Do tej pory znaliśmy Młyny Rothera tylko od zewnątrz. W minionym tygodniu dziennikarze mogli je zobaczyć od środka, a w rolę przewodnika wcielił się prezydent Rafał Bruski.

Pod nazwą Młyny Rothera kryją się młyn wodny z XIX wieku oraz dwa gigantyczne spichrze – mączny i zbożowy. Obiekt ma 5 kondygnacji i ponad 10 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni. Co jest obecnie najważniejsze, znajduje się w katastrofalnym stanie, a miasta nie stać na jego zagospodarowanie. Nawet utrzymanie obiektu jest ogromnie kosztowne, gdyż wiele kosztuje zatrzymanie postępującej degradacji.

Z kasy miejskiej w tym roku pójdzie 15 mln zł na wykonanie prac zabezpieczających i konserwatorskich. Zawalona część drewnianych stropów, dach przegniły, piwnice zalewane wodą, konstrukcja i ściany wymagające wzmocnienia ? to najkrótszy opis obiektu, który miasto kupiło od firmy Nordic Development.

Od nowa trzeba wykonać poszycie dachowe, zabezpieczyć ściany zewnętrzne, wybudować wewnętrzną ścianę dla podparcia dachu, wykonać stolarkę okienną, oczyścić elewację, wymienić krokwie, rynny i rury spustowe.
Mimo ogromu prac do wykonania i braku środków na zagospodarowanie, prezydent uważa, że dobrze się stało, iż tę nieruchomość miasto przejęło. Pokazał dziennikarzom, ile jest miejsca w środku. Tak dużo, że, jak twierdzi Rafał Bruski, budynek spokojnie może mieć kilka zastosowań.

Niestety, nie przedstawił dziennikarzom żadnej spójnej koncepcji zagospodarowania tej olbrzymiej przestrzeni, bo trudno za takową uznać uwagi w rodzaju: na parterze, który jest najłatwiej dostępny, mogłaby się mieścić przestrzeń komercyjna.
- Szukamy kogoś z doświadczeniem, kto poprowadzi nas za rękę, pomoże w wyborze koncepcji – wyjawił prezydent przedstawicielom mediów.