Ponad 100 osób przyszło na manifestację na Stary Rynek wesprzeć protest lekarzy rezydentów domagających się zwiększenia finansowania z budżetu państwa ochrony zdrowia w Polsce.

- To my wszyscy, którzy tu przyszliście razem ze mną, razem z nami, jesteście odpowiedzialni i zgodnie z sumieniem, i zgodnie z kodeksem etyki naszej pracy za to, jak będzie wyglądała ochrona zdrowia w naszym kraju. Dlatego cieszę się, że jest tyle osób chętnych zmieniać kształt obecnie chorego systemu opieki zdrowotnej. Mam nadzieję, że osiągniemy nasz cel zdecydowanie szybciej aniżeli ma to w zamiarze osiągnąć rząd - powiedział do zgromadzonych na Starym Rynku organizator zgromadzenia Bartosz Fiałek ze Szpitala Uniwersyteckiego im. Biziela.

Główny postulat lekarzy rezydentów pozostaje ten sam: wzrost finansowania ochrony zdrowia z budżetu państwa do 6,8% PKB. - Co to znaczy? Kolejki do szpitali, do lekarzy mierzymy w Polsce w miesiącach i latach. W Czechach te kolejki mierzone są już w dniach i tygodniach - tłumaczył Bartosz Fiałek i jako kraj właściwy do naśladowania wskazał kraj podobnie rozwinięty do Polski, a na służbę zdrowia przeznaczający 6,6% PKB. - W Polsce, przez minione 28 lat ochrona zdrowia została zmarginalizowana. Czesi do 6,6% PKB doszli po akcji "Dziękujemy, odchodzimy!". Była to akcja niezadowolenia, która trwała około roku - mówił Fiałek i dodał, że w wyniku masowego wypowiadania przez lekarzy i pracowników ochrony zdrowia umów udało się doprowadzić do zgody rządu czeskiego na zwiększenie finansowania ochrony zdrowia. - To nie jest protest o podwyżki, ale o zwiększenie finansowania ochrony zdrowia - podsumował Fiałek.

Bartosz Fiałek wezwał do podpisywania projektu ustawy o finansowaniu ochrony zdrowia ze środków publicznych, która zakłada osiągniecie progu 6,8% PKB w 2021 roku. - Jak zbierzemy 100 tys. podpisów posłowie, komisje i eksperci sejmowi będą musieli odnieść się do naszych postulatów zawartych w obywatelskim projekcie - wyjaśniał Fiałek. Lider bydgoskiego protestu lekarzy rezydentów oświadczył, że w Bydgoszczy nie będzie protestu głodowego. - Jest to zbyt niebezpieczna forma protestu. Nie przynosi żadnych wymiernych korzyści, to znaczy rząd w żadnym stopniu nie jest chętny z nami rozmawiać, nawet z tymi głodującymi. Jest to bardzo ostra forma protestu. Natomiast nasi rządzący z niej, krótko mówiąc, kpią - wskazał powody zrezygnowania z głodówki w Bydgoszczy.

- Nasze działania będą miały formę lokalną, to znaczy spotkania z lokalnymi władzami, prezydentem oraz wojewodą, jak lokalnie są w stanie nasze władze rozwiązać ten problem - mówił Fiałek i wskazał, że protest cieszy się coraz większym poparciem, w tym Naczelnej Rady Lekarskiej.

Do protestu lekarzy rezydentów przyłączyły się na Starym Rynku różne środowiska medyczne, w tym pielęgniarki, fizjoterapeuci, laboranci, ratownicy medyczni. W sposób zorganizowany stawili się działacze bydgoskiego Komitetu Obrony Demokracji. Stali z tablicami wspierającymi protestujących: "Młodzi lekarze to nasza przyszłość", a także wyrażające poparcie starszej części społeczeństwa: "Geriatria popiera protest młodych medyków".