Nowy regulamin utrzymania czystości i porządku na terenie miasta został uchwalony na poprzedniej sesji przy dwóch jedynie głosach sprzeciwu: Janusza Czwojdy z PO i Rafała Piaseckiego z PiS. Zapewne połączyła tych radnych, nad politycznymi podziałami, miłość do zwierząt, głosowanie dotyczyło bowiem rozszerzenia obszaru, na którym obowiązuje zakaz utrzymywania zwierząt gospodarskich, m.in. koni.

Drobiu i królików nikt specjalnie nie bronił, natomiast za końmi ujął się gorąco radny Piasecki. Stadnina na Piaskach, z oferty której korzysta, jest położona na odludziu, w promieniu kilkuset metrów nie ma żadnych domostw, nie przeszkadza więc nikomu prowadzona tam działalność. Działacz PiS zawnioskował, żeby uzupełnić nowy regulaminu o punkt, że mogą nadal funkcjonować stadniny, których lokalizacja nie jest uciążliwa dla sąsiadów. Poparło go jedynie siedmioro radnych, więc wniosek ten został odrzucony.

Osobliwie podczas dyskusji zachował się prezydent Rafał Bruski. Pouczył radnych, że trzeba się zdecydować, czy Bydgoszcz ma być wsią, miastem czy metropolią. Osobliwość tego stwierdzenia wynika z faktu, że w nawet tak zapyziałych wioskach, jak Monachium czy Wiedeń, trzymane są konie. W stolicy Austrii stajnie położone są w centralnej części miasta, a w stolicy Bawarii dwadzieścia minut pieszo od Marienplatzu.

Hanna Pawlikowska, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska, podpisała się pod uzasadnieniem uchwały, której ostatnie zdanie brzmi: ?Podjęcie niniejszej uchwały nie wywołuje skutków finansowych.? Czy aby na pewno?

Co zrobi właściciel koni, który zdecydował się kilka lat temu na zakup posesji w miejscu, gdzie wolno utrzymywać zwierzęta gospodarcze, a teraz się dowie, że to jest od lipca w tym miejscu zakazane? Wyłożył przecież jakąś kwotę na postawienie stajni, prowadził ośrodek jeździecki, czyli stworzył sobie miejsce pracy. W wyniku wejścia w życie uchwały stanie się bezrobotny, a wydane pieniądze może uznać za wyrzucone w błoto. Czy taki człowiek nie zażąda od miasta zwrotu poniesionych nakładów i odszkodowania?

Jarosław Lewandowski , kierownik bydgoskiego biura Kujawsko-Pomorskiego Związku Hodowców Koni, jest zdania, że głównym ?zwierzęcym? problemem naszego miasta nie są konie, ale psy, a konkretniej psie odchody. ? Nikt nie zastanowił się nad skalą problemu ? skomentował decyzję o wyprowadzeniu koni z Bydgoszczy.

Rzeczywiście, problem koński wydaje się dotyczyć lokalizacji tylko jednej stajni w Bydgoszczy. Poświęcony był tej sprawie czwartkowy program ?Samorządni? w TVP Bydgoszcz. Uczestniczyły w nim dwie strony konfliktu: właścicielka trzech koni i stajni przy ul. Lubranieckiej oraz skarżący się na uciążliwość jej sąsiedzi. Na zakończenie prowadzący program dziennikarz odczytał wyniki głosowania telewidzów w tej sprawie. Większość, po wysłuchaniu argumentów obu stron, stwierdziła, że rację mają zwolennicy zwierząt w mieście.

Oprócz programu telewizyjnego interesująca jest korespondencja. Do Romana Jasiakiewicza nadeszły listy protestujące przeciw podjętej w styczniu uchwale Rady Miasta. Każdy porusza inny aspekt sprawy. Kujawsko-Pomorski Związek Hodowców Koni przekonuje, że nieprawdą jest, iż w pobliżu stajni panuje smród, nazywany eufemistycznie uciążliwością zapachową.

?Konie pod tym względem należą do najmniej uciążliwych gatunków, a przy zachowaniu właściwych zasad i warunków można tego typu niedogodność zlikwidować niemal całkowicie. Świadczą o tym bardzo liczne przykłady funkcjonowania ośrodków jeździeckich (niekiedy utrzymujących kilkadziesiąt, a nawet kilkaset zwierząt) w centrach wielkich aglomeracji, zarówno w Polsce, Unii Europejskiej, a nawet w Hong Kongu i Singapurze, które jak wiadomo należą do najgęściej zaludnionych i zurbanizowanych miejsc na świecie.? ? napisał Stefan Wiluś, prezes K-PZWH.

Aspekt medyczny podniosła prof. dr hab. Alina Borkowska, kierownik Katedry i Zakładu Neuropsychologii Klinicznej CM. ?W naszym kraju rozwija się m.in. hipoterapia niezbędna w terapii dzieci z dysfunkcjami ruchu i uszkodzeniami OUN. Ta grupa chorych może korzystać z hipoterapii głównie dzięki uprzejmości hodowców koni, gdyż większość rodziców nie jest w stanie przetransportować dziecka na ćwiczenia do stadnin położonych poza obszarem miasta, tak z przyczyn organizacyjnych, jak i finansowych.? ? napisała prof. Borkowska. W jej liście znalazła się jeszcze jedna ciekawa uwaga: ?Prawdopodobnie Bydgoszcz będzie jedynym miastem w kraju, a podejrzewam także iż za granicą, gdzie konie nie będą miały racji bytu.?

Zaniepokojenie w związku z tą uchwałą wyraziła w liście do Romana Jasiakiewicza także dr Joanna Lessig-Pernak z Instytutu Psychologii UKW.

Sprawdziliśmy, w największych polskich miastach regulaminy utrzymania czystości i porządku zezwalają mieszkańcom na trzymanie koni, po spełnieniu wymogu nieuciążliwości dla otoczenia. To, co możliwe jest gdzie indziej, nie jest możliwe w Bydgoszczy. Zresztą sam prezydent miasta uważa, że konie równa się wiocha.

A może sprawa koni w Bydgoszczy ma drugie dno. Bardzo dużą aktywność wykazał w związku z uchwaleniem nowego regulaminu radny Jacek Bukowski. W piśmie do przewodniczącego Rady Miasta Stowarzyszenia Jeździeckiego Baskil, związanego z ośrodkiem przy ul. Lubranieckiej, znajduje się informacja, że wnioskował o to ten właśnie radny SLD. Potwierdza ją protokół z sesji w dniu 30 stycznia br. Znajduje się w nim wypowiedź Grażyny Ciemniak. Wiceprezydent Bydgoszczy uzasadniała potrzebę uwalenia nowego regulaminu takim oto argumentem: ?Dwukrotnie na sesjach Rady Miasta radny Jacek Bukowski dopytywał się, dlaczego projekt uchwały nie jest przedkładany.?

Jacek Bukowski został wybrany radnym w okręgu wyborczym nr 2: Bartodzieje, Leśne, Bielawy, Bydgoszcz Wschód ? Siernieczek – Brdyujście. Dlaczego zajmuje się sprawą, która dzieje się w Rupienicy? Wykazuje nadzwyczajne zaangażowanie.

W liście do Romana Jasiakiewicza autorstwa Andrzeja Gołowacza, prezesa koła łowieckiego ?Leśnik? w Białych Błotach, czytamy: ?Projekt tej uchwały jest wynikiem działania pojedynczej osoby skonfliktowanej na gruncie prywatnym z właścicielką koni przy ul. Lubranieckiej. Jest dla nas szokiem, że prywatny konflikt przeradza się w projekt uchwały Rady Miasta. Taka sytuacja to szczyt patologii demokracji lokalnej.?

Z kilku listów wynika, że ?owa pojedyncza osoba? interweniowała we wszystkich możliwych instytucjach, w magistracie, starostwie, w K-PUW. Wszędzie jej skargi zostawały uznane za bezzasadne.

?Do tej pory czuliśmy tylko niechęć jednego człowieka, teraz odczuwamy niechęć całego miasta? ? napisała w liście do radnych właścicielka trzech koni, których stajnia mieści się przy ul. Lubranieckiej.

Rzecznik wojewody Bartłomiej Michałek poinformował, że uchwała zostanie odesłana do Rady Miasta, gdyż znaleziono w niej kilka błędów. To oznacza, że podczas sesji Rady Miasta znowu będzie mowa o bydgoskich koniach.