W Łęgnowie miało miejsce w piątek, 1 grudnia, spotkanie, w którym oprócz mieszkańców udział wzięli przedstawiciele Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz członkowie zespołu badawczego Akademii Górniczo-Hutniczej, który zajmuje się następstwami składowania toksycznych odpadów dla terenów położonych w pobliżu Zachemu.
Dwa lata temu również w siedzibie Rady Osiedla Łęgnowo-Wieś odbyło się spotkanie z mieszkańcami. Jego uczestników szczególnie rozsierdziły wyniki badań wód podziemnych pod kątem skażenia chemicznego, które przedstawił ówczesny zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. Nigdzie nie stwierdzono przekroczeń. - To znaczy wszędzie tę wodę można pić – poinformował Grzegorz Boroń. Wtedy rozległy się krzyki: - Niech sam spróbuje tej gnojówki!
Mieszkańcy Łęgnowa nie dali wiary zapewnieniom przedstawiciela prezydenta Bydgoszczy, że mogą pić bez obaw wodę ze swoich studni.
- Czym innym są podejrzenia, a czym innym wnioski płynące z przeprowadzonych badań - mówi dr inż. Dorota Pierri, należąca do zespołu naukowców AGH, który zbadał wodę w 57 studniach na terenie Łęgnowa. W żadnej woda nie nadaje się do picia, ale to, zdaniem pani doktor, może dotyczyć większości płytkich studni na terenie całego kraju. Nie we wszystkich jednak obecny jest fenol, który znajduje się w wodzie ponad połowy studni w Łęgnowie, a w kilku znaleziono także rakotwórczy toluen.
- Koszt remediacji tego terenu oceniany jest na ponad 2 mld zł - poinformowała uczestnicząca w spotkaniu z mieszkańcami Maria Dombrowicz, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.