Pierwotnie planowano, że na Starym Rynku Janusz Korwin-Mikke weźmie udział w happeningu z okazji “Dnia Dziecka Zadłużonego”. Przygotowane były ulotki, baloniki, zabawki, niespodzianki. – Niestety, ulewny deszcz sprawił, że starówka opustoszała – mówi Piotr Najzer, szef struktur bydgoskiej Nowej Prawicy.
Potem było już wszystko zgodnie z planem. – Przede wszystkim została dzisiaj przez prezesa partii oficjalnie zainaugurowana działalność w nowej siedzibie – mówi Przemysław Skrzypek. W lokalu przy ulicy Długiej 24 Nowa Prawica będzie gościła także zaprzyjaźnione ugrupowania i organizacje, m.in. Stowarzyszenie 3 Maja i Stowarzyszenie KoLiber. – Zapraszamy wszystkich do współpracy, chcemy stworzyć prawdziwe centrum konserwatywno-liberalnej, prawicowej myśli. Będą się tutaj odbywały regularne spotkania, debaty. Jedno z pomieszczeń będzie zaadaptowane na radio internetowe – dodaje Skrzypek.
Wieczorem kilkadziesiąt osób wzięło udział w otwartym spotkaniu z prezesem Nowej Prawicy w kawiarni Leonidas. Przemówienie dotyczyło w głównej mierze długu publicznego. – Kiedy dorośli widzą, że będą mieli emeryturę, to nie potrzebują dzieci, żeby ich utrzymywały na starość. Ale to się może bardzo źle skończyć, bo właśnie teraz pod płaszczykiem rzekomej reformy emerytalnej obrabowali każdą kobietę na 150 tysięcy, a każdego mężczyznę na 100 tysięcy złotych – mówił Korwin-Mikke. Drugim – obok systemu emerytalnego – powodem katastrofy demograficznej jest według niego rosnąca rola państwa. – Ludzie sto lat temu żyli w nieporównywalnie gorszych warunkach niż dzisiaj, a mieli zdecydowanie więcej dzieci. Więc to nie zamożność decyduje. Po prostu: niewolnicy się nie mnożą. Jeśli to nie ja decyduję o zaszczepieniu dziecka, o tym czy, kiedy i do jakiej szkoły chodzi, to znaczy, że dzieci są już państwowe, a nie rodziców. To całkowite rozbicie rodziny – tłumaczył.
Janusz Korwin-Mikke zdradził też, jak będzie wyglądała administracja, kiedy jego ugrupowanie przejmie władzę w Polsce. – W 1815 roku w Królestwie Polskim dawało sobie radę pięciuset urzędników, mimo że nie było wówczas komputerów. Jak będziemy rządzili, to zamiast obecnych 600 tysięcy urzędników, będzie ich poniżej tysiąca. Zdecydowanie ograniczymy rząd. Nawet dzisiaj Nowa Zelandia ma raptem pięciu ministrów i jakoś nikt na ulicach nie protestuje, że jest ich za mało – mówił.
Prezes Nowej Prawicy jest przekonany, że zmiany można wprowadzić bardzo szybko. – W 1949 roku w będących jeszcze pod okupacją Niemczech minister finansów Ludwig Erhard ogłosił reformę i… zwiał. Zrobił to tak szybko, że okupacyjne władze szukając go już godzinę później, nie mogły go znaleźć. Chciały, by odwołał reformę. Na szczęście dla Niemców to się nie udało i po dwóch latach byli oni bogatsi niż Wielka Brytania, która wygrała wojnę. Podobnie w Polsce, wystarczyła reforma Wilczka, żeby po miesiącu 20 tysięcy ludzi handlowało na ulicach. Dzisiaj wystarczy zlikwidować podatki dochodowe i bezrobocie zniknie od razu przekonywał Korwin-Mikke.
Janusz Korwin-Mikke zapowiada, że już jesienią tego roku mogą nastąpić w naszym kraju bardzo poważne zmiany. – Donald Tusk czytał to samo co ja, więc powinien wiedzieć, co należy robić. Szkoda tego człowieka, zmarnował się. Robi to, co mu bezpieka dyktuje. Jeśli w ogóle coś robi. W październiku-listopadzie będą podwyżki cen prądu i gazu, to może spowodować wybuch – twierdzi.
W spotkaniu wziął także udział legendarny kapelan podziemnej Solidarności ksiądz Bogusław Jerzycki, który zgodził się z większością tez Korwin-Mikkego, zwracając uwagę na historyczne uwarunkowania biurokracji. Jego zdaniem, jest ona efektem zaborów: rosyjskiego i austriackiego, w opozycji do Wielkopolski.