Bydgoska emerytka poprosiła, żebyśmy sprawdzili, czy kładka przy Operze Nova wytrzyma ciężar dużej liczby widzów, którzy z braku miejsc siedzących stoją tam podczas niedzielnych koncertów. – Przejeżdżałam ulicą Focha, gdy były śpiewane piosenki Édith Piaf. Na kładce było wręcz ciasno. Dosłownie człowiek przy człowieku. Strach pomyśleć, co by było, gdyby kładka się zawaliła – nie kryje obaw starsza pani.

- Most został zaprojektowany zgodnie z polską normą na tzw. obciążenia tłumem pieszych – uspokaja Krzysztof Kosiedowski, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. Dopuszczalny nacisk na metr kwadratowy to nieco ponad 400 kg.

Dobrze się składa, gdyż chętnych do uczestniczenia w niedzielnych koncertach nad Brdą jest bardzo dużo. Nawet jeśli przyjdzie się na godzinę przed rozpoczęciem występów, wszystkie miejsca siedzące są już zajęte. Niektórzy bydgoszczanie przychodzą tutaj z rozkładanymi krzesłami. Inni gnieżdżą się na kładce, nazywanej mostem zakochanych, choć prawdziwa jego nazwa to most Jana Kiepury. A część mieszkańców słucha koncertu po drugiej stronie rzeki (po wodzie dobrze głos niesie), gdyż na Wyspie Młyńskiej jest gdzie usiąść.