Rektor Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego zostaje na stanowisku! Zostaje, chociaż większość społeczności uczelnianej uważa, że powinien zostać odwołany. Czy to jasne? Dla osób zdrowo myślących niezbyt jasne.
Na UTP odbyły się dwa głosowania. Najpierw dwie trzecie członków Senatu zagłosowało za odwołaniem profesora uczelnianego Antoniego Bukaluka z funkcji rektora, następnie ponad 60% członków Kolegium Elektorów było za jego odwołaniem. Ale to za mało. Do odwołania potrzeba 3/4 głosów.
Statut UTP zakłada, że nie może zajmować stanowisko rektora osoba, która nie cieszy się zaufaniem większości studentów i pracowników uczelni. Ciekawi mnie, czy rektorowi nie będzie łyso, gdy mijające go w kampusie osoby będą odwracać głowę i udawać, że go nie zauważyły, żeby uniknąć ukłonu. Albo ostentacyjnie nie będą się kłaniać, patrząc mu prosto w twarz.
W naszym kraju dymisja honorowa jest pojęciem kabaretowym. Przyczynił się do tego walnie Donald Tusk, gdy będąc premierem oświadczył, iż Sławomir Nowak (ten od zegarków, któremu prokuratura postawiła zarzuty), składając dymisję z funkcji ministra transportu, zachował się ?honorowo i z klasą?. Rektor Bukaluk mógł się przyczynić do odkabaretowania tego pojęcia i restytucji przyzwoitości w życiu publicznym. Zachował się jednak jak inżynier i przyspawał do rektorskiego fotela.
W czasach komuny ludzie wyrażali swoje niezadowolenie strajkami. To był jedyny sposób wymuszenia na władzy zmiany podjętych decyzji. Wydaje się, że w Bydgoszczy pod tym względem niewiele się zmieniło. Może gdyby studenci zorganizowali strajk, o którym trąbiłyby media ogólnopolskie, komuś by się udało namówić rektora UTP do rezygnacji ze stanowiska. Przecież załodze MZK się udało! Po półdniowym strajku zaczęły zapadać decyzje personalne, które wszyscy akceptowali: i władze spółki, i pracownicy. A Łukasz Niedźwiecki zachował się jak onegdaj Sławomir Nowak, czyli ?honorowo i z klasą?, gdyż złożył dymisję z funkcji prezesa MZK.
Teraz już rozumiem, dlaczego bydgoszczanie uważają, że pogorszyła się jakość życia w mieście. Czują się jak za komuny, chociaż ciągle przybywa galerii handlowych i wszystko można kupić. Jednakowoż konieczność wymuszania na władzach decyzji za pomocą czynnego oporu pozostała. Na szczęście bibuły nie trzeba rozprowadzać, bo jest Internet.
Niby żyje się lepiej (wszystkim), ale Bydgoszcz w rankingu warunków życia spadła z ósmego miejsca w 2011 roku do dwudziestego w 2015 roku. To nie w kij dmuchał, Panie Prezydencie.