W zorganizowanych przez bydgoski magistrat konsultacjach społecznych na temat zmian nazw ulic wzięło udział niewielu bydgoszczan.
Porównaliśmy liczbę mieszkańców upoważnionych do głosowania z liczbą osób głosujących.
Zmiana nazwy z ulicy Teodora Duracza na ulicę Krzysztofa Gotowskiego:
Liczba mieszkańców 888 – liczba głosujących 68
Zmiana nazwy z ulicy Oskara Langego na ulicę Jana Nowaka-Jeziorańskiego:
82 – 27
Zmiana nazwy z ulicy Stanisława Lehmana na ulicę Bernarda Śliwińskiego:
160 - 28
Zmiana nazwy z ulicy Zygmunta Berlinga na ulicę Studencką;
1668 – 190
Zmiana nazwy z ulicy Armii Ludowej na ulicę Legionów Polskich:
178 - 31
Zmiana nazwy z alei Planu 6-letniego w części na ulicę Kazimierza Wielkiego oraz w części na ulicę Ku Słońcu:
722 – 78
Zmiana nazwy parku z płk. Zbigniewa Załuskiego na park Leszka Jana Malinowskiego:
12 547 – 149
To zestawienie pokazuje jak mało osób zdecydowało się wziąć udział w konsultacjach, mimo że nie wymagało to prawie żadnego wysiłku. Nie trzeba było nawet ruszyć się z domu. W konsultacjach dopuszczalne jest głosowanie elektroniczne, czyli starczyło podejść do komputera, laptopa czy smartfona. Ratusz wykazał też zrozumienie dla osób przywiązanych do tradycyjnej metody głosowania. Ankieta w wersji papierowej została dostarczona bezpośrednio do mieszkańców ulic, których nazwy podlegają dekomunizacji.
Wszystkie ułatwienia na nic się zdały. Bydgoszczanie nie chcieli się wypowiadać w tej kwestii. Dlaczego? Może mieszkańcy uznali, że to kolejna rozgrywka między PO i PiS, w którą nie ma co się angażować?
Jedno jest pewne. Na podstawie wyników głosowania, nie można sobie wyrobić zdania, czy bydgoszczanie popierają nowych patronów ulic, czy stanowczo odrzucają propozycje zgłoszone przez radnych PiS. Można sobie natomiast wyobrazić, ile osób popiera politykę prowadzoną przez prezydenta Rafała Bruskiego.