Podsumowanie kończącego się roku zaczynamy od opłat, których wysokość ustala władza lokalna. Za ich sprawą odbyło się w minionych miesiącach kilka konferencji prasowych, a na Starym Rynku protestowali mieszkańcy.
Tegoroczna polityka fiskalna ratusza oraz miejskiej spółki ADM miała ścisły związek z inicjatywą doprowadzenia do referendum w sprawie odwołania Rafała Bruskiego z funkcji prezydenta. Dopóki zbierane były podpisy, prezydent zachowywał się ugodowo. W lipcu, po pikiecie drobnych przedsiębiorców na Starym Rynku, wycofał się z decyzji o ogromnej podwyżce (100-400%) czynszów dzierżawnych.
Kiedy już było wiadomo, że akcja referendalna się nie powiodła, całkowicie zmienił ton. W ogóle nie zareagował, kiedy mieszkańcy w czasie pikiety pod oknami ratusza domagali się obniżenia stawki za czynsz do 8 zł. Podczas wrześniowej sesji rady miasta przedstawił kuriozalne wyliczenie, z którego miało wynikać, że czynsze w Bydgoszczy wcale nie należą do najwyższych w kraju, lecz wręcz przeciwnie - do najniższych. Zaproponował podzielenie sumy przysługujących miastu czynszów z całego zasobu mieszkaniowego miasta przez liczbę metrów kwadratowych. Tą metodą wyliczona kwota czynszu za metr kwadratowy w Bydgoszczy wynosi 6,29 zł.
Tymczasem przed sesją na Starym Rynku manifestowali lokatorzy mieszkań komunalnych, gdyż muszą płacić od tego roku 10,80 zł za metr kwadratowy.
Czy rzeczywiście obecne stawki są za wysokie? - Aktualnie mamy ponad 5,5 tys. dłużników, których zadłużenie waha się w granicach od 50 do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Rekordziści zalegają nawet na przeszło 200 tys. zł. Łączna kwota zadłużenia we wszystkich kategoriach zasobów aktualnie wynosi blisko 85 mln zł - poinformowała nas Magdalena Marszałek, rzecznik ADM. Te liczby zdają się świadczyć o tym, że dla bardzo wielu bydgoszczan zapłacenie za czynsz w mieszkaniu komunalnym jest problemem.