Główną przesłanką do przygotowania specjalnej ustawy był los petycji, składanych do najważniejszych organów państwa, takich jak prezydent, rząd, sejm i senat. Podczas prac okazało się jednak, że petycje składane do władz miast i gmin także często kończą swój żywot nawet nie w szufladzie, a w koszu. Senacki projekt ustawy o petycjach może zostać uchwalony jeszcze w tej kadencji parlamentu.
W projekcie ustawy czytamy, że petycję można będzie składać w formie tradycyjnej lub pocztą elektroniczną. Niezbędne będzie oznaczenie składającego, adresata i wskazanie szczegółowego przedmiotu petycji i jej celu. To właściwie wszystkie wymogi, jakie przewidzieli autorzy ustawy. Więcej obowiązków spadnie na urzędy, do których petycja trafi. Mają one mieć obowiązek opublikowania na swojej stronie internetowej zwięzłego opisu treści petycji, datę jej wpływu i – jeśli wyrazi na to zgodę składający – imię i nazwisko lub nazwę podmiotu, w interesie którego petycja jest składana. Oprócz tego urząd będzie musiał publikować w internecie dane dotyczące przebiegu postępowania – w szczególności dotyczące zasięganych opinii, przewidywanego terminu rozpatrzenia oraz wyniku rozpatrzenia petycji. Cała procedura będzie miała być przeprowadzona “bez zbędnej zwłoki”, jednak nie będzie mogła trwać dłużej niż trzy miesiące od daty złożenia petycji.
Jak bardzo ustawa może skomplikować pracę bydgoskiego Urzędu Miasta? – Od stycznia do dzisiaj na naszą infolinię zadzwoniło ponad 900 bydgoszczan. Dzwoniący zgłaszali różne sprawy dotyczące funkcjonowania miasta, domagali się m.in. usunięcia plakatów wyborczych, dziur na ulicach, postawienia pojemników na odpady komunalne. Niektórzy narzekali na brak miejsc parkingowych, prosili o postawienie znaków zakazu wjazdu przy blokach i usprawnienie komunikacji na Miedzyniu. Tylko dziesięć osób dzwoniących na infolinię poprosiło o zwrotną odpowiedź na piśmie – mówi Piotr Kurek, rzecznik prasowy prezydenta Bydgoszczy.