Wielokrotnie rwane wątki pamięci zbiorowej skutkowały zanikiem tradycji, ta zaś w warunkach każdej epoki określa klimat i jakość życia poszczególnych jednostek, wspólnot lokalnych, grup regionalnych, wreszcie znacznie większych narodów.
Jedne społeczności miejskie lepiej sobie radzą ze skazą własnego wykorzenienia, inne zdecydowanie gorzej. Gdańsk czy Toruń, na przykład, mocno akcentują od lat swoją spuściznę krzyżacką oraz hanzeatycką, budując na niej swoją markę. Wespół z niepowtarzalnym ?geniuszem miejsca? o powodzeniu lub porażce decyduje poziom miejscowych elit politycznych, gospodarczych, intelektualnych i kulturalnych, do jakich od zakończenia epoki rozbiorów Bydgoszcz nie miała po prostu szczęścia.
Miarę wstydliwego zagubienia stanowić może odchodzący z wolna w niebyt fakt porażającej wręcz niewiedzy na temat regionalnej przynależności naszego miasta, zaliczanego bądź to do Wielkopolski, bądź do Pomorza, bądź wreszcie do Kujaw. Od lat trzydziestych XX stulecia chwytliwa okazała się zwłaszcza identyfikacja z pobliskim Pomorzem, dlatego po II wojnie światowej pojawiło się w Bydgoszczy istne mrowie instytucji czy placówek, zawierających w swojej nazwie określenia ?pomorski? bądź ?pomorska? (na przykład Filharmonia Pomorska, Gazeta Pomorska, Galeria Pomorska). Doszło z czasem do tego, że wszystko było u nas pomorskie, z chlubnym wyjątkiem bydgoskiego onegdaj piwa ?Kujawiak?, warzonego obecnie w Elblągu.
Sam ze szkoły i domu wyniosłem przekonanie o stołeczności Bydgoszczy na Pomorzu. Niekłamany szok przeżyłem nieco później, gdy jako dorastający młodzieniec zacząłem zgłębiać historię regionalną. Dowiedziałem się wtedy, że stolicą Pomorza Wschodniego jest Gdańsk, Zachodniego zaś Szczecin, przy czym kraina ta przekracza Odrę, obejmując po stronie niemieckiej Greifswald, Stralsund i bałtycką wyspę Rugię (mowa o Pomorzu Przednim). Co gorsze, Bydgoszcz ignorowały zupełnie przewodniki turystyczne oraz inne publikacje o tematyce pomorskiej. Byłem rozczarowany, gdyż moje rodzinne miasto nad piękną Brdą okazało się nie tylko ?niczyje?, ale także żałosne niczym pełen pretensji parweniusz, który za wszelką cenę usiłuje wejść do obcego mu towarzystwa, choć nie chce ono przyjąć go do swego kręgu.
Prawda jest prosta, trzeba ją tylko poznać i uznać, albowiem nie da się żyć jednocześnie na Warmii i Mazurach czy na Kujawach i Pomorzu. Otóż granice polskich krain historyczno-geograficznych ustaliły się ostatecznie w ciągu XII?XIV wieku, w dobie politycznego rozbicia kraju na dzielnice. Istniejąca od XI stulecia Bydgoszcz dwa wieki później znalazła się w wydzielonym z ogromnej dzielnicy mazowieckiej księstwie kujawskim, po czym w latach 1314?1324, wespół z nadwiślańskim Wyszogrodem (poprzednikiem późniejszego Fordonu), była nawet stolicą niewielkiego, kujawskiego księstwa bydgosko-wyszogrodzkiego. Co najmniej od XIII wieku stanowiła administracyjne centrum lokalnej kasztelanii, natomiast od połowy następnego stulecia siedzibę powiatu, wchodzącego kolejno w skład województwa brzesko-kujawskiego oraz inowrocławskiego. Bydgoską tożsamość regionalną kształtowała też kościelna przynależność do ustanowionej w latach 1123?1124 diecezji włocławskiej.
Pierwsza rysa na nieskazitelnej od średniowiecza ?kujawskości? miasta pojawiła się dopiero w roku 1765, kiedy to na mocy uprzedniego porozumienia pomiędzy ówczesnym biskupem włocławskim a gnieźnieńskim prymasem Bydgoszcz wraz z kilkoma okolicznymi parafiami wiejskimi przyłączona została do wielkopolskiej archidiecezji gnieźnieńskiej.
Radykalna zmiana zaszła wszak siedem lat później w następstwie I rozbioru Polski. Łupem sąsiedniego Królestwa Pruskiego padła wtedy północna i zachodnia połać Kujaw, z Koronowem, Bydgoszczą, Fordonem, Solcem Kujawskim, Pakością, Inowrocławiem, Strzelnem, Gębicami, Kruszwicą, Gniewkowem i Podgórzem (od 1938 r. zawiślańska dzielnica chełmińskiego Torunia). Z pozyskanych ziem kujawskich, krajeńsko-pałuckiej Wielkopolski oraz pomorsko-chełmińskich Prus Królewskich zaborcy utworzyli prowincję o nazwie Prusy Zachodnie, wydzielając z niej dla terenów kujawsko-wielkopolskich osobny okręg administracyjny, nazwany obwodem nadnoteckim. Stolicą owego obwodu została Bydgoszcz, którą poprzez przekopanie Kanału Bydgoskiego (1773?1774 r.) Prusacy rychło skomunikowali drogami wodnymi ze stołecznym Berlinem oraz położonym nad Morzem Północnym Hamburgiem. Wschodnie i południowe Kujawy, jakie zagarnęli w 1793 roku, wcielili do departamentu poznańskiego.
Przejściowa klęska Prus w wojnach z napoleońską Francją doprowadziła do utworzenia Księstwa Warszawskiego, które wiodło swój krótki żywot w latach 1807?1815. Polskie władze księstwa przejęły z rąk pruskich administrację północnych połaci Wielkopolski, ziemi chełmińskiej (bez Grudziądza) i całych Kujaw, z jakich to krain utworzyły departament ze stolicą w wyróżnionej przez Prusaków Bydgoszczy. Z kolei postanowienia odbytego w 1815 roku Kongresu Wiedeńskiego na ponad 100 lat przepołowiły stosunkowo niewielkie Kujawy kordonem granicy prusko-rosyjskiej, dzieląc je na tak zwane Kujawy Pruskie i rosyjskie Kujawy Kongresowe. Jak się niebawem okazało, była to nie tylko granica międzypaństwowa, ale również granica biedy i względnego dobrobytu, cywilizacyjnych zdobyczy i zacofania, a ukształtowany wówczas podział pod niejednym względem przetrwał do naszych czasów.
Wskutek wiedeńskich postanowień w nowych, okrojonych wtedy granicach Prus, znalazły się na powrót kujawskie zdobycze z 1772 roku. Łącznie z Gnieznem, Mogilnem, Żninem, Wągrowcem, Nakłem, Piłą i Czarnkowem, miastami wschodniej i północnej Wielkopolski, wchodziły one odtąd w skład bydgoskiego okręgu regencyjnego, ten zaś przynależał do prowincji poznańskiej, do 1848 roku oficjalnie nazywanej Wielkim Księstwem Poznańskim. Za podziałami państwowymi rychło postąpiły podziały kościelne, gdyż w 1818 roku całe Kujawy Pruskie znalazły się poza diecezją włocławską, przechodząc bądź to do archidiecezji gnieźnieńskiej, bądź ? jak rejony Koronowa i Fordonu ? do diecezji chełmińskiej ze stolicą w pomorskim Pelplinie.
Pod obcymi rządami Bydgoszcz prężnie się rozwijała. Wraz z podmiejskimi gminami przekroczyła wtedy liczbę stu tysięcy mieszkańców, osiągając pod względem stanu infrastruktury społecznej, gospodarczej i komunalnej poziom nowoczesnych miast europejskich. W ślad za płynącym nad Brdę kapitałem podążali wszakże niemieccy koloniści, toteż już w pierwszych latach XIX stulecia miasto uchodziło w opinii polskich obserwatorów za ośrodek silnie zniemczony. Nieomal od początku pruskiego panowania pozycję dominującego w Bydgoszczy wyznania zajął protestancki luteranizm, natomiast udział osób narodowości polskiej pośród ogółu bydgoszczan malał z pokolenia na pokolenie, by na początku XX wieku wynieść zaledwie kilkanaście procent.
W tamtych warunkach trudno więc było nielicznym Polakom pielęgnować kujawskie tradycje, zwyczaje i obrzędy lub podtrzymywać więzi, odziedziczone po upadłej Polsce. Mimo to nawet wśród napływowej ludności niemieckiej kultywowano niekiedy pamięć o kujawskich korzeniach miasta, czego przykładem kupiecka rodzina o nazwisku Leistikow, z której wyszedł znany w Europie malarz-pejzażysta, Walter (1865?1908). Ojciec, a następnie brat malarza przez kilkadziesiąt lat produkowali popularny likier żołądkowy, noszący dumną nazwę ?Kujawska Esencja Żołądkowa? (Kujawische Magen-Essenz), co w zakresie propagowania świadomości regionalnej uznać można za swoistą edukację poprzez gardło.
Jak sercem Pomorza Wschodniego pozostały kościersko-kartuskie Kaszuby, tak matecznik Kujaw sytuował się nad Gopłem i na radziejowsko-włocławskich równinach. Jeszcze w drugiej połowie XIX stulecia myślano tam o Bydgoszczy jako o starym, ważnym i bogatym mieście kujawskim. To właśnie tam Oskar Kolberg usłyszał i zanotował pięknie brzmiące porzekadło: ?Nie ma Kujaw bez Żuław?. Mianem Żuław określano zaś pas ziem okresowo zalewanych w przeszłości przez Wisłę, który wzdłuż wiślanej doliny ciągnął się na północ od okolic Solca Kujawskiego, dochodząc również do naszego miasta.
Podział na Kujawy Kongresowe i Pruskie trwał, i to bardzo długo, nawet po powrocie jednych i drugich do polskiej macierzy w latach 1918?1920. Te pierwsze do 1938 roku należały do dwóch województw: warszawskiego i łódzkiego, drugie zaś do województwa poznańskiego, kontynuującego byt byłej prowincji pruskiej. Złączyło je na krótko województwo pomorskie ze stolicą w chełmińskim Toruniu (Gdańsk był wówczas wolnym miastem), rozłączyły zaś niebawem podziały z czasów niemieckiej okupacji (1939?1945). Powiat bydgoski wraz z nakielską Krajną, zawiślańską ziemią chełmińską i Pomorzem Wschodnim wszedł w skład okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie, natomiast pozostałą część Kujaw najeźdźcy wcielili do poznańsko-łódzkiego Kraju Warty.
W momencie wkroczenia wojsk hitlerowskich do Bydgoszczy była już ona innym miastem niż to, jakie przed dziewiętnastu laty dożywało swoich dni w obrębie wilhelmińskiego Cesarstwa Niemieckiego. W latach 1920?1923 nastąpił bowiem masowy odpływ żywiołu niemieckiego, z czego skorzystała liczna rzesza rodaków z wszystkich trzech zaborów, nie wyłączając reemigrantów z Niemiec, a nawet z Ameryki. Bodajże w żadnym z miast międzywojennej Polski nie dokonała się tak radykalna wymiana ludności, jak właśnie w Bydgoszczy. Wobec masy nowych przybyszów rdzenni bydgoszczanie, zameldowani tu przed rokiem 1920 ? Polacy i ci Niemcy, którzy zdecydowali się w mieście pozostać ? znaleźli się z biegiem lat w wyraźnej mniejszości. Wśród osób, szukających nad Brdą poprawy swego losu, nie zabrakło tysięcy Kujawiaków, bo to głównie oni zajmowali opróżnione przez bydgoskich Niemców kamienice, sklepy i warsztaty. Niemniej jednak do wybuchu II wojny światowej nie mówiło się w Bydgoszczy ?u nas na Kujawach?, za to przynajmniej do przerwania w 1938 roku liczącego 123 lata administracyjnego związku z Poznaniem, bardzo często można było usłyszeć ?u nas w Wielkopolsce?.
W roku 1945 Bydgoszcz awansowała do godności siedziby władz wskrzeszonego po wojnie województwa pomorskiego, które dopiero 5 lat później przemianowano na bydgoskie. W chwili awansu miała wszakże za sobą siedmioletnią egzystencję w pomorskich strukturach administracyjnych jako stolica przedwojennego powiatu oraz centrum rozległego okręgu regencyjnego w okupacyjnej prowincji Gdańsk-Prusy Zachodnie. Choć ówczesne województwo bydgoskie rozciągało się na wiele ziem, w tym na prawie całe Kujawy, to wieloletni, faktyczny i nomenklaturowy związek Bydgoszczy z Pomorzem sprawił, że w obiegowej opinii zarówno samych bydgoszczan, jak i mieszkańców rdzennej ziemi kujawskiej, zaczęła uchodzić za miasto pomorskie. Cieniem na losach Kujaw położył się też ich rozbiór między 5 województw z dekady Edwarda Gierka: bydgoskie, włocławskie, toruńskie, konińskie i płockie. Żałować należy, że powołane do życia w 1999 roku województwo kujawsko-pomorskie obywać się musi bez szeregu miejscowości kujawskich, włączonych do dwóch ościennych województw: wielkopolskiego i mazowieckiego. Co ciekawe, o ile teraz bydgoszczanie rywalizują z Toruniem, o tyle wcześniej toczyli prestiżowe boje z Poznaniem.
Los małych krain: Kujaw, ziemi chełmińskiej czy dobrzyńskiej, unaocznia wpływ, jaki na stan społecznego samookreślenia regionalnego wywierają od czasów zaborów zmiany państwowych podziałów administracyjno-terytorialnych, ignorujące zazwyczaj podziały z doby staropolskiej. Destrukcyjny wpływ owych zmian potęgowały związane z nimi procesy migracyjne. Cóż bowiem mogło łączyć z Kujawami Niemca, który przybył do Bydgoszczy z Dortmundu czy Magdeburga, bądź Polaka spod Tczewa, Lublina bądź Krakowa, którego nad Brdę przygnała wyłącznie chęć poprawy warunków życia? Jeśli osiadł w Bydgoszczy po roku 1772, to w swym wykorzenieniu miał się najczęściej za mieszkańca ziemi nadnoteckiej, jeśli później ? uważał się zwykle za wielkopolskiego poznaniaka, a następnie za polskiego lub niemieckiego Pomorzanina.
Żniwo wielkie, ale robotników mało. Już w 1886 roku Gustav Spiethoff, redaktor gazety ?Bromberger Tageblatt?, piętnował widoczne lekceważenie gleby lokalnej we wschodnich prowincjach niemieckich. Aby ułatwić migrantom poznanie dziejów nowego miejsca zamieszkania, postulował systematyczną edukację regionalną za pośrednictwem krajoznawstwa, szkoły, prasy i stowarzyszeń. Apel Spiethoffa przeszedł bez echa, co dotyczyło zarówno Niemców, jak i Polaków. Z bydgoskiego pejzażu znikały zaś kolejne budowle, upamiętniające wprost lub pośrednio kujawską przeszłość miasta. Mowa o ruinach królewskiego zamku, gotyckiej wieży karmelitańskiego kościoła Mariackiego na placu Teatralnym, zachodniej pierzei rynkowej, wschodniej pierzei ulicy Mostowej albo spalonej w 1960 roku parze szkieletowych spichlerzy przy Rybim Rynku. Trwają one jedynie na starych obrazach i fotografiach, aczkolwiek wiele innych miast i miasteczek odbudowało w międzyczasie ważne dla ich tożsamości obiekty (sztandarowym przykładem Elbląg i Gdańsk). Co więcej, nikt dotąd poważnie nie pomyślał o utworzeniu niezmiernie potrzebnego w mieście muzeum historycznego, atoli tego rodzaju placówki utrzymują od dawna ośrodki o mniej skomplikowanej przeszłości, jak choćby Włocławek, Tarnobrzeg, Kielce, Lublin, Rzeszów czy Zduńska Wola.
Mimo to od dobrych kilkunastu lat kujawskie tradycje odradzają się w naszym mieście za sprawą Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy, grupy miejscowych nauczycieli, historyków oraz różnej maści znawców lokalnych ?starożytności?. Wbrew wpływowym malkontentom powstał pomnik króla Kazimierza Wielkiego, czołowego przedstawiciela kujawskiej linii dynastii Piastów, pojawiła się Księgarnia Kujawska, Spiżarnia Kujawska, Elektrownia Kujawska i mówi się o planowanej Galerii Kujawskiej. Pozytywne efekty społecznych działań oddolnych potwierdzają wyniki krótkiego sondażu ulicznego, przeprowadzonego przeze mnie wiosną zeszłego roku. Na pytanie, gdzie Bydgoszcz leży, jedna osoba (w średnim wieku) odpowiedziała, że w Wielkopolsce, 9 osób (głównie starszych), że na Pomorzu, natomiast aż 25 osób (głównie młodych) opowiedziało się za Kujawami. Na przyszłość pozostaje dalsza, uporczywa praca u tak zwanych podstaw dla dobra pokiereszowanych przez walec historii prastarych Kujaw, w jakich z trudem przychodzi Bydgoszczy odnaleźć własną, zagubioną tożsamość, ale bez których nie odnajdzie jej wcale.
Cały artykuł w: Ilustrowanym Kurierze Polskim