“Jakich reform potrzebuje Polska?” – pod takim hasłem odbyło się w sobotę w Kinoteatrze Adria spotkanie ze znanym publicystą i komentatorem politycznym Stanisławem Michalkiewiczem. Zanim bohater wieczoru dotarł na spotkanie w Bydgoszczy jako support (określenie posła Jacka Wilka) komentarze na temat sytuacji politycznej w Polsce wygłosili politycy Kongresu Nowej Prawicy Piotr Najzer, wiceprezes KNP i Jacek Wilk, który w ostatnich wyborach parlamentarnych uzyskał mandat poselski z listy Kukiz’15.

Obaj liderzy KNP krytycznie ocenili start nowego rządu i decyzje parlamentu zdominowanego przez Prawo i Sprawiedliwość. – Miała być dobra zmiana, a są wyższe podatki i drożsi urzędnicy. Dobra zmiana dotyczy upychanych w zarządach agencji i radach nadzorczych spółek skarbu państwa działaczy partyjnych. Poza tabliczkami na drzwiach instytucji nic się nie zmieniło – grzmiał Najzer, dodając, że Polska potrzebuje reform odwrotnych niż dokonywane. – Podatki i obowiązkowe składki rosną, w kieszeniach mamy mniej pieniędzy, więc młodzi jak wyjeżdżali, tak dalej będą wyjeżdżać za granicę – dodał.

Na sztandarowych reformach PiS suchej nitki nie zostawił Jacek Wilk. – Rodzina 500 Plus nic nie da, nie zwiększy dzietności polskich rodzin, a jej koszty są gigantyczne – stwierdził Jacek Wilk. – Zresztą przyznają to sami twórcy reformy, skoro wskaźnik zastępowalności pokoleń dzięki programowi ma zwiększyć się z 1,3 do 1,5 – dodał. Stwierdził, że rocznie ma rodzić się 20 tys. dzieci więcej, a koszt programu rocznie to 23 mld zł. – Lepiej by było zlikwidować PIT i w ten sposób zwiększyć dochodowość rodzin – stwierdził i wyliczył, że po odliczeniu dochodów budżetu państwa z tytułu wpływów z PIT od sfery budżetowej to właśnie takie, na poziomie 23 mld zł, są dochody państwa z tytułu poboru podatku PIT. – Idiotyczne podatki trzeba zlikwidować. Żaden kraj na świecie nie stworzył systemu, w którym rodzi się dzieci dla państwa. Nie ma czegoś takiego. Dzieci chce się mieć, bo się je ceni. Usuńmy bariery do bogacenia. Teraz tak będzie, że w rezultacie tego programu zainwestujemy 800 tys. zł w urodzenie i wychowanie jednej osoby, ale tylko do 18 lat, a potem ona i tak z Polski wyjedzie, bo tu się nic nie zmieni – argumentował Wilk, dodając, że Rodzina 500+ jest klasycznym przykładem kupowania wyborców za ich pieniądze. – Łupi się rodziców w podatkach, to jak mają mieć dzieci? – pytał. – Bogactwo nie bierze się z zasiłków i dotacji, tylko z pracy i produkcji. Państwo nie musi nam niczego dawać, wystarczy, żeby nie zabierało – odpowiadał.

Zapytany o to, czy klub Kukiz’15 w sejmie to lewica czy prawica, odpowiedział: – To Polska w pigułce. Jest w naszym klubie człowiek Solidarności, Kornel Morawiecki, wierzący w socjalizm z ludzką twarzą, jest centrum, są wolnościowcy jak ja czy poseł Tyszka, są narodowcy. Ale do podziałów nie dochodzi. Nawet coraz bardziej się konsolidujemy. Przekonujemy się nawzajem, jesteśmy autentyczni. Dyscypliny prawie nie ma. Każdy postępuje zgodnie z własnymi przekonaniami. Głosując nad programem Rodzina 500+ 1/3 klubu była za, 1/3 przeciw, a 1/3 wstrzymała się od głosu.

Konflikt o Trybunał Konstytucyjny, zdaniem Wilka, nie jest sporem o państwo prawne, bo trybunał nie jest oddzielony od polityki. – Powinien chronić ludzi przed rządem, a w sprawie OFE czy reformy emerytalnej bronił rządu, a nie prawa – dowodził.

Nawet zmiana ustawy Kodeks rodzinny i opiekuńczy świadczy o tym, że większość parlamentarna prawo pisze na kolanie, a miała ona dotyczyć likwidacji możliwości odbierania rodzicom dzieci z powodu biedy. – Jeden przepis poprawiono w dobrym kierunku, ale dużo ważniejszą normę zmieniono na niekorzyść. Przed zmianą odebranie dziecka mogło nastąpić, gdy naruszone było dobro dziecka, teraz wystarczy wystąpienie samego zagrożenia naruszenia dobra dziecka. A co jest tym zagrożeniem czy naruszeniem decydować będzie urzędnik – dowodził.

Wykład Stanisława Michalkiewicza bardziej odnosił się do podsumowania ostatnich 25 lat polskiej historii niż do bieżącej polityki. Był odpowiedzią na jedno z pytań, które padły po prelekcji. – Co możemy zrobić, by dokonać w kraju dobrej zmiany, by młodzi ludzie nie wyjeżdżali? – pytał młody uczestnik spotkania. – Ważne, by poznać mechanizmy funkcjonowania polityki i wtedy obmyślić skuteczną terapię – tłumaczył Michalkiewicz.

Zanim padło to pytanie Stanisław Michalkiewicz starał się odpowiedzieć na pytanie: po co właściwie jest konstytucja?
Przypomniał, że stało się ono ważne w czasach ograniczenia władzy królewskiej. Przywołał Monteskiusza, który najlepiej
spopularyzował klasyczną definicję trójpodziału władzy. – U nas ten podział na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą jest niekonsekwentny, zamazany, zwłaszcza między władzą ustawodawczą i wykonawczą. Ministrowie mogą być posłami: projektują i uchwalają ustawy, następnie je wykonują i jako posłowie kontrolują ich wykonanie – wskazał na jeden z przykładów niweczących wzajemne ucieranie się i kontrolowanie dwóch władz.

Michalkiewicz wskazał m.in., że jedną z dróg naprawiających ustrój Rzeczypospolitej mogłoby być ustanowienie systemu prezydenckiego. Prezydent wybierany w wyborach powszechnych odpowiedzialny byłby za rząd.

Za największe zadanie stojące przed Polską uznał odblokowanie narodowego potencjału ekonomicznego. Jest on blokowany przez dwa czynniki: kapitalizm kompradorski i biurokratyzację państwa. W kapitalizmie dostęp do rynku i możliwość działania na nim zależy od zalet człowieka działającego, od jego pracowitości, zdolności i szczęścia. W kapitalizmie kompradorskim o dostępie do rynku decyduje przynależność do sitwy, której najtrwalszym jądrem są tajne służby z PRL-owskim rodowodem.

Najprostszym sposobem rozbicia istniejących układów byłoby przywrócenie obowiązywania ustawy Wilczka, która w Polsce obowiązywała od 1989 roku, lecz późniejsze jej losy były aktami kolejnych nowelizacji, które ograniczały jej wolnościowy charakter. – Nomenklaturze po uwłaszczeniu w latach 80. taki akt był potrzebny do rozwoju. Potem jednak nomenklatura zorientowała się, że z wszystkimi na rynku nie wygra. Stąd kolejne nowelizacje tej ustawy wprowadzające reglamentacje i zezwolenia. Na początku było ich kilkanaście, dzisiaj jest ich ponad dwieście – przypomniał.

Stanisława Michalkiewicza napawa otuchą fakt, że do głosu w polityce dochodzi kolejne pokolenie. – Myślałem, że do tego nie dojdzie. Ale to co się dzieje może napawać optymizmem. Musimy sobie zdać sprawę, że jesteśmy codziennie przez propagandę poddawani intensywnemu duraczeniu. To jest efekt rewolucji komunistycznej, która na naszych oczach rozwija się w Europie i jest w pełnym natarciu. My znamy strategię bolszewicką. Na Zachodzie powstała strategia alternatywna – mówił Michalkiewicz i dodał, że jej twórcą był włoski komunista Antonio Gramsci. W ramach tej strategii polem bitwy stała się sfera ludzkiej świadomości, czyli kultura.