Stanisław Drzewiecki niesłychanie zręcznie żongluje informacjami. Zarówno lokalni politycy, jak i dziennikarze są dla niego za ciency. Nikt nie potrafi skutecznie go wypunktować. Tymczasem wystarczy poddać szczegółowej analizie przynajmniej jedną sprawę, by czarno na białym wykazać, iż prezes MWiK-u zachowuje się jak rozpuszczony bachor, któremu się wydaje, że wszystko mu wolno.
Głośno było w lipcu zeszłego roku o niekorzystnym dla bydgoskich Wodociągów wyroku Sądu Arbitrażowego w Warszawie, który uznał wypowiedzenie kontraktu spółce Ludwig Pfeiffer Hoch&Tiefbau za niezasadne i zasądził zapłatę za wykonane roboty wraz z odsetkami. Doniosły o tym lokalne media, a politycy Prawa i Sprawiedliwości poinformowali podczas konferencji prasowej, że złożyli do prokuratury zawiadomienie o działaniu na szkodę spółki przez zarząd MWiK-u.
Władze spółki się natychmiast odgryzły. Na stronie internetowej Wodociągów ukazało się oświadczenie, a w nim następujące stwierdzenia: ?MWiK nie zgadza się z tym wyrokiem, gdyż uważa, że Sąd Arbitrażowy nie dokonał wszechstronnej oceny zebranego w sprawie materiału dowodowego. (?) Z tego powodu m.in. MWiK wniosła do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy skargę z wnioskiem o uchylenie niesprawiedliwego zdaniem spółki wyroku, co oznacza, że postępowanie w tej sprawie nadal trwa. Zadziwiające więc zdaniem MWiK jest, że w sytuacji, gdy w sprawie nie wypowiedziały się jeszcze jedne organa sprawiedliwości, politycy PiS już chcą angażować inne, ferując przy tym, tradycyjnie już, wyroki o rzekomym narażeniu na wielomilionowe straty spółki miejskiej.?
To jednak nie zamknęło ust osobom krytycznie oceniającym poczynania prezesa Drzewieckiego. W październiku 2011 roku odbyła się sesja Rady Miasta, której najbardziej gorącą częścią była dyskusja na temat miejskich Wodociągów. Izabela Szpoper, występująca w imieniu nieobecnego prezesa spółki, odpierała zarzuty radnych informacją, że MWiK od rozstrzygnięcia sądu arbitrażowego odwołał się do sądu powszechnego.
Minęły od jej stwierdzenia przeszło dwa miesiące, więc skierowaliśmy do MWiK-u pytanie, czy zapadł już w tej sprawie wyrok. Ponieważ nie możemy się doczekać odpowiedzi, sami ustaliliśmy, co następuje.
W lipcu 2011 roku MWiK złożył skargę na wyrok arbitrażowy w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy i została ona w całości oddalona. W październiku została złożona apelacja w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku, a w grudniu 2012 roku została w całości odrzucona. Tym samym rozstrzygnięcie Sądu Arbitrażowego w Warszawie stało się prawomocne.
Nie było łatwo niemieckiej spółce wyciągnąć pieniądze z kasy MWiK-u, mimo iż uzyskała sądową klauzulę wykonalności. Komornikowi udało się jednak ściągnąć zasądzoną kwotę i jeszcze obciążył MWiK kosztami egzekucji komorniczej, więc Wodociągi zapłaciły dodatkowo 85 tys. zł.
Zastanawiające jest, dlaczego wszystkie sądy zgodnie uznały MWiK za stronę, która nie miała racji w sporze z firmą Pfeiffer. Zdaniem Wodociągów, Niemcy zmienili nagle technologię wykonywania renowacji, bez podpisania aneksu do umowy. To powinno ich przecież dyskwalifikować. Dlaczego sądy uznały inaczej?
Spółka niemiecka zamierzała dokonać renowacji magistrali wodociągowej metodami bezwykopowymi CP i CIPP. Na niektórych odcinkach jedną z nich, na innych wskazała obie, jako alternatywne. W trakcie realizacji kontraktu okazało się, że w pewnych fragmentach, gdzie zamierzano stosować metodę CP, jedyną możliwą do zastosowania jest CIPP. Wykonawca wykazał to w licznych pismach do Inżyniera Kontraktu, a ten zaopiniował propozycję zmiany pozytywnie. Pozostało jedynie wprowadzić stosowny aneks do umowy.
I nagle kończy się racjonalne postępowanie. MWiK zaczyna się stawiać. Nie chce podpisać aneksu w brzmieniu zaproponowanym przez spółkę Pfeiffer. Zajrzyjmy do wyroku sądowego. ?Z oferty Powoda wprowadzenia zmian do Kontraktu wynikały liczne korzyści dla Pozwanego ? zmiana metody miała spowodować przyspieszenie prac, obniżenie ceny kontraktowej na danym fragmencie o 2,8 % oraz zminimalizowania ograniczeń i utrudnień w ruchu dla mieszkańców miasta przy zachowaniu tego samego rękawa oraz jakości robót, a także wymaganych parametrów technicznych.?
Prezes Drzewiecki wyjaśniał, że wyłącznym celem jego działania było uzyskanie od Niemców większego, pięcioprocentowego upustu. Skoro się nie zgadzali, zerwał z nimi kontrakt i wyłonił w przetargu innego wykonawcę, który dokończył renowację magistrali. Żeby było ciekawiej: metodą CIPP!! Tą samą metodą, której nie pozwolono zastosować poprzedniemu wykonawcy, tyle że MWiK zapłacił kilka milionów więcej niż by zapłacił zgodnie z zerwanym kontraktem.
Warto jeszcze zacytować fragment rozstrzygnięcia sądowego, odnoszący się do 5% upustu, o który z takim zacięciem walczył Drzewiecki. ?W ocenie Sądu Arbitrażowego Powód w sposób wystarczający wykazał konieczność wprowadzenia zmian do Kontraktu. Uczynił przy tym zadość wymaganiom Kontraktu co do przeprowadzenia procedury zmian, w tym zagwarantował Pozwanemu korzyść w postaci upustu w wysokości 2,8 % . Pozwany nie był uprawniony do żądania upustu w dowolnej, niemającej uzasadnienia wysokości, tym bardziej, że prace wykonane techniką CP miałyby dla niego taką samą wartość, jak prace wykonane przez Powoda metodą CIPP. Wykonanie prac technologią CIPP wiązało się natomiast z większym nakładem pracy Powoda, co tym bardziej świadczyło o niezasadności żądania zwiększenia proponowanego upustu. Prowadząc negocjacje Pozwany nadużywał swojej silniejszej pozycji.?
To jeszcze nie koniec tej opowieści. Toczą się ciągle dwa postępowania arbitrażowe.
MWiK-u przeciw spółce Pfeiffer o zapłatę odszkodowawczą (ok. 700.000 euro). Wydaje się dość dziwne. Wodociągi skarżą się na spółkę, z którą bezzasadnie zerwały kontrakt? Najbliższa rozprawa odbędzie się w Warszawie 17 stycznia.
Drugie postępowanie może być przykre w skutkach dla bydgoskiej firmy wodociągowej. Pfeiffer występuje przeciw MWiK-owi o zapłatę odszkodowawczą plus tzw. utracony zysk (ok. 1.500.000 euro). Najbliższa rozprawa 21 marca.