Wojewoda Mikołaj Bogdanowicz wystąpił do prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego z propozycją porozumienia, na podstawie którego Miasto Bydgoszcz pokryje koszty egzekucji Tartaku Bydgoszcz z działek, które usytuowane są na przebiegu Trasy Uniwersyteckiej. Rada Miasta Bydgoszczy dokonała dzisiaj korekt w budżecie miasta, które umożliwią prezydentowi przekazanie wojewodzie 500 tys. zł. Dojdzie do tego wtedy, gdy strony porozumienia Skarb Państwa - Kujawsko–Pomorski Urząd Wojewódzki i Miasto Bydgoszcz uzgodnią treść porozumienia w tej sprawie.
Budowa przedłużenia Trasy Uniwersyteckiej na całej długości jest obecnie niemożliwa, bowiem na jej przebiegu usytuowany jest tartak. Nieruchomość, na której tartak ciągle funkcjonuje, po uprawomocnieniu się decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji (ZRID), należy do samorządu województwa (drogi o statusie wojewódzkim należą do województw). Budującym Trasę Uniwersytecką jest Miasto Bydgoszcz, a inwestycję w imieniu miasta realizuje Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. Właściciel tartaku Krzysztof Pietrzak zapowiedział, że posiadanej nieruchomości nie opuści, bowiem za przyznaną wysokość odszkodowania nie jest w stanie kupić nieruchomości zamiennej, postawić na niej dom i przenieść przedsiębiorstwa i uruchomić go w nowym miejscu. Do chwili obecnej na konto Pietrzaka wpłynęła kwota 530 tys. zł - równowartość 70% przyznanego odszkodowania.
W tej sytuacji wojewoda ponaglany przez prezydenta miasta do przeprowadzenia egzekucji, nie mając w swoim budżecie pieniędzy na jej dokonanie, zwrócił się do prezydenta z propozycją porozumienia, w wyniku której to miasto wyłoży pieniądze. W związku z tym że przeniesienie i zabezpieczenie urządzeń tartacznych jak i inne czynności egzekucyjne mogą okazać się operacją kosztowną, możliwe koszty egzekucji oszacowane zostały w wysokości do 500 tys. zł. Projekt porozumienia przewiduje również, że z chwilą ściągnięcia od zobowiązanych (właściciel tartaku) wydatki związane z egzekucją zostaną miastu zwrócone. Treść porozumienia między wojewodą a miastem jest w trakcie negocjacji.
Żeby prezydent mógł przekazać wojewodzie 500 tys. Rada Miasta Bydgoszczy zwołana została przez prezydenta w ekspresowym tempie (radni o sesji powiadomieni zostali jeden dzień przed jej terminem). Dzisiaj na sesji jedynym oponentem wprowadzenia do budżetu miasta korekty, umożliwiającej przekazanie pieniędzy wojewodzie był Bogdan Dzakanowski (radny niezrzeszony). Dzakanowski zarzucał prezydentowi, że ten nie porozumiał się z mieszkańcem Bydgoszczy i nie rozmawiał z nim. Zastrzeżenia do uchwały zgłosił przewodniczący Klubu Radnych PiS Mirosław Jamroży. - Wstrzymamy się od głosu. Budżet nie jest nasz, nie myśmy go uchwalili. Zabrakło dialogu z przedsiębiorcą. Ja bym rozmawiał z przedsiębiorcą i podjął próbę negocjacji - mówił Jamroży i zapowiedział, że radni PiS wstrzymają się od głosu.
Prezydent Rafał Bruski zapowiedź wstrzymania się od głosu radnych PiS określił jako szkodliwą dla miasta i niezgodną z oczekiwaniami wojewody kujawsko-pomorskiego. Pytał się radnego Dzakanowskiego i radnych PiS, do czego miałyby prowadzić ewentualne rozmowy z właścicielem tartaku. - Podstawą sporu są pieniądze - mówił Bruski i wskazał, że właściciel tartaku oczekuje odszkodowania przewyższającego wycenę biegłego. Z tego powodu jakiekolwiek negocjacje nie mogłyby do niczego doprowadzić, bo prezydent nie miałby podstaw do tego, by odszkodowanie zwiększyć. - Jak dostałem wycenę 269 zł za metr kwadratowy, to więcej z budżetu miasta wydać nie mogłem - argumentował i dodał, że wywłaszczeni z nieruchomości w związku z budową drogi ekspresowej S5 dotąd nie otrzymali żadnych pieniędzy z tytułu odszkodowań. Ten argument wywołał reakcję przewodniczącego Jamrożego, który stwierdził, że współczuje ludziom wywłaszczonym i że tak nie powinno być. Dlatego należy z ludźmi się spotykać i rozmawiać.
- Pan prezydent powiedział, że prawo jest bezduszne, bo chodzi zawsze o pieniądze. Tu chodzi o mieszkańca Bydgoszczy - nie rezygnował Dzakanowski, dając do zrozumienia, że właściciel tartaku powinien dostać więcej pieniędzy, bo za przyznane odszkodowanie nie uda mu się kupić nieruchomości, wybudować domu i przenieść tartaku. Prezydent Rafał Bruski powtórnie zapytał, co miałoby być "efektem" tego dogadania. Radny Janusz Czwojda (PO) określił zachęty do "dogadania się" z przedsiębiorcą jako podżeganie do popełnienia przestępstwa.
Interesujące wyjaśnienia co do stanu faktycznego przedstawił radca prawny urzędu Zbigniew Cichowski. Powiedział, ze w grudniu 2016 roku spotkał się z Krzysztofem Pietrzakiem. Rozmowa dotyczyła możliwej wyceny nieruchomości, na której znajdował się tartak. Cichowski przyznał, że wtedy on wspomniał, że miasto ma w budżecie ujętą kwotę 10 mln zł na wykupy, a jego rozmówca mógł tak to odebrać, że może chodzić o taką kwotę odszkodowania, gdy "zostało na dwóch milionach", przy tym właścicielowi tartaku przysługiwała tylko część tej kwoty ze względu na to, że nie był właścicielem całej nieruchomości. Przestrzegał przy tym rozmówcę, że biegły dokonując wyceny wartości przedsiębiorstwa metodą dochodową, jeśli tartak nie przynosił zysku, jego wartość określić może mizernie.
Wiceprzewodniczący rady Jan Szopiński zwrócił uwagę, że wycena to nie Pismo Święte, a artykuł 21 konstytucji przewiduje "słuszną cenę" i sąd może wycenę zmienić. Wiceprzewodniczący Kazimierz Drozd okazał zdziwienie, że na sesji zwołanej na sugestię wojewody, radni PiS wstrzymają się od głosu.
Na koniec dyskusji do głosu dopuszczony został właściciel tartaku Krzysztof Pietrzak. - Ma pan pięć minut pod warunkiem że nikogo nie będzie pan obrażał - zakomunikował prowadzący obrady Jan Szopiński.
Krzysztof Pietrzak dowodził, że pogwałcone zostały procedury wywłaszczenia go z nieruchomości, w szczególności nie przeprowadzono z nim rokowań. Wskazał też na inne uchybienia, które powinny skutkować bezprawnością działań, które doprowadziły do wywłaszczenia, jak również bezprawnością zapowiadanych czynności egzekucyjnych. - Tu chodzi o dramat ludzki. Moją działkę wyceniono na 259 zł za metr kwadratowy, a sąsiada na 570 zł. Nie przyjęto wartości odtworzeniowej tartaku - argumentował i zaznaczył, że jego działka nie ma charakteru "działki pod drogi". - Nie widzicie matematycznego absurdu? - pytał, wskazując, że za 530 tys. zł musi kupić nową nieruchomość, wybudować dom i przenieść tartak. Pietrzak poinformował, że 2 lutego nabył nieruchomość w Otorowie i zamierza tam pobudować drewniany dom, ale gdy dojdzie do tego przeniesienie tartaku to nie będzie w stanie ponieść wszystkich wydatków.
Sesja zakończyła się głosowaniem nad zmianą budżetu miasta umożliwiającą przekazanie wojewodzie kwoty do 500 tys. zł przewidzianej na koszty związane z egzekucją Tartaku Bydgoszcz. 16 radnych głosowało za uchwałą (11 z PO i 5 z SLD), 7 wstrzymało się od głosu (radni PiS), 1 był przeciw (Bogdan Dzakanowski), 3 radnych obecnych nie zagłosowało (radni PiS), 4 radnych było nieobecnych (2 z PiS, 1 z PO i 1 z SLD)
Na tablicy poniżej szczegółowe wyniki głosowania:
