Zdaniem Sławomira Marcysiaka, plac Piastowski ma niepowtarzalny charakter. W naszym mieście nie ma drugiego podobnego. Podpisujemy się pod tą opinią obiema rękami. Takiego drugiego miejsca ze świecą szukać.

Kamienice sprzed półtora wieku, jedyny kościół w mieście, w którym celebrowana jest Msza św. trydencka, stragany, dziwiące się swojej obecności w tym kształcie i tym otoczeniu, miejsca zadbane sąsiadujące z zaśmieconymi trawnikami. A z boku, jak w Muppet Show, loża pogodzonych z losem recenzentów rzeczywistości. Bezdomni urządzili sobie całkiem zgrabny zakątek do polewania i omawiania bieżących problemów. Nikogo nie wzrusza przepis zakazujący spożywania w miejscach publicznych.

Mieszkańcy okolicznych domów nie rozumieją, dlaczego dba się o jeden zakątek placu, a o innych się nie pamięta. Trawa koszona jest tylko wokół kościoła, przy ogrodzeniu bazarowym rosną chaszcze. Niektórzy zbierają śmieci, inni śmiecą, jedni się modlą, drudzy przeklinają. To plac o niepowtarzalnym charakterze.