- Od nowego roku prezydent Bydgoszczy, jak rozumiem z prezesem ProNatury, będzie samodzielnie ustalał stawkę opłat za śmieci przywożone do ProNatury, czytaj do spalarni – powiedział na wstępie Grzegorz Gruszka, który nie może się nadziwić, że Rada Miasta wyzbyła się na rzecz prezydenta swoich uprawnień i uchwałą z dnia 25 listopada 2015 roku jemu powierzyła ustalanie stawek.

Obecnie w Bydgoszczy obowiązuje najwyższa w Polsce stawka za śmieci niesegregowane, ale radnym nie ujawnia się wyliczeń finansowych. Grzegorz Gruszka ustalił, że podczas wspólnego posiedzenia koalicyjnych klubów radni SLD Jan Szopiński i Kazimierz Drozd prosili o udostępnienie kalkulacji, lecz prezydent im odmówił. – Gdzie my żyjemy?! To nie jest prywatny folwark prezydenta Bruskiego czy pana Konrada Mikołajskiego. I jeszcze radnych PO, którzy o niczym nie dyskutują, tylko rączki podnoszą – komentował były poseł SLD.

Organizatora konferencji interesuje także, ile jest zakontraktowanych odpadów do spalarni na rok 2016. – Obawiam się, że żadna gmina nie ma podpisanej ze spalarnią umowy. A ile śmieci będą kosztować, jeśli ich będzie mniej? – pytał Grzegorz Gruszka, przypominając, że aby spełnić założenia studium wykonalności potrzeba 176 tys. ton odpadów komunalnych. Na cenie za śmieci odbije się także wspaniałomyślna decyzja władz Bydgoszczy z 2009 roku, że pokryje koszt ich transportu z Torunia.

Były poseł SLD skrytykował prezesa Mikołajskiego za pozbawienie spalarni przychodów za tzw. certyfikaty zielone. – Tego nie będzie, bo czegoś nie zrobiono, bo pan Konrad Mikołajski ma pełną buzię frazesów, jaki to jest zdolny prezes i mistrz świata – drwił Grzegorz Gruszka. Jego zdaniem, prezes ProNatury nie jest żadnym wybitnym fachowcem, a wysokie stanowiska pełnił z politycznego nadania.

- Przegapił to chyba albo nie doczytał z tą swoją armią urzędników, że zmiana ustawy następuje. Kończą się zielone certyfikaty, wchodzą dotacje w wyniku przetargów – wyjaśnił Grzegorz Gruszka powody utraty przez ProNaturę dodatkowych wpływów, co jego zadaniem Rafał Bruski ukrywa, by osłonić partyjnego kolegę.

- Po co radni są? Żeby podpisać się na liście i wziąć dietę? – pytał retorycznie zmartwiony postawą bydgoskiej Rady Miasta znany działacz SLD.