Doszło do pierwszego incydentu w związku z akcją, której przyświeca hasło „Bruski musi odejść!”

Rozpoczęła się zbiórka podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta Rafała Bruskiego. 4 lipca przed południem pojawił się na Starym Rynku improwizowany stolik, do którego przymocowany był minitransparent z informacją „Podpisz się Kukiz’15”. Obok widniał znak „Stop” z dopiskiem „Uchodźcom”.

Po niedługim czasie do stolika podeszło dwóch strażników miejskich. Sprawdzili, czy młodzi ludzie dysponują upoważnieniem do zbierania podpisów, a następnie chcieli zbadać, czy posiadają oni zezwolenie na postawienie stolika w tym miejscu. Spuścili z tonu, gdy do akcji wkroczył Bogdan Dzakanowski. Radny pouczył municypalnych, żeby nie przeszkadzali, bo zbiórka odbywa się zgodnie z ustawą o referendum lokalnym, więc się ulotnili, ale tak naprawdę tylko przyczaili w pobliżu.

Kiedy Bogdana Dzakanowskiego już nie było na Starym Rynku, strażnicy ponownie podeszli do stolika i kazali zbierającym podpisy się wynosić, gdyż w przeciwnym razie wlepione im zostaną mandaty.

Zajrzeliśmy do ustawy o referendum lokalnym. Art. 14 pkt. 3 stanowi: „Podpisy popierające wniosek w sprawie przeprowadzenia referendum z inicjatywy mieszkańców można zbierać w miejscu, czasie i w sposób wykluczający stosowanie jakichkolwiek nacisków zmierzających do wymuszenia podpisów.”

To jedyny fragment ustawy, w którym mowa o sposobie zbierania podpisów. Z całą pewnością młodzi ludzie stojący przy stoliku na Starym Rynku nie stosowali wobec przechodniów żadnych nacisków. Podchodziły do stolika tylko te osoby, które chciały się podpisać albo dowiedzieć się, o co chodzi. O wymuszaniu nie było mowy.

Dlaczego wobec tego straż miejska interweniowała? - Strażnicy pełniący w dniu 4 lipca służbę na bydgoskiej starówce zwrócili uwagę osobom rozstawiającym stolik na płycie Starego Rynku, na konieczność uzyskania zgody ZDMiKP na zajęcie pasa drogowego. Strażnicy nie nakładali na organizatorów zbiórki żadnych mandatów –  wyjaśnił szef referatu kontroli Jarosław Wolski.

Organizatorzy zbiórki dysponują interpretacją PKW w tej sprawie. Poprosił o nią w 2008 roku bydgoszczanin, który chciał wiedzieć, czy pod wnioskiem o referendum można zbierać podpisy przy stolikach stojących  na chodnikach i placach miejskich. Dowiedział się od znawców przedmiotu, że nie wolno przeprowadzać zbiórki w miejscach, gdzie występuje stosunek podległości (np. w zakładzie pracy czy jednostce wojskowej). „Państwowa Komisja Wyborcza jednocześnie informuje, że z uwagi na to, iż przepisy ustawy o referendum lokalnym tego nie zabraniają, dopuszczalne jest zbieranie podpisów przy stoliku na chodnikach i placach w centrum miasta – w sposób, który nie zakłóca ruchu pieszych, przy dochowaniu zasad dotyczących ruchu drogowego” – czytamy w odpowiedzi, pod którą widnieje podpis Kazimierza Czaplickiego, sekretarza PKW.  Przekazana ona została „do wiadomości” komisarzowi wyborczemu w Bydgoszczy.

Na profilu „Bruski musi odejść” znalazł się 5 lipca następujący wpis:

„Paweł Skutecki odwiedził dzisiaj Krajowe Biuro Wyborcze i Biuro Analiz Sejmowych w celu uzyskania dodatkowych opinii odnośnie wczorajszej interwencji straży miejskiej. Pracownicy obydwu instytucji nie mogli się nadziwić, że taka sytuacja miała w ogóle miejsce i obiecali wkrótce podesłać nam szczegółowe wyjaśnienia na piśmie. Poseł zapewnia jeszcze raz, że duch i litera prawa są po stronie zbierających podpisy, którzy posiadają stosowne upoważnienie.”

Bogdan Dzakanowski został wczoraj poinformowany, że organizatorzy zbiórki podpisów muszą uiszczać opłatę za postawienie stolika, nawet w niekolidującym miejscu, bo to jest traktowane jako zajęcie pasa drogowego.