Konstanty Dombrowicz w ostatnich wyborach samorządowych uzyskał w wyborach na prezydenta Bydgoszczy ponad 33 tys. głosów, co stanowiło 30 procent wszystkich oddanych głosów. Powtórzenie tego wyniku wcale nie daje pewności wygranej. Z kolei Roman Jasiakiewicz, ciesząc się poparciem PO, uzyskał prawie 4 tys. głosów w ostatnich wyborach na radnego i był to zdecydowanie najlepszy wynik ze wszystkich kandydatów na radnych, który wyniósł go na funkcję Przewodniczącego Rady Miasta Bydgoszczy.
Konstantego Dombrowicza popiera jego własny komitet, może on jeszcze próbować przypomnieć się słuchaczom Radia Maryja. To wszystko. Czy sama rozpoznawalność kandydata, byłego prezydenta Bydgoszczy wystarczy do sukcesu?
Romana Jasiakiewicza również popiera jego własny komitet wyborczy, ale ma on jeszcze inny atut. Faktycznie wspierają go bydgoscy działacze Platformy Obywatelskiej, którzy kompletnie zignorowali fakt wyrzucenia Romana Jasiakiewicza z PO i wystawienia przez nią innego kandydata. Dlatego występuje on na pierwszym planie we wszystkich uroczystościach miejskich, prezydent Rafał Bruski czyni mu nadzwyczajne honory, a radni Platformy aktywnie wspierają w kampanii wyborczej. Pokazuje to faktyczny polityczny podział tej partii w Bydgoszczy, ale po wyborach należy się liczyć, że z “bydgoską konfederacją” Toruń będzie musiał zrobić porządek. Czy popularność i wsparcie działaczy Platformy wystarczą Romanowi Jasiakiewiczowi do zwycięstwa?
Spośród zgłoszonych kandydatów nie mają szans zostania senatorami Henryk Kostrzewski z Polskiej Partii Pracy i Ryszard Streich z Ligi Obrony Suwerenności, których wyborcze poparcie nie jest znane i nie będzie nadużyciem jego określenie jako śladowe. Trudno też wyobrazić sobie sukces kandydata Polskiego Stronnictwa Ludowego, Grzegorza Chmielewskiego, w Bydgoszczy postaci nieznanej. Ale ze względu na polityczność tych wyborów, poparcie PSL i wynik tej partii na tym obszarze w poprzednich wyborach, poparcie na poziomie 7-9 procent jest prawdopodobne. Nieco lepszy wynik powinna uzyskać Anna Mackiewicz, kandydatka Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W dotychczasowych wyborach kandydatom do senatu z poparcia SLD nie udawało się przełamać bariery 20% poparcia. Założenie, że nie dokona tego w tych wyborach popularna w lewicowych bydgoskich kręgach radna wydaje się uzasadnione.
Pozostało już tylko dwóch kandydatów.
Andrzej Kobiak to oficjalny kandydat Platformy Obywatelskiej. Jest radnym Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego. W samorządowych wyborach uzyskał dobry wynik – prawie 8 tys. głosów – głównie zdobytych w dawnym powiecie tucholskim. Kandydował już na senatora w wyborach parlamentarnych 2005 r. i omal nie odniósł sukcesu. Zdobył wtedy ponad 59 tys. głosów i o włos przegrał mandat z Kosmą Złotowskim. Nie będzie niespodzianką jego bardzo dobry wynik w powiecie tucholskim, może i świeckim. W kampanii na terenie Bydgoszczy eksponuje fakt kandydowania z Platformy, o czym bydgoszczan przekonują wielkie billboardy z premierem Donaldem Tuskiem, ściskającym jego dłoń. Bydgoscy działacze PO nie informują wyborców, przynajmniej oficjalnie, dlaczego głosować będą na Jasiakiewicza i dlaczego Donald Tusk nie ma racji. A jeśli wizualna kampania Kobiaka wzmocniona zostanie dziesiątkami tysięcy rozniesionych ulotek, głosy bydgoskich sympatyków PO mogą się podzielić właśnie między Kobiakiem, a Jasiakiewiczem. Poza Bydgoszczą faworytem dla elektoratu PO też bardziej jawi się Kobiak – “tucholanin” niż Jasiakiewicz – “bydgoszczanin”.
Na koniec Marek Gralik, kandydat Prawa i Sprawiedliwości. Zarówno w wyborach 2005 r., jak i tych z 2007 r. kandydaci PiS uzyskiwali na interesującym nas obszarze nieznacznie powyżej 20 procent poparcia. Dotyczy to wszystkich kandydujących, a różnice miedzy poszczególnymi kandydatami były nieznaczne. Jeżeli różni kandydaci uzyskiwali zawsze powyżej 20 procent, dlaczego Marek Gralik nie miałby powtórzyć tego wyniku? Kampania Marka Gralika nie jest zbyt widoczna, ale jeśli bydgoscy stratedzy wyborczy zadbają o to, że wyborcy Prawa i Sprawiedliwości zostaną poinformowani kto jest “ich” kandydatem, ma on duże szanse wygrać z poparciem nieznacznie przekraczającym 20% głosów. Zakładamy przy tym, że głosy Platformy podzielą się między dwóch kandydatów, a elektorat PiS głosować będzie na Marka Gralika. Również to, że żaden “opiniotwórczy ośrodek” dla prawicowych wyborców nie zaangażuje się w kampanię, promując innego kandydata.