Pewnego niedzielnego popołudnia postanawiam go przejść. Pogoda nie sprzyja. Pada deszcz, a niebo jest zasnute ciężkimi chmurami. No, ale jak wiadomo: ?w czasie deszczu dzieci się nudzą?, więc zamierzam tak czy siak ruszyć w trasę. Co więcej: taka aura wydaję mi się o wiele bardziej klimatyczna. Szlak im. Jeremiego Przybory jest szlakiem pieszym, więc zamieniam buty na obcasie na trampki i w drogę!
Ja pana w podróż zabiorę?
Żeby nie czuć się samotnie, zabieram ze sobą fotografa. Przed wyjściem z domu szukam informacji i wskazówek, tak żeby spacer był przyjemny i żebyśmy nie zabłądzili. Czytam także opisy bydgoszczan, którzy przeszli już tę trasę. Komentarze są różne, także od osób, które przejechały tę drogę rowerem. Korzystam ze strony Wirtualne Szlaki Kujawsko-Pomorskie, która okazuje się bardzo kompetentna. Nie zniechęcam się marudami, drukuję parę pomocnych mapek i biorę kurtkę przeciwdeszczową.
Lubię łazić po największej bydgoskiej dzielnicy. Fordon niekiedy nazywany jest ?płucami Bydgoszczy?. Powód? Znajduje się tutaj dużo zalesionych terenów, ciekawych miejsc spacerowych. Są też oczywiście ?górki fordońskie?. Jednak chodzenie szlakiem jest dla mnie pewną nowością.
Na początku robimy zdjęcie samej tablicy. Dziarskim krokiem ruszamy chodnikiem wzdłuż Pelplińskiej. Szybko znajdujemy ul. Kromera i skręcamy w nią, by dojść do Beskidzkiej. Wkraczamy tym samym ?na górki?, pomiędzy mokre drzewa i śliskie, błotniste ścieżki. Przygoda się zaczyna. Podczas spaceru zastanawiam się, co ma wspólnego Jeremi Przybora z Bydgoszczą? Co takiego znany polski poeta i pisarz, jeden z współtwórców ?Kabaretu Starszych Panów? i ?Kabaretu Jeszcze Starszych Panów? mógłby mieć wspólnego z naszym miastem? Okazuje się, że całkiem sporo i to w bardzo pozytywny sposób. Jeremi Przybora jest artystą znanym i docenianym. Jego piosenki z kabaretu są współcześnie nagrywane przez takie sławy jak: Maciej Maleńczuk, Paweł Kukiz, Kayah, Renata Przemyk czy Ewelina Flinta.
Szukając informacji na ten temat ze zdziwieniem odkrywam, że artysta nazywał nawet Bydgoszcz ?swoim Napoleonem?. Zachwycał się nią, był w niej niemalże zakochany. Ojciec Przybory kupił pod Bydgoszczą majątek, dokładniej na Miedzyniu Wielkim, który jest teraz częścią Fordonu. Z jeszcze większym zdziwieniem odkrywam, że znane ?drzewo Napoleona? (w niektórych kręgach nazywane Wisielcem) było podobno częścią majątku Przyborów. Już wtedy ten piękny, samotny dąb, posadzony tam na pamiątkę Napoleona Bonaparte, stał na wzgórzu. Przechodziłam tam wiele razy, ale nic o tym nie wiedziałam! Podobno dziewięcioletni Jeremi lubił spacerować fordońskimi dróżkami. Ciekawe, czy też robił to w deszczu, myślę z kwaśną miną, kiedy kolejną zimna kropla wpada mi za kurtkę.
Idziemy dalej: przemierzamy las mieszany, zatrzymujemy się na skrzyżowaniach ścieżek i wypatrujemy znaków szlaku. Jak na razie idzie się gładko i przyjemnie, z łatwością pokonujemy delikatne wzniesienia i nie ma szansy, byśmy pobłądzili. Oznakowania są widoczne i nie mamy większych kłopotów. Oglądamy panoramy, nie znajdujemy żadnego źródła wody pitnej (uciekając przed deszczem nie chce nam się go szukać) i przecinamy polany.
Krajobraz jest trochę nudny, leje deszcz, więc żeby nas rozruszać zaczynam sobie nucić: ?Ja pana w podróż wziąć pragnę ? pan czemu waha się przeto? To chyba raczej jest ładne ? wyjechać z miłą kobietą??, piosenkę Przybory, śpiewaną przez Kalinę Jędrusik.
Gdy czuję, że jestem już nieco zmęczona, docieramy do pierwszego punktu widokowego: Góry Szybowników. Fotograf robi zdjęcie panoramy Fordonu, z jej porozrzucanymi jak pudełka blokami. Ja zapalam papierosa. Jestem podekscytowana.
Z nonszalancją pytam, ile kilometrów już przeszliśmy. Gdy dowiaduję się, że dopiero 2,8 km, mina mi rzednie.
Piosenka jest dobra na wszystko?
Kierujemy nasze kroki ku Dolinie Śmierci. Najpierw jednak musimy przejść ścieżką pomiędzy zaroślami. Krzaki chłostają mnie po nogach i twarzy. Jednak deszcz już tylko siąpi, więc wracają nam humory. Obchodzimy, leżący po naszej lewej jar i idziemy w stronę, widocznej już z daleka, Kalwarii Bydgoskiej ? Golgoty XX wieku. Gdy tam docieramy (3,7 km trasy!) oglądamy sobie Bramę do Nieba i znajdujemy znak-strzałkę, pokazujący kierunek naszej dalszej wędrówki.
Korzystając z chwili odpoczynku opowiadam fotografowi dalsze bydgoskie dzieje Jeremiego Przybory. Krótko uczył się on w Miejskim Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczym im. Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy. Podobno żakiem nie był zbyt systematycznym, chodzenie do szkoły go nudziło i niechętnie się uczył. W tamtym okresie trenował także w Bydgoskim Towarzystwie Wioślarskim na kajakowej jedynce.
Swoją historię kontynuuję, gdy ruszamy po bruku w kierunku górnego wylotu Doliny Śmierci. Idziemy tam w celu odnalezienia piaszczystej drogi, która biegnie wzdłuż młodego lasu sosnowego. Jestem naprawdę zadowolona ze wskazówek, jakie znaleźliśmy w Internecie, jak na razie wszystko się zgadza.
Opowiadam dalej: na temat powojennej współpracy Przybory z rozgłośnią bydgoską Polskiego Radia przy ulicy Gdańskiej. Wspominał ten czas z sympatią, lubił być bydgoskim gawędziarzem. Wtedy też napisał pierwszy poemat satyryczny do gazetki ściennej bydgoskiego radia, którą nazwał ?Organ wiszący?. Zaczynał pisać dla publiczności i został ?piórem radiowym?.
Nagle przerywam mój monolog. Widzimy kogoś. Spotykamy pierwszego człowieka na naszej trasie! Mężczyzna idzie z dwoma psami. Jest w dosyć sporej odległości i zanim zdążymy go dopaść i zapytać, czy zna twórczość Przybory, rozpływa się w wilgotnym lesie. Wędrujemy dalej. Dość długo z prawej strony mamy ?ścianę? lasu sosnowego. Potem wychodzimy na otwartą przestrzeń, porośniętą trawami i pojedynczymi sosnami. Deszcz znowu zaczyna padać, więc przyspieszamy kroku. Dochodzimy do ul. Jasinieckiej i do naszego czerwonego szlaku dołącza zielony szlak Dolnej Wisły.
Mijamy bramę wjazdową leśniczówki i znowu wchodzimy w las. Gdy z niego wychodzimy, jesteśmy już na osiedlu Czarnówku i zbliżamy się do ul. Pod Skarpą. Nawet ona dzisiejszego dnia nie jest zbyt ruchliwa. Deszcz i chłód nie sprzyja, by wyściubiać nos z domu. My jednak raźno idziemy nadal, chociaż plecak zaczyna mi już ciążyć, a nogi robią się miękkie.
Tracę zapał, więc? zaczynam znowu śpiewać. Bo jak wiadomo: ?Piosenka jest dobra na wszystko/ piosenka na drogę za śliską?. Z pieśnią na ustach, dalej idąc Jasiniecką przechodzimy Pod Skarpą i dochodzimy do kolejnej ściany lasu. Jakiś czas maszerujemy przy niej. Dalej prowadzeni znakami w końcu przekraczamy w odpowiednim miejscu Zamczysko. Teraz czeka nas ? jak się okaże ? najciekawsza część wycieczki. Przed nami wejście na Górę Zamkową. Gdy stajemy u jej podnóża, przestaję śpiewać. Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak bardzo jestem przemarznięta i zmęczona. Widząc gęsty las i strome podejście, czuję lekki dreszcz. Słychać tylko szum deszczu, okolica jest opustoszała i wygląda? groźnie. Iście kryminalna sceneria. Zaczynamy się wdrapywać. Ślizgam się po liściach i przeklinam w duchu warunki atmosferyczne. Gdy na szczycie wyciągam liście i krzaki z kaptura czuje się jak ?jesienna dziewczyna? z kolejnej piosenki Przybory. Spacerując po jej grzbiecie, fotograf pokazuje mi pozostałości po starych budynkach. Gęstość lasu, dziwna cisza działa na moją wyobraźnię, więc popędzam fotografa, by jak najszybciej znaleźć się wśród ludzi. Przy okazji przypominam sobie wszystkie filmy i książki o bohaterach zgubionych w leśnych odmętach. O ile mnie pamięć nie myli, dla żadnego z nich nie skończyło się to dobrze. Moje kryminalne oko wynajduje miejsca, gdzie można porzucić trupa czy dokonać morderstwa. Dodatkowo zaczyna mi się wydawać, że ktoś nas obserwuję. Okazuje się, że to tylko dziwnie wygięta gałąź. Nie oglądając się za fotografem pędzę dalszą drogą.
W końcu stajemy w kolejnym punkcie widokowym ? szczyt wzgórza Zamczysko. Jestem zmęczona, ale zadowolona. Zdejmuję kaptur, wiatr rozsypuje mi włosy. To już końcówka.
Wesołe jest życie staruszka!
Skoro nasza wycieczka zbliża się do końca, chcę skończyć także historię o Jeremim Przyborze. Fotograf nie wygląda na zainteresowanego, raczej na przemoczonego. Podczas pobytu w naszym mieście pan Przybora zamieszkiwał z żoną i córką przy alei Ossolińskich. Jego współpraca w Rozgłośni Pomorskiej Polskiego Radia w Bydgoszczy zakończyła się w czerwcu 1948 roku. Wyprowadził się wtedy do Warszawy. Zawsze ciepło wypowiadał się na temat Bydgoszczy.
Mam ochotę na kawę, więc nie czekając dłużej, stromą ścieżką schodzimy na skrzyżowanie ul. Armii Krajowej i Sądeckiej. Kolejna strzałka prowadzi nas w odpowiednim kierunku, mijamy przystanek. Staję się coraz bardziej niecierpliwa. Marzy mi się ciepło, mam też ciężkie, wilgotne nogawki. Szybkim krokiem idziemy wzdłuż płotu ogrodów działkowych, mijamy leśnictwo Bocianowo i w końcu docieramy do ul. Gdańskiej. Widzę już ostateczny cel naszej wędrówki ? pętlę autobusów miejskich Bydgoszcz ? Myślęcinek. Gdy podekscytowana staję w końcu na ?ostatnim przystanku? nucę ostatnią już na dzisiaj piosenkę ?Jeszcze tylko parę wiosen/Jeszcze parę przygód z losem/i kłopotów będzie mniej/Ach, cierpliwość tylko miej?. Fotograf puka się w czoło, ale to nie ma znaczenia, bo? przebyliśmy całą trasę!
Mój kompan podciąga nosem, ja jestem zziębnięta. Ogólnie jednak jesteśmy zadowoleni. Pokonaliśmy trasę w ok. 6 godzin. Jest ona dosyć trudna i lepiej wybrać się na nią, gdy pogoda dopisuje. Chociaż spacer po deszczowych lasach ma w sobie klimat…
Gdy potem pytam przyjaciół, rodziny i znajomych czy wiedzą o szlaku im. Jeremiego Przybory, rzadko kto nie jest zdziwiony. Sama trafiłam na niego przez przypadek. Informacji o powiązaniach artysty z Bydgoszczą też nie ma zbyt wiele. A szkoda, bo Przybora tak bardzo lubił Bydgoszcz…
Fragment reportażu Marty Jankowskiej “Na szlaku Przybory”. Całość w aktualnym numerze “Ilustrowanego Kuriera Polskiego”, do kupienia w kioskach Ruch, Kolporter i sieci EMPIK.