć, że jeśli chodzi o miejsca w przedszkolach, sytuacja jest zła, a nawet dobra.