Na początku minionego tygodnia opublikowany został w bydgoskiej Gazecie Wyborczej artykuł, w którym przytoczone zostały fragmenty rozmowy przeprowadzonej ze Sławomirem Wojciechowskim. Stały się one istotnym punktem odniesienia do listu do Kibiców Polonii Bydgoszcz, który osobiście wystosował Prezydent Rafał Bruski i skierował do Stowarzyszenia Pomagamy Polonii. Z racji tego faktu, że wypowiedź naszego redakcyjnego kolegi została opublikowana fragmentarycznie, w wielu miejscach pozbawiona szerszego kontekstu, postanowiliśmy poprosić Sławomira Wojciechowskiego o przybliżenie poruszonej w niej problematyki, aby w toczonej obecnie dyskusji na temat ŻKS Polonia funkcjonowała ona jako całość postawionej diagnozy.

Sławomir Wojciechowski:

Punktem wyjścia do rozmowy było pytanie, co jako autor książki i zagorzały sympatyk Polonii, sądzę o sytuacji panującej w ŻKS-ie i jak można z niej wybrnąć?

Moją wypowiedź rozpocząłem od stwierdzenia, że nie wiem, czy powinienem wypowiadać się na ten temat, bowiem od prawie 2 lat nie chodzę na mecze żużlowe Polonii.

Dlatego istotne stało się wyjaśnienie przyczyn takiego stanu rzeczy.

Pierwszą kwestią, jaką poruszyłem, było – w obliczu mojego fanatycznego, dla wielu fanów drużyny ze Sportowej, specyficznego wejrzenia na Polonię ? niedostrzeganie przeze mnie w obecnym żużlowym klubie ani odrobiny Polonii założonej przez Edmunda Szyca, nie widzę w niej także namiastki Polonii czasów milicyjnych, gdy o wysoki poziom sportowy w klubie dbali m.in. kapitan Nowak, major Hempel, pułkownik Kiełbasiński, ani nie ma tam nawet tej Polonii z czasów Gollobów, Protasiewicza czy Henki Gustafssona, gdy Polonia zawsze walczyła o najwyższe cele. ?Ale przecież chodziłeś na BTŻ i na ŻKS?? – zapytano mnie. Tak chodziłem ? odpowiedziałem – bo dałem wiarę, że może ten jednosekcyjny, odbiurokratyzowany klub jest przyszłością Bydgoszczy. Życie, fakty pokazały, że jest inaczej.

Na przestrzeni ostatnich lat działacze nie walczyli, aby doprowadzić w pierwszej kolejności do modernizacji stadionu, straciliśmy SGP, dwa razy spadliśmy do I ligi, klub ciągle boryka się z problemami finansowymi. Do tego obecni przedstawiciele dzisiejszego ŻKS-u, gdy tworzyłem książkę o początkach klubu, w której pisałem także o korzeniach sportu żużlowego w Polonii, byli tą pracą zainteresowani w niewielkim stopniu (w przeciwieństwie do wielu działaczy BKS Polonia). Wcześniej wystarałem się o reaktywacje hymnu w 2009 r., przed rokiem został on zdjęty. Do tego dochodzą nudne zawody na Sportowej ? akurat podczas gdy piszę te słowa oglądam fantastyczne SGP w Cardiff ? to jest speedway! W Bydgoszczy nie ma speedwaya, jest dirt truck z międzywojnia, czyli jeden zawodnik wjeżdża na metę, drugi jest na łuku, a trzeci na przeciwległej prostej ? tak kiedyś ów żużel wyglądał ? w Bydgoszczy do tego wróciliśmy. W prasie podano, że dziś nie chce mi się nieraz nawet włączyć radia by wysłuchać transmisji. To nie jest prawda. Rzekłem, że ten dzisiejszy bydgoski dirt truck, po prostu nie pochłania mnie, tak że nieraz nawet nie pamiętam, że nasi jadą mecz (szczególnie gdy jest on na wyjeździe) i zapominam włączać radio. Nie jest jednak tak, że bydgoscy zawodnicy nie obchodzą mnie. Bardzo przeżywałem start Krzysia Buczkowskiego w IMP w Zielonej Górze.

W tym miejscu pragnę też dodać ? tego wówczas nie powiedziałem – że każdą złotówkę, którą miałbym wydać na nudny u nas żużel, gdzie nie honoruje się tradycji, własnych korzeni, wolę przeznaczyć na piłkę nożną w Polonii – tam odbywa się prawdziwa praca wychowawcza, jest miejsce dla patriotyzmu klubowego, z honorowaniem tradycji nie ma problemów.

Zostałem następnie zapytany dlaczego moim zdaniem ludzie nie chodzą na mecze, dlaczego trybuny są puste?

Odpowiedziałem, że w ubiegłym roku Polonia po raz kolejny nie wykorzystała szansy, jaką za sobą niesie awans sportowy. Naturalną rzeczą jest, że powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej nakręca atmosferę w klubie i wśród kibiców, czy szerzej ?na mieście?. Podałem przykład Zawiszy Bydgoszcz. Przecież jeszcze trzy lata temu meczem na szczycie było spotkanie z Olimpią Grudziądz, jeszcze w IV lidze. Zawisza awansował wykorzystując reformę do nowej II ligi, wykorzystał ?ciśnienie?, rok po roku zdobył awans do I ligi i gdyby nie kilka głupio zgubionych punktów dziś byłaby już ekstraklasa. Polonia po awansie powinna walczyć o medale Mistrzostw Polski i taki słać komunikat do fanów, na tym opierać politykę sprzedaży karnetów, marketing itd, a nie pozbywać się w imię ekonomii najlepszego zawodnika. Ta kalkulacja zgubiła prezesa, moim zdaniem klub więcej stracił na pozbyciu się Walaska niż zyskał.

W dyskusji poruszyłem sprawy polityki i to ukazało się w prasie, ale zostało pozbawione istotnego kontekstu. Mówiłem o tym, że w 2003 r. Prezydent Konstanty Dombrowicz rozwiązał BKS Polonia, wówczas polityka zwyciężyła sport. Prezydent podarował Bydgoszczy, żużlowcom, minę z opóźnionym zapłonem i detonacja ma miejsce, gdy w Ratuszu urzęduje jego następca. Początków obecnej sytuacji bydgoskiego żużla należy szukać właśnie w 2003 roku. Zresztą dodałem z uśmiechem: Polonia zawsze była skazana na politykę i tu nadmieniałem, jak za czasów komunizmu sekretarze PZPR wykorzystywali żużel by się promować przed wyborami, a to podarowali jakiś motor, a to ufundowali jakiś puchar. Podkreśliłem także, że za czasów Konstantego Dombrowicza postawiono w Bydgoszczy na imprezy sportowe (szczególnie lekkoatletyczne) kosztem promowania sportu ligowego i to też nas zgubiło, dziś płacimy za to rachunki. Pozwolono upaść Brdzie, hokejowi na lodzie, gdyby nie kibice zamordowano by piłkę w Zawiszy, przenosząc do Bydgoszczy klub z Włocławka, a następnie wstawiając do Spółki prezesa znikąd. Przez kilka lat fundowano, kosztem prawdziwej Asty dziką kartę sztucznemu tworowi o nazwie Astoria. To przynosi konsekwencje.

Mówiłem też, że w mieście nie ma ?ciśnienia?, czyli atmosfery na żużel, ale zaraz przytoczyłem przykład z 2006-2007 r., gdy Polonia na gwałt potrzebowała modernizacji stadionu, miała wówczas imprezę dochodową. Na kilka tygodni przed jej odbyciem nie było już wcale, nietanich przecież, biletów do nabycia i było wiadomo, że modernizacja jest warunkiem by tę imprezę mieć nadal, ale w Ratuszu postanowiono przebudować Zawiszę na imprezę lekkoatletyczną, gdzie wiadomo jakim zainteresowaniem w Bydgoszczy cieszył się i cieszy ten sport! Nikomu to nie przeszkadzało, w tym działaczom żużlowym, nawet wśród kibiców Polonii była część takich, która przyjęła te decyzje ze zrozumieniem. Nie było ?ciśnienia? by powalczyć o stadion.

W tym miejscu dodałem ? nie powiem złośliwie ? teraz chcemy mieć nowy stadion, a kto z ramienia miasta będzie go administrował, by obiekt na siebie zarobił? Prezes, który nie ma duszy fightera, nie potrafił rok temu zdobyć pieniędzy by zatrzymać na ekstraligę najlepszego zawodnika? Kontynuując wątek szefów na Polonii, dodałem, nawiązując i do Pana Deringa i jego poprzedników, z czasów poprzedniej władzy, że na Polonii nie ma dobrego gospodarza jako szefa spółki, są tutaj ludzie przypadkowi ? administratorzy, którzy nawet jeśli poprawnie wykonają zadania w jakimś obszarze, nie są w stanie realnie odmienić Polonii.

Komentarz Redakcji Portalu Polonia1920.pl:

Sławomir Wojciechowski poruszył kluczowe problemy, które znacząco determinują sytuację w ŻKS Polonii. W pełni utożsamiamy się z dokonaną przez niego diagnozą. Klub ten od 2003 roku jest swoistą wydmuszką, pozbawiony silnych fundamentów trwał początkowo niejako dzięki sile rozpędu, w kolejnych latach nastąpiły poważne tąpnięcia, na co wpływ miała atmosfera tworzona wokół Polonii w ówczesnym Ratuszu, a raczej jej całkowity brak, czego sztandarowym świadectwem stał się nie tylko brak przebudowy, ale przede wszystkim w sferze symbolicznej, konsekwentne omijanie meczów na miejskim stadionie im. Marszałka Piłsudskiego przez Prezydenta Dombrowicza. Przestrzenie gospodarki, sportu, społeczna oraz inne naturalnie się przenikają i różnego rodzaju decyzje, postawy, sytuacje wpływają bezpośrednio lub pośrednio na siebie nawzajem. W ostatnich latach żużlowa Polonia otrzymywała bodźce negatywne, co przy słabości jednosekcyjnego klubu, administrowanego, permanentnie zależnego od dotacji budżetowych, dodatkowo nieszanującego swojej tradycji i niebudującego wspólnej i silnej tożsamości wśród kibiców musiało zaowocować znaną nam obecnie sytuacją. Oczywistym jest, że takie zjawiska jak kryzys gospodarczy, ale także trudna i specyficzna sytuacja Bydgoszczy w skali kraju i regionu, gdzie również procentują poważne zaniedbania sprzed lat, znajduje obicie w dotacjach prywatnych podmiotów na rzecz kultury, czy sportu. Ta trudna sytuacja wymusza wręcz na obecnych władzach Bydgoszczy szybkie zmierzenie się z tym problemem. W przypadku Polonii istotna jest nie tylko kwestia jej finansowania, budowy stadionu, ale także jakości zarządzania klubem na różnych szczeblach. Tak długo jak będzie się ten problem odpychać, tak długo będzie powracał. Brak jakichkolwiek działań może doprowadzić do sytuacji, o czym już pisaliśmy kilka miesięcy temu w odniesieniu do sprawy przebudowy stadionu, jaka miała miejsce w bliskiej Bydgoszczy Pile. Zakładamy, że nie tego chce Prezydent Rafał Bruski.

Głos kibiców choć często bardzo cierpki dla polityków, jak pokazuje doświadczenie, jest z reguły bardzo trafny i dobrze diagnozuje istniejące problemy. Gorzko przekonał się o tym Pan Maciej Grześkowiak, całkowicie ignorując i lekceważąc kilka lat temu przewidywania kibiców na temat grożących Polonii konsekwencji błędnych decyzji podejmowanych przez klub i miasto. Jak się okazało wszystkie, na nieszczęście klubu, się sprawdziły! Prezydent Dombrowicz zapłacił za to przegraną w wyborach ? swoisty fenomen w sali kraju w największych miastach ? w czym udział mieli sympatycy Polonii z nadzieją wsłuchujący się w deklaracje kontrkandydata. Ci sami ludzie byli wówczas ważnymi partnerami, dziś są totalnymi krytykami? Być może w wybranych przypadkach istotnie ma to miejsce, ale nawet wówczas w głosach tych osób obecne jest wejrzenie w te problemy, których wielu nie chce w ogóle dostrzec. Nie do przyjęcia jest sytuacja, w której prezes ŻKS-u Marian Dering próbuje winę za dziurę w budżecie zepchnąć na kibiców, z dumą podkreślając, że wykonał pracę na ?swoim odcinku? na 95%. To jest właśnie postawa charakteryzująca administratora, nie zaś osobę, która całkowicie utożsamia się z klubem. Podkreślamy, że należy docenić osiągnięcia prezesa ? pozyskiwanie sponsorów, sprzedaż puli karnetów, ale czy wystarczy by tak stawiać sprawę? Wbrew zapewnieniom otwartość na współpracę z kibicami pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak kwestie związane z marketingiem. Wiele inicjatyw kibiców zostało, pomimo wcześniejszych zapewnień, odrzuconych, niewykorzystanych, albo zabrakło realnego wsparcia.

Sławomir Wojciechowski wskazał na proces sytuowania lekkiej atletyki w centrum polityki sportowej miasta na przestrzeni ostatnich lat, co znacząco odbiło się na dyscyplinach zespołowych. Jest dla nas niezrozumiały fakt konsekwentnego osłabienia znaczenia żużla, który nie tylko cieszył się na przestrzeni kolejnych dekad ogromną popularnością w Bydgoszczy, ale stał się dla wielu Polaków czymś, z czym kojarzy się im nasze miasto. Ogromny wkład w to miały drużynowe sukcesy z lat 90-tych poprzedniego stulecia oraz indywidualne osiągnięcia Tomasza Golloba. Czy miasto, które boryka się z problemem braku rozpoznawalności, pozytywnych skojarzeń, powinno było podcinać jeden z filarów wzmacniających nie tylko prestiż, ale także własną tożsamość, która również jest problematyczna? Czy tak silnie popierana królowa sportu znalazła uznanie w oczach mieszkańców Bydgoszczy? Odpowiedź jest przecząca, stadion na większości zawodów świeci pustkami, pomimo rozdawania bezpłatnych wejściówek. Przykro było patrzeć na radość Anity Włodarczyk z pobicia rekordu świata, gdy tłem dla niej były rzędy pustych krzesełek. Stadion Zawiszy oraz nasze miasto stały się słynne w całym kraju z innych powodów niż występy najlepszych lekkoatletów. Polityka ta nie przyniosła oczekiwanych sukcesów na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, gdzie tylko od dziesięcioleci związane z Bydgoszczą sporty wodne, podtrzymały chlubną, bydgoską tradycję medalową. W tym wszystkim, pomimo braku sukcesów, marazmu i fatalnych warunków to na Polonię nadal przychodzi najwięcej widzów!

Uznajemy, że odpowiedzią na problemy jest budowa Wielkiej Polonii ? rozumianej wielowymiarowo, nie tylko jako klub odnoszący sukcesy sportowe i cieszący się znacznymi wpływami ze strony sponsorów, czy udziałem prywatnych właścicieli. Jest to wszystko niezwykle ważne, jednak kluczem do odbudowy świetności jest stworzenie przestrzeni dla rozwoju różnych sekcji sportowych pod szyldem Polonii, zapewnienia im dogodnej infrastruktury, a przede wszystkim tworzenie realnych więzów łączących członków klubu, działaczy i kibiców ? świadomej społeczności, stanowiącej jej fundament, trwale obecnej i powiązanej z miastem. Nie jest prawdą, jak stwierdził Pan Prezydent w liście do Kibiców, że sukces obecnie można kupić. Prawdziwy sukces osiąga się ciężką pracą i wysiłkiem, potrzeba nań czasu i tego o czym wspomnieliśmy wyżej. Dopiero połączenie dobrego zarządzania, marketingu, ze szkoleniem sportowców, oddaną grupą sympatyków i poszanowaniem własnej tradycji pozwala sięgać po najwyższe cele. Doskonałym przykładem tego są zwycięstwa odnoszone przez katalońską FC Barcelonę, przez klub oparty przede wszystkim na własnych wychowankach, liczącym około 170 000 tys. członków, obywateli ? socios. Paweł Wilkowicz, czołowy polski dziennikarz sportowy podkreślił w jednym ze swoich artykułów, że wielu spośród nich nie wykupuje jednak ani członkostwa dla zniżek, ani dla prawa wyboru prezesa klubu, ani prawa rozliczania zarządu klubu podczas walnych zgromadzeń (…). Chcę być po prostu częścią opowieści o ?więcej niż klubie?. Także inne ?wielkie marki? wykazują się niezwykłą dbałością o rozwój młodzieży, a ich wychowankowie stają się ikonami dla kibiców. Patrick Kluivert ? wychowanek Ajaxu Amsterdam wspominał w jednym z wywiadów, że pierwszą obowiązkową rzeczą jaką mu przyszło zrobić po przyjściu do klubu była wizyta w klubowym muzeum. To, co na Zachodzie jest standardem, u nas rodzi się w bólach i nie znajduje zrozumienia (ŻKS). By jednak zbliżyć się do tych modeli potrzebne jest ogromne zaangażowanie klubu, a także miejskiego samorządu, bez którego najlepsze rozwiązania nie będą miały szansy na wprowadzenie w życie. Bez silnych fundamentów duchowych nie zbudujemy nigdy Wielkiej Polonii, z pewnością będzie można zapłacić materialnie za sukces, jednak im wyższa będzie to cena tym bardziej spektakularny upadek następnie ujrzymy. Dlatego należy podkreślić, że w chwili obecnej te wartości znajdują zrozumienie i są przekazywane młodym ludziom w piłkarskiej Polonii. Stanowi ona jeden z kluczowych elementów odbudowy Polonii w Bydgoszczy (także żużlowej). W naszej opinii idea Wielkiej Polonii nie może zostać pominięta w dyskusji o przyszłości Polonii, w poszukiwaniach drogi do poprawy sytuacji. W przeciwnym razie ŻKS-owi grozi pozostanie nadal wydmuszką, która będzie potrzebowała coraz więcej pieniędzy. Nie stanie się przyjazną przestrzenią dla rodzin, dla ludzi młodych, dla mieszkańców Bydgoszczy i regionu, a jej sztuczność będzie wyczuwał każdy kibic.