Adam Wieczorek…
…to muzyk z krwi i kości (które, bynajmniej nie sterczą jemu), przed 64 laty urodził się w Bydgoszczy, na ulicy Marcinkowskiego. Dzisiaj, z towarzyszką swego życia Ingrid, mieszkają na pograniczu Niemiec i Austrii i na przemian w Orzechówku. Lubiany tutaj, ceniony, mocno zintegrowany z okolicznymi mieszkańcami. Słuszna postura, serce jak dzwon, promienny uśmiech, nałogowy gawędziarz – po prostu Adam!

Dla Marka i pozostałych co już odeszli

Kiedy w marcu 2016 roku, na grudziądzkim cmentarzu, żegnaliśmy Marka Cholewę, innego bydgoskiego muzyka, perkusistę, Adam przemówił nad jego grobem. Obiecał jemu i żyjącym przyjaciołom, że za parę miesięcy spotkamy się w Orzechówku, aby wspomnieć Marka i innych, którzy odeszli z bydgoskiej braci muzycznej. Autorem tej inicjatywy był gitarzysta Andrzej Morawski, wielki przyjaciel Marka. Adam podjął to wyzwanie.
24 sierpnia 2016 roku w piękną, słoneczną środę przybyli zaproszeni goście z Bydgoszczy, innych miejsc Polski i zza granicy naszego kraju. Z Grudziądza przyjechała Pani Jolanta Cholewa.

Zanim zagrali

Od godziny 15.00 świetlica zapełniała się systematycznie, a powtarzające się co rusz wybuchy entuzjazmu oznaczały, że przybywa kolejna grupa zaproszonych gości przez komitet organizacyjny w składzie Adam Wieczorek, Andrzej Morawski, Ryszard Janus (muzyk, ale przede wszystkim inżynier konstruktor z Bydgoskiej Fabryki Akordeonów na ulicy Glinki i jeden z dyrektorów tego ważnego dla kultury muzycznej zakładu, na przełomie lat 60. i 70.).

Na sali, stoły ustawione w niepełną podkowę, uzupełnioną środkowym rzędem, a na nich wkrótce postawiono dużo wspaniałych potraw. Panie z Koła Gospodyń Wiejskich okazały się prawdziwymi kulinarnymi artystkami. Pani Urszula Chmielewska i koleżanki (z pomocą Pana Zbigniewa Oleniacza), przygotowali taki tradycyjny wiejski obiad, marzenie. Polecam sprawdzić kiedyś, wrażenia smakowe niezapomniane!!!

Wokół estrady i na niej duży ruch muzyków pod wodzą Andrzeja Morawskiego, kierownika muzycznego, zwanego przez przyjaciół “Tonetą” i pod czujnym okiem Lecha Jakuba Pacanowskiego (przez żonę Tatianę, bliskich i znajomych po prostu Kubą zwanego). Andrzej Morawski, wraz z Tolkiem Dudzińskim, natrudził się co nie miara, opracowując repertuar koncertu, przeprowadzając próby i wiele innych trudów, problemów organizacyjnych, logistycznych pokonując, które właśnie Andrzej Morawski głównie miał na głowie.

Tolek Dudziński perfekcyjnie pilnował nut, tekstów i wielu innych spraw, aby to wszystko zagrało i… nie pomieszało się.
Kuba Pacanowski strzegł nagłośnienia, na aparaturze przywiezionej z jego “Studia Red Sun” w Firmie “Yacob Records” na ulicy Grudziądzkiej w Bydgoszczy. Zadanie tym trudniejsze, że jeszcze grał na basie lub saksofonie na przemian.
Koncert miał być (i był!) zarejestrowany. Kuba ścieżkę audio zgra w studio w połączeniu z ruchomymi obrazkami.
Patryk Dudziński, wraz z kolegą Maciejem Mechlińskim, ustawił kamerę stacjonarną. Przemieszczali się też z inną kamerą, aby uatrakcyjnić kadry filmowe. Kuzyn Adama Wieczorka, Krzysztof Kamiński, był odpowiedzialny za obsługę komputera, tak byśmy mieli wielogodzinną możliwość podziwiania archiwalnych zdjęć bigbeatowców znad Brdy, z lat 60. i wczesnych 70. i nie tylko. Ktoś niechcący odłączył jakiś przewód. Kuba Pacanowski zdenerwowany, ale już za chwilę wszystko było (podobno) jak trzeba.
Kiedy gości poproszono o chwilowe zaczerpnięcie powietrza, muzycy ostro ruszyli do ostatniej próby.

Gospodarz przybywa

Jest po 16.00, kiedy przybywa mistrz ceremonii Adam Wieczorek wraz z życiową partnerką Ingrid i grupką przyjaciół. Szkoda że nie w szlacheckim kontuszu, który pasowałby jak ulał do sylwetki i całej tej sytuacji. Entuzjastki folkloru i dziennikarki zarazem, pani Krystyny Lewickiej-Ritter, również trudno było nie zauważyć w tym momencie. Przywdziała na siebie, efektowny lubelski strój ludowy, aby sprawić niespodziankę jednemu z muzycznych przyjaciół gospodarza spotkania. Wojciech Wawruch, urodzony pod Lublinem, świetny pianista i organista, niestety z ważnych powodów,
nie dotarł do Orzechówka, ale pani Krystyna swoim strojem, robiła niewątpliwą furorę wśród pozostałych gości.

Kiedy Adam podszedł, rozdyskutowany tłum, przebywający na dworze, ożywił się jeszcze bardziej. Uściski z gospodarzem i dalej ponownie, gorączkowo wspominać stare czasy, z estrady i wokół niej. Ustalać, kto żyje i zdrów jako tako, a kto już pozbawiony tych zmartwień…

Jędrek Prusak, kiedyś lider grupy Nietoperze, który przyjechał z Finlandii, tuż obok stary druh Andrzej Tasarek, dawny basista zespołu. Jędrka i Andrzeja zawsze wszystko łączyło, od muzyki, na furtce w ogrodzie między ulicą Wawrzyniaka a Chodkiewicza na Bielawkach kończąc. Razem z nimi, Krzysztof Drobniewski, który przyjechał z Malmoe z małżonką do Polski, Bydgoszczy już nie, tylko na chwilę. Adam ściska się z nimi serdecznie.

Adam Wieczorek, to wielki fan Jędrka Prusaka i grupy Nietoperze. Nigdy nie krył fascynacji talentem Jędrzeja i kiedyś, kiedy oglądał ich gdzie się dało, od sali gimnastycznej po Filharmonię Pomorską w Bydgoszczy. Dzisiaj ponownie razem z nimi. Tuż obok roześmiany Wiesiek Helman, mieszkaniec Cichego na Brodnickim Pojezierzu, kiedyś basista Dominujących Gitar kierowanych przez Jędrka Kujawę, a potem w kultowym Rekonesansie ze Zbyszkiem Kaute. Leszek Agaciński, kiedyś wokalista Temperamentów, a przy nim Mirek Kaczmarek, jeden z założycieli tej grupy, w której to grał na gitarze od początku 1963 do lata 1966 roku, a potem chwilę w Dominujących Gitarach.

Kolega z Wodniaków, Trioli i Troudomu

Do rozdyskutowanej grupy dołączają przed chwilą przybyli, Stefan Gołata z małżonką Ewą. Adam Wieczorek pogrywał kilkakrotnie ze Stefanem już od szkolnych lat w różnych bigbeatowych kapelach. Najpierw około 1965 roku, w kompletnie do niedawna zapomnianej grupie Wodniacy w klubie “Wodniak”. Gdzieś w przelocie były nieznane Puzony, a potem już znowu razem w Triolach pod wodzą Ryszarda Preussa. Następnie był Troudom, któremu przez chwilę liderował Marek Cholewa…

Stefan Gołata, człowiek ze słuchem absolutnym, mówi, że trochę głośna tu dzisiaj muzyka. Zdania były podzielone, ale z biegiem czasu, zostało to jakoś wypośrodkowane. Dołącza Józef Eliasz, jazzman, perkusista, właściciel klubu ElJazz w Bydgoszczy…

Przepraszam, z kim mam przyjemność?

Podobne pytania kierowałem do końca imprezy wielokrotnie.
“Nazywam się Marek Bieliński, zdarzało mi się pograć trochę z Triolami “…
Adam Wieczorek, stojący obok dodaje: “Marku, jeszcze razem ze mną grałeś w zespole Puzony w “Energetyku” i pod koniec lat 70. w grupie rodzinnej Viva Aqua. Marek Bieliński (zawodowo, profesor na UTP w Bydgoszczy) słowom Adama nie zaprzeczył!
“Jestem Zbyszek Szczypiorski, mówią do mnie ‘Biniek’. Grałem na perkusji w grupie Horyzonty, najpierw byliśmy przy “Kablu”, a potem znaleźliśmy się w “Poligrafiku” przy Klaryskach”.
Inny Zbyszek Szczypiorski, gitarzysta niestety nie żyje. Grał w innej kompletnie zapomnianej grupie Exodus, też z “Poligrafika”…

Dla mnie takie wiadomości to jak manna z nieba!

“Jestem Jurek Burczyk z grupy Argonauci`70, też z “Poligrafika” – dzisiaj mieszkam w Gdańsku”.
Notuję składy, wymieniamy telefony, długopis rozgrzany do czerwoności! Stojąca obok Bożena Rzepka (córka Jerzego Mroczka, a moja koleżanka z podstawówki) uśmiecha się życzliwie, widząc moje pośpieszne notowanie. Jej małżonek Grzegorz to też kopalnia wiedzy o tamtych czasach.

Posiłek

Wspomnienia, wspomnienia, uśmiechy, skrywane mniej lub bardziej udanie łzy, wzruszenia w oczach tych, co to nie widzieli się czasami od dziesiątek lat.
Wracamy na salę na obiad przygotowany właśnie przez Panią Ulę Chmielewską i jej koleżanki. Jedzenie niczym na starym, dobrym, wiejskim weselu. Wszystko smaczne i przyciągające wzrok, mili uśmiechnięci ludzie. Orzechówko daje przyjezdnym to co najlepsze!

Witajcie

Adam, gospodarz i mistrz ceremonii, podchodzi do mikrofonu, wita wszystkich gości, dziękuje za przybycie. Szczególne podziękowania kieruje za możliwość zorganizowania imprezy w świetlicy, w Orzechówku. Dziękuje obecnym za stołem, wójtowi gminy Wąbrzeźno Panu Władysławowi Łukasikowi, sołtysowi Orzechówka Panu Józefowi Chmielewskiemu i dodatkowo Panu Kazimierzowi Kwiatkowskiemu.

Kiedy Adam zaprosił na estradę Ingrid, dziękując jej za obecność w jego życiu – sala odpowiedziała gromkim “Sto lat” (nie brakowało oczywiście okrzyków “Gorzko, gorzko!!!). Nagle niespodziewany telefon do prowadzącego. “Tak Mirku, za tablicą Ryńsk w prawo i prosto, po lewej stronie świetlica, z numerem 43 – czekamy!” Już za chwilę Mirek Cichy, perkusista, dołączy do nas!

Smutna lista

Wspomnienie o tych, którzy odeszli na ten niebiański kontrakt było zamysłem pomysłodawców, organizatorów i wszystkich obecnych na sali. Adam prosi swojego kuzyna Krzysztofa Kamińskiego o wpisywanie w komputer kolejnych nazwisk tych, co odeszli wiele, wiele lat temu, jak i tych, co bardzo niedawno. Listę tworzyliśmy ad hoc, czasami więc była jakaś niezręczna wpadka.“Aha jednak żyje, więc będzie długo żył!” Każdy z nas wie, że nie jest to niestety lista kompletna. W okolicy tegorocznych Zaduszek na portalu bydgoszcz24.pl postaram się opublikować tę pełną listę.
W środę zapisaliśmy 36 nazwisk, a wśród nich między innymi: Zbigniew “Jacek” Bednarek, Andrzej Szeliga, Henryk Szcześniak, Andrzej Przybielski, Józef Tekień, Maciej Dyakowski, Zbigniew Bardadyn, Edward Nadolny, Jerzy Mroczek, Lena Golnik, Ryszard Kobiela, Ewa Jędrzejewska-Nawrocka, Marian Rytlewski, Włodzimierz “Profesor” Szymański, Marek Cholewa…

Bydgoska bigbeatowa historia i błogosławieństwo

Następny rozdział spotkania to wspólne przypominanie sobie tych wszystkich wspaniałych grup z naszego miasta, Bydgoszczy, które tworzyły radośnie i młodzieńczo muzykę młodzieżową, bigbeatową, mocnego uderzenia, rock`n`rollową, dzisiaj zwaną. Nietoperze, Czerwone Lizaki, Temperamenty, Płonący Krzew Dzikiej Róży, Szkwały, Troudom, Błękitni, Astronauci, Wodniacy,Viva Aqua, Puzony…

Tyle zdążyliśmy wspólnie wymienić, a gdybyśmy mieli czas i zadęcie, to powinniśmy wymienić razem około 100 zespołów z Bydgoszczy i najbliższej okolicy, działających w latach 1961-1975. Skąd ta na pozór abstrakcyjna liczba? Powstaje ona (i mam nadzieję, że korzystając ze zbiorowej pomocy udowodnię to prędzej lub później) z doliczenia zespołów z przeróżnych szkół podstawowych, zawodówek, techników, liceów. W takiej Szkole Podstawowej nr 17 na Grunwaldzkiej grały 3 grupy – jedna bez nazwy oraz Ikony i Przeznaczenie!

Wspólną wyliczankę Adam przerwał z nadzwyczajnego powodu, bo oto na salę wszedł proboszcz parafii Orzechowo, ksiądz Wojciech Radzikowski. Poproszony do mikrofonu powiedział: “…żeby nie było z nami smutku, bawmy się, chwała Panu, niech imię Pana będzie błogosławione. Niech taka będzie ta nasza modlitwa – Szczęść Boże!”

No i zagrali!

Była już 18.30 i wreszcie zagrali! Przed tym jeszcze kolejka do tortu w kształcie gitary, imponującego rozmiarami i smakiem. Tort piękny i słodki zamówiła Ingrid – zjedli, oblizując się wszyscy obecni, nie wykluczając piszącego te słowa.

Adam Wieczorek, gospodarz spotkania przedstawia tych, którzy za chwilę zagrają na estradzie, a więc Andrzej Morawski – gitara solowa (grywał w latach 60. niemal ze wszystkimi, w tym ze Szkwałami), Andrzej Tasarek – gitara basowa (od początku do końca w grupie Nietoperze), Tolek Dudziński – gitara rytmiczna i śpiew (śpiewa i gra od końca lat 60.), Andrzej Szczypiński (kiedyś Błękitni z Hanią Szczygielską w składzie i Szkwały), Kuba Pacanowski (grał z Erykiem Kleinem w Płonącym Krzewie Dzikiej Róży, grupie True i Magic), Grzegorz Daroń – młody perkusista (współpracował między innymi z Justyną Steczkowską), Waldemar Matecki – perkusista, który potrafi zagrać wszystko, kocha jazz i muzykę ery wielkich big-bandów (jedyny człowiek w Polsce, który grał na legendarnym brytyjskim wycieczkowcu “Queen Mary II”), Paweł Wiśniewski – instrumenty klawiszowe i oczywiście Adam Wieczorek, śpiewający i grający na saxie (Wodniacy, Puzony, Triole, Troudom…). Będą jeszcze inni i to ważni muzycy.

Na początek słynna kompozycja Francuza, Claude`a François “My Way”. Jeszcze słynniejszy autor angielskich słów, syryjski Kanadyjczyk, Paul Anka. Ten, który ją rozsławił, jest poza wszelką konkurencją, czyli włoski Amerykanin, Frank Sinatra! Publiczność sympatycznie przyjęła interpretację Tolka Dudzińskiego.

Wszyscy rozkołysali się przy “Sweet Home Chicago”, ponownie z Tolkiem na froncie, a potem Adam Wieczorek zaśpiewał coś, co również jest rodem z południa Stanów, słynną “Proud Mary”, prujący fale Mississippi parostatek, z repertuaru Creedence Clearwater Revival. Adam, robiący efektowne wrzutki słowne pomiędzy utworami, słynny standard Dona Gibsona (rozsławiony przez Raya Charlesa), czyli “I Can`t Stop Loving You” zapowiedział, że jest to wyznanie miłości do… konta bankowego! Utwór przyjęty entuzjastycznie przez zebranych. Adam śpiewa lekko, a wychodzi mocno i jak trzeba…

Elvisów dwóch

26 stycznia 2016 roku w klubie ElJazz w Bydgoszczy, podczas kolejnego muzycznego wtorku Big Beat Jazz Klubu, piszący te słowa prowadził koncert ku czci Ricky Nelsona i Elvisa Presleya. Szaleństwo na widowni, a na estradzie trzech Presleyów Tolek Dudziński, jego syn Patryk i Leszek Agaciński. Wszyscy zakochani w królu rock`n`rolla.
W środę 24 sierpnia tata i syn dali ponownie rock`n`rollowego czadu. Patryk Dudziński przerwał kamerowanie, wskoczył na estradę i zaserwował, jak w styczniu, “Burning Love” – sala szalała, najmocniej damska jej część. Następny utwór z klasycznego repertuaru Presleya to “All Shook Up”. Ponownie Patryk na wokalu, entuzjazm i pierwsi odważni tancerze na parkiecie – małżeństwo Adam i Grażyna Szatkiewicz.

Tata Patryka Tolek z pięknym ciepłym głosem, ale na pograniczu lekkiej zadziorności, czyli kolejny wielki utwór z Elvisowego śpiewnika – “Don`t Be Cruel” często żartobliwie tłumaczony jako “Nie bądź królem”!!!

Chwila niby to przerwy, ilustrowana dyskretnym swingiem na klawiszach w wykonaniu Andrzeja Szczypińskiego, potem refleksja Adama o tych, którzy nie dotarli do Orzechówka, złożeni chorobą. W tym momencie wspomniał o wielkiej postaci bydgoskiego big-beatu Jurku Pulcynie (kiedyś w grupach Jokama, Kosmonauci, Temperamenty, Szkwały, Heliosi, ponownie Temperamenty i wiele innych formacji). Adam zanucił jeszcze przez chwilę inną swingową perełkę “Take Me To The Moon”.

Adam, Adam trzymaj się! (ale nie saxu)

Adam Wieczorek przypomniał jak to kiedyś, gdy był początkującym adeptem rozrywki, spotkał się z reakcją już wtedy zawodowca estrady, pianisty Jerzego Mroczka, który ocenił jego grę na saksofonie: “Ty się bardziej go trzymasz niż grasz na nim”! Oceniając aktualny poziom profesjonalizmu Adama, trudno w to uwierzyć! Sala rozbawiona setnie tą historią, z Bożeną, córką Jerzego Mroczka włącznie!

W utworze “Watermelon Man”, z ważną partią saxu, wystąpił Kuba Pacanowski, a Adam Wieczorek zaśpiewał z feelingiem i to jeszcze po polsku! Na gitarze basowej Andrzej Tasarek we wspomnianym i kilku następnych kawałkach. Od czasu do czasu na estradę wskakiwał i przypinał bas Wiesiek Helman. Kiedy stał z basem, podszedłem do niego mówiąc: “Już jest dobrze, jeszcze tylko Zbyszek Kaute, Marek Wróblewski, Beata Lewińska, Wiesiek Konikowski… i grupa Rekonesans gotowa!!! Nie kryję tego od lat, ponowny ich koncert po latach, to moje wielkie marzenie. Mając 17 lat biegałem do “Energetyka” na ulicę Warmińskiego. Pobiegłbym i dzisiaj…

Od “Niedzieli…” do “Satysfakcji”

Polski big-beat ma niezwykłą magię i siłę. Kiedy 7 czerwca 2016 roku w ElJazzie, Big Beat Jazz Club ogłosił święto polskich rytmów lat 60., pełna duża sala reagowała entuzjastycznie na piosenki Czerwono-Czarnych i innych, w wykonaniu naszych grudziądzkich przyjaciół Edmunda Otremby i Teresy Chodyny. Nie inaczej było w Orzechówku, kiedy Adam Wieczorek zaśpiewał nieśmiertelny hit Niebiesko-Czarnych i Wojtka Kordy “Niedziela będzie dla nas”! Tak samo spontanicznie zareagowano na “Dwudziestolatki” z katalogu Macieja Kossowskiego.

To była kolejna chwila dla Tolka przy mikrofonie, a nieco wcześniej, też on wcielił się w rolę Billa Halleya (reszta zespołu oczywiście jako The Comets!) “See You Later Alligator” – temu nie sposób się oprzeć, a już na pewno nie była obojętna na niego para taneczna numer jeden tego wieczoru, czyli Grażyna i Adam Szatkiewiczowie.

Chwila oddechu, Adam intonuje Wonderowskiego “Isn`t She Lovely”, a po nim hit z być może najsłynniejszym riffem gitarowym wszechczasów, czyli Stonesowski “Satisfaction”. Siedzący blisko mnie Andrzej Sieradzki promienieje ze szczęścia, szef legendarnego “Big Jazz Clubu” z lat 1964-1969 w Alejach Ossolińskich w Bydgoszczy (klub reaktywowaliśmy 1.5 roku temu). 13 kwietnia 1967 roku był w Kongresowej w Warszawie na kultowym koncercie The Rolling Stones. Ciekawe, czy ktoś z obecnych też tam i wtedy był? Czekam na sygnał!

Adam i zespół swoją interpretacją “Satisfaction” nie doprowadził do zdemolowania świetlicy, po prostu nie wypadało, ale poziom adrenaliny podczas wspólnych “Hey, Hey, Hey” był niebezpiecznie wysoki!

Chwila refleksji i czas na gwiazdę

Andrzej Szczypiński napisał parę lat temu muzykę, Maciej Dyakowski nostalgiczne słowa o Bydgoszczy, widzianej z oddali.
Utwór nazywa się “Wspomnienie z daleka”. Nagrana ponownie znalazła się na albumie z piosenkami niedawno opracowanego przez Piotra Trellę. Piosenkę zaśpiewała Joanna Berg, małżonka Andrzeja Szczypińskiego. Piosenkę zaprezentowano co prawda tylko ze wspomnianej płyty, ale Pani Joanna była wraz z nami na sali. Zapowiedzi dokonał osobiście Pan Andrzej, prosząc Jędrzeja Prusaka o wsłuchanie się w ten tekst pełen smutku…

Przyjęty gromkimi brawami wkroczył na estradę i usiadł za klawiszami właśnie Jędrek Prusak. Zadedykował wszystkim, których już nie ma z nami, bardzo dyskretnie zarysowany temat “Amazing Grace”… a następnie już okrzykiem “gdzie jest Tonetka” wezwał do współpracy Andrzeja Morawskiego, wprowadzając ponownie nieco mniej skupioną atmosferę. Na marginesie warto przytoczyć publiczną wypowiedź Andrzeja, że legendarny magnetofon “Tonette” nadal posiada i jest na chodzie, podobnie jak on sam! Autorska kompozycja Jędrka Prusaka “Rzeka” (Wiosłuj bracie, wiosłuj siostro), którą zaprezentował, to jakby odzwierciedlenie życia społecznego w Polsce, które to kompozytor i autor tekstu, z dużą wrażliwością, obserwuje z fińskiej i polskiej perspektywy po trosze…

Kiedy zapowiadał słynny “Route`66”, pyta jak grać? Ktoś z sali: “Zacznij wolno, a potem jak chcesz!” Jędrek na to, ze swadą rasowego showmana: “Zagram szybko, abyście mi tu nie zasnęli!”
Spać o 21.00 nie wypadało, a na takiej imprezie, podczas recitalu gwiazdy wieczoru tym bardziej. Warto w tym momencie wspomnieć, że za perkusją zasiadł Józek Eliasz, a Jędrek skomentował ten fakt: “Nie przedstawiam go, takiej gwiazdy przedstawiać nie trzeba”…

Co prawda “Rio” już się zakończyło, ale Jędrek był w olimpijskim nastroju i przypomniał jak to zdjęcie jego z bujną kręconą
czupryną i członków Nietoperzy (z okresu wczesno-fińskiego jako The Bats) posłużyło do reklamy wody na porost włosów na początku lat 70. w Finlandii. Woda ponoć nosiła nazwę “Nasienie nietoperza”???!!!

Zaraz po przypomnieniu tego faktu, Jędrzej zaintonował jeden ze swoich ulubionych standardów “What A Difference A Day Makes” skomponowany w Meksyku w roku 1934, a rozsławiony przez Dinah Washington i wielu wielu innych.

Jakiś techniczny falstart z “Unchain My Heart”, z którego i Ray Charles, i Joe Cocker stworzyli majstersztyki, w środę, 24 sierpnia to jednak nie zabrzmiało, ale w zamian nieśmiertelna “La Bamba” rozsławiona pod koniec lat 50. przez Ritchie Valensa i znowu wspólne śpiewy i sugestywny, solowy taniec Pani Grażyny Szatkiewicz!
Jędrek nadal na estradzie, ale do mikrofonu podchodzi mistrz ceremonii, Adam Wieczorek, który zaśpiewał z ekspresją i z dedykacją dla kuzynki jubilatki legendarną “Georgia On My Mind”. Wiek, jak na kobietę przystało, oczywiście nieznany…

Marmelada, We Are The Champions, We Will Rock You – czyli zdjęcie zbiorowe

Wszystko co dobre, kiedyś się kończy, ale tak zaakcentowany finał robił naprawdę wrażenie.
Adam poprosił do zbiorowego zdjęcia wszystkich muzyków, nie tylko członków kapeli, ale dosłownie wszystkich, którzy w życiu grali, śpiewali.

Jakoś nie doszło do kolizji, ale tłum był znaczny. Maryla Nadolna na estradę nie weszła, ze skromności, albo z powodu urazu kręgosłupa, co widać było po sposobie poruszania się na sali (tylko po płaskim!). Jej na zdjęciu nie ma. Inni, głównie Panowie pokonali 2 stopnie bez trudu. Bezcenny efekt widać na zdjęciach. Pamiątka niesamowita i niepowtarzalna.

Z dotychczas nie wymienionych na zdjęciu również Janusz Baj (kiedyś grupa Błękitni i Szkwały), który przybył na imprezę wraz z małżonką Barbarą, Jerzy Dolecki, Konrad Kaczmarek, Bernard Staniłko… Jeśli kogoś, mimo wszystko pominąłem, proszę dać znać – na pewno dopiszę do tego pamiątkowego tekstu.

Okrzyki “Marmelada!” dodatkowo skłoniły fotografowanych do szerokich uśmiechów, a nucenie We Are The Champions i We Will Rock You, świadczyły, że nastroje były właściwe.
Akumulatory podładowane, wspomnienia zrewitalizowane i marzenie o powtórnym spotkaniu!

Adam Wieczorek odniósł niewątpliwie towarzyski, organizacyjny i artystyczny sukces. Wszyscy, którzy miesiącami przygotowywali imprezę z Andrzejem Morawskim, Kubą Pacanowskim, Ryszardem Janusem, Tolkiem Dudzińskim na czele, mają powody do wielkiej satysfakcji. Osobny rozdział to życzliwość, pracowity trud Pań z Koła Gospodyń Wiejskich w Orzechówku i innych przyjaciół, krewnych Adama Wieczorka i być może anonimowych mieszkańców Orzechówka.
Dziękuję Panu Zarembskiemu z Wąbrzeźna, rocznik 1937, miejscowemu muzykowi, za opowieść o historii świetlicy i jego muzykowania tutaj!
Piękna, wzruszająca impreza. Dla tych, którzy wracali do Bydgoszczy, lub innych polskich miejscowości, albo nawet przez kilka państwowych granic w różnych krajach, takich jak Finlandia, Austria, Niemcy, Szwajcaria…

Epilog

Relację tę dedykuję wszystkim muzykom i miłośnikom muzyki lat 60., powstałej w moim ukochanym, rodzinnym mieście Bydgoszczy. Niech nie odstraszy ta za obszerna jak zwykle relacja. Wierzę jednak w Waszą Drodzy Państwo wyrozumiałość.
Tym, którzy przybyć nie mogli, z powodu choroby lub oddalenia, niech ta moja precyzyjna dokumentacja, pozwoli przeżyć to spotkanie, tak jak nam tam obecnym. Pozdrawiam przez ocean Jędrka Kujawę i Ryszarda Preussa!

Wszystkim, którzy mogą i chcą pomóc w skutecznym kompletowaniu faktów, zdjęć z naszej bydgoskiej bigbeatowej historii, będę bardzo wdzięczny. Odpowiem na każdy list i podziękuję za wszelkie wsparcie we wspólnej sprawie zachowania pamięci. Proszę pisać do mnie na adres e-mailowy: michalski.z@poczta.onet.pl

Andrzej Szczypiński, kiedy przeprowadziłem z nim długą rozmowę w Bydgoszczy, w dwa dni po Orzechówku, opowiedział mi niezmiernie ciekawe historie. To samo dzień wcześniej Krzysztof Drobniewski. Kiedy zapytałem, jak odebrali spotkanie w Orzechówku, z trudem ukrywali maksymalne wzruszenie. Andrzej już wrócił do Austrii, Krzysztof do Szwecji już tylko na chwilę. Obu wypędził stąd stan wojenny, a dzisiaj wracają, kiedy tylko mogą, wiedzeni miłością do Polski, Bydgoszczy i oczywiście chęcią wspólnego muzykowania, raz jeszcze i jeszcze wśród bydgoskich przyjaciół, ku wzruszającej uciesze słuchaczy.

Zbigniew Michalski