- W imieniu prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego dziękujemy za wasz pobyt w naszym mieście. Serdecznie zapraszamy i już dziś na was czekamy – żegnał Irlandczyków zastępca prezydenta Sebastian Chmara. – Wróćcie do nas. Choćby za tydzień – mówił.

Trudno powiedzieć, po co mieliby goście do nas wracać. Na imprezę, tani alkohol i dobrą zabawę – na pewno tak. W każdej chwili. Gorzej, gdyby trafili się koneserzy nieco innych atrakcji. Do dzisiaj na oficjalnej stronie Miejskiego Centrum Kultury (pod mylącym adresem mok.bydgoszcz.pl) anglojęzyczni goście znajdą kalendarium imprez organizowanych przez MOK (sic!) w kwietniu 2012 roku. Choć może to i lepiej…

Gdyby goście skorzystali z zaproszenia prezydenta i przyjechali jeszcze w czerwcu, mieliby okazję uczestniczyć w hucznym otwarciu “Projektu Lato”. Oczywiście: nie na Starym Rynku, ale w wołającej o pomstę do nieba Muszli Koncertowej. Jak znieśliby koncert zespołu o wiele mówiącej nazwie Napszykłat bez kropli piwa, nie wiadomo.

Podczas wakacji Miejskie Centrum Kultury mogłoby zaoferować naszym gościom tak reprezentatywne dla bydgoskiej kultury wydarzenia artystyczne jak np. “Przemarsz Kapeluszowy”, potańcówkę w klimatach międzywojnia na Wyspie Młyńskiej. Anglojęzyczni przybysze muszą się wpasować w drugi tydzień sierpnia. Pod warunkiem, że będą potrafili dojechać, w Osielsku czeka na nich International Youth Camp, a na Wyspie Młyńskiej – potańcówka irlandzka “Szmaragdowe Wzgórza”. Dla smakoszy pozostają projekcje filmów, orkiestra dęta z Unisławia w Ostromecku i warsztaty batiku w Mroczy. A na koniec “Projektu Lato”, wisienka na torcie: “potańcówka z oranżadą” na Wyspie Młyńskiej.

Koncepcja, według której Stary Rynek ma podczas wakacji być wyłącznie gastronomiczno-piwnym centrum miasta, jest co najmniej kontrowersyjna. To co proponuje MCK nie jest żadnym “Projektem Lato”, tylko winno być “zwykłym”, rutynowym działaniem Miejskiego Centrum Kultury. Batiki i projekcje filmów są na pewno działaniami zaspokajającymi potrzeby określonych środowisk. Jednakże zarówno bydgoszczanie, jak i turyści oczekiwaliby raczej wydarzeń porównywalnych z Międzynarodowym Plenerowym Festiwalem Jazz na Starówce (Warszawa jest jak widać nie na czasie, bo takie wydarzenia mają miejsce na Rynku Starego Miasta). Tutaj naprawdę nikt nie przyjedzie po to, żeby zobaczyć koncert z pewnością świetnej grupy Napszykład. A jeśli nie przyjedzie, to i nie zostawi w naszym mieście żadnych pieniędzy. Nie chodzi zresztą tylko o gości. Chodzi o bydgoszczan, którzy mają nieco inne potrzeby niż występ zespołu Feel. Pamięta jeszcze ktoś koncert na Starym Rynku zespołu Lao Che, który promował swoją płytę “Powstanie Warszawskie” dokładnie w rocznicę jego wybuchu? O tego typu emocje mi chodzi.

Naprawdę przykro patrzeć, jakie imprezy na wakacje przygotowali nasi sąsiedzi. Poczynając od “Artus Jazz Festiwal” z takimi gwiazdami jak Anna Maria Jopek, Dorota Miśkiewicz, Kuba Badach i Lora Szafran, przez Festiwal Piosenki i Ballady Filmowej (z Sonią Bohosiewicz, Anną Czartoryską i Olgą Bołądź), festiwal światła Skyway (z Węgrami i Belgami), do bardzo promowanego, a do niedawna także naszego, bydgoskiego festiwalu Harmonica Bridge. Tę ostatnią imprezę nasi sąsiedzi już zapowiadają, mówiąc o “światowych i krajowych gwiazdach”, ale “Projekt Lato” i oficjalna strona MCK na ten temat milczą. Czyżbyśmy podarowali sąsiadowi jeden z nielicznych, oryginalnych festiwali? Byłaby to poważna szkoda, bo tak ciekawych, kojarzonych już na całym świecie (oczywiście w zainteresowanych tematem środowiskach, zgoda że niszowych, ale czy opera nie jest niszowa?) nie mamy w Bydgoszczy zbyt wiele.

Pełen program “Projektu Lato” publikujemy tutaj