Mieszkańcy nie wybrali w konsultacjach społecznych zalecanej przez prezydenta Rafała Bruskiego zmiany metody obliczania ceny za wywóz śmieci. Bydgoszczanie odrzucili pomysł wyliczania jej od powierzchni mieszkania. W tej sytuacji prezydent "poszuka" pieniędzy dla "systemu" u właścicieli nieruchomości niezamieszkałych.
- Wniosek jest jeden z tych konsultacji, że metoda naliczania opłat od powierzchni akceptacji społecznej nie uzyskała w takim stopniu, aby rozważać zmianę tejże metody. Taki wniosek się wręcz narzuca. Pozostaje nam działanie w systemie, który dzisiaj jest - oznajmił dzisiaj na konferencji w ratuszu prezydent Rafał Bruski.
Przypomnijmy, że Rafał Bruski 17 maja przedstawił pomysł nowego sposobu obliczenia ceny za wywóz śmieci z powodu deficytu w wysokości prawie 3 mln zł, jaki powstał po rozliczeniu bydgoskiego systemu zagospodarowania odpadów komunalnych za rok ubiegły. Rafał Bruski stwierdził wówczas, że około 50 tys. bydgoszczan unika płacenia za wywóz śmieci, a o ile - jak dzisiaj stwierdził - "człowieka można łatwo schować, o tyle nieruchomości już się nie da".
W konsultacjach społecznych bydgoszczanie mieli do wyboru, albo opowiedzieć się za nowym systemem i wtedy za śmieci płaciliby w zależności od liczby metrów kwadratowych posiadanych przez nich mieszkań, albo mogli wybrać podwyżkę "od głowy mieszkańca" w wysokości 50 groszy. Zorganizowanie konsultacji z dopuszczeniem tylko takiego wyboru spotkało się z powszechną krytyką, a kampania na rzecz wyboru nowego systemu (w materiałach informacyjnych pokazywano, że na tym wyborze skorzysta ponad 70% mieszkańców) spełzła na niczym. W tej sytuacji prezydent Rafał Bruski już dzisiaj, nie czekając końca społecznych konsultacji, zdecydował się wartość konsultacji przez siebie przygotowanych zdezawuować i unieważnić. Wbrew temu co już można przeczytać na stronie internetowej miasta w materiale "Słuchamy mieszkańców – nie będzie zmian w opłatach za odpady" Rafał Bruski wyników konsultacji zdecydował się nie tylko nie przyjmować do wiadomości, ale nawet czekać na ich ostateczne wyniki. A przecież konsultacje społeczne w przeprowadzanym właśnie trybie zapowiadane były jako doskonały instrument uzgadniania decyzji z mieszkańcami.
Dzisiaj podczas konferencji prasowej poinformowano, że do 12 czerwca br., godz. 15.00) w konsultacjach wzięło udział 3.165 mieszkańców. Większość, bo prawie 75 proc. (2.373 osoby) opowiedziała się za metodą dotychczasową, czyli od osoby, z zastrzeżeniem możliwej podwyżki do 13,50 zł/os. Pozostałe 25 proc. mieszkańców (792 osoby) wskazało, że preferuje zmianę metody obliczania opłaty za odpady komunalne na system uzależniony od powierzchni lokalu. W tej sytuacji należałoby uznać, że mieszkańcy opowiedzieli się za 50-groszową podwyżką, ale przecież nie o to prezydentowi chodziło.
- Wielokrotnie powtarzałem, że celem działań nie jest podwyżka - szczerze wyznał dzisiaj prezydent Rafał Bruski, wskazując, że chodziło mu o to, żeby jakimś sposobem dopaść te 50 tys. mieszkańców, którzy - według obliczeń prezydenta, zgodnych z danymi GUS-u - opłaty śmieciowej nie uiszczają. - Dlatego nie zaproponuję takiego rozwiązania, co oznacza, że wysokość opłaty za śmieci nie wzrośnie – stwierdził Rafał Bruski i zapowiedział intensyfikuję działań, zmierzających do wychwycenia osób nie płacących za wywóz śmieci.
W bydgoskim systemie gospodarowania odpadami komunalnymi za rok miniony jest dziura w wysokości 3 mln zł. Co teraz? - Na najbliższej, czerwcowej sesji Rady Miasta władze Bydgoszczy zaproponuję radnym zmiany w systemie opłat za śmieci jedynie w odniesieniu do nieruchomości niezamieszkałych. Przeprowadzone analizy potwierdziły, że 35 proc. wszystkich odpadów komunalnych zbieranych na terenie miasta pochodzi właśnie z nieruchomości niezamieszkałych. Do tej pory szacowaliśmy, że jest to mniej, bo 30 proc. W tej sytuacji przedstawię radnym projekt uchwały podnoszący stawki opłat za odbiór odpadów z terenów niezamieszkałych - zdradził prezydent Bruski, czyli że dziurę "w systemie" zasypią m.in. właściciele lokali użytkowych, przedsiębiorstw, sklepów, biur, magazynów, ale też szkół i szpitali.