– Czym powinien charakteryzować się młody człowiek, który chciałby związać swoją przyszłość z działalnością misyjną? Jakie cechy charakteru są potrzebne, aby dobrze sprawować tę niełatwą posługę?
- Jest takie łacińskie powiedzenie verba docent, exempla trahunt, co znaczy ?słowa uczą, przykłady pociągają?. Dobry misjonarz powinien być przede wszystkim osobą głęboko ufającą Bogu, bardzo głęboko w Nim zakorzenioną i wierzącą w obietnicę Jezusa Chrystusa. Jeśli tego nie ma, będą tylko słowa, które uczą. Ale czy jego przykład pociągnie za sobą innych? To już kwestia dyskusyjna. Głęboka wiara i nadzieja pokładana w Jezusie Chrystusie jest absolutnie fundamentalnym i głównym kryterium, które charakteryzuje dobrego misjonarza. Poza tym kapłan taki powinien poświęcać się swojej pracy całkowicie. Tylko wtedy ci, do których jest posłany łatwiej mu zaufają i przyjmą słowa Chrystusa. Misjonarz powinien również być dyspozycyjny. Podkreślamy to bardzo często w naszej pracy formacyjnej. Człowiek taki musi mieć również dużą wiedzę teologiczną. Na misji mogą go spotkać różne sytuacje, będzie miał do czynienia z ludźmi z innych kultur i kręgów cywilizacyjnych. Często stawiają oni pytania, które nie zaistniałyby tu, gdzie my żyjemy. Potrzeba również dobrego zdrowia, bo praca misyjna to często praca w bardzo ciężkich warunkach. Nierzadko misjonarze, którzy wyjeżdżali z kraju w pełni sił, wracają po pewnym czasie, właśnie ze względu na brak zdrowia. Dosłownie kilka dni temu jeden z moich współbraci, z którym byłem w nowicjacie wracał do swojej parafii w RPA i z lotniska zabrało go pogotowie ? ze względu na trudne warunki w Afryce zaczął niedomagać.
– A czy misjonarz który wyjeżdża w egzotyczne miejsca ma kogoś do pomocy, czy też bywa zdany sam na siebie?
- Wszystko zależy od kraju i regionu. Nasze zgromadzenie ma na całym świecie sieć placówek, w których misjonarze pracują i z których rozchodzą się niejako w dalsze miejsca. Najlepsza sytuacja jest wtedy, gdy na misji pracuje przynajmniej dwóch kapłanów, jednak bardzo często zdarza się, że misjonarz jest tylko jeden. Tak właśnie jest w Kamerunie ? od lat jeden z naszych współbraci jest tam sam na placówce. Tamtejszy przełożony posyłał mu do pomocy innych, miejscowych misjonarzy, jednak żaden z nich nie wytrzymywał w kameruńskich warunkach. W buszu tylko 3-4 godziny w tygodniu jest prąd, a o asfaltowych drogach można jedynie pomarzyć. Zasięg działania tego misjonarza to obszar o promieniu ok. 80 km. Nie jest to zatem łatwa praca.
Sam byłem dwa lata temu u jednego ze współbraci w Paragwaju – pracuje on w takim regionie kraju, do którego nikt nie chce przyjeżdżać. Oprócz tego Polaka nie ma tam innych kapłanów ze względu na obawę o życie. Jest to region, w którym działają potężne gangi, zajmujące się produkcją narkotyków i ?zarabiające? pieniądze na porwaniach, wymuszeniu okupu itp. On pracuje tam sam i jego parafia liczy sobie 160 km długości i 80 km szerokości ? wszystko to oczywiście w buszu. Jeździłem z nim po parafii. Ma na jej terenie około 80 kaplic i kościołów, którymi zajmuje się sam. Bywa zatem różnie. Są misjonarze, którzy pracują w grupach dwu-, bądź trzyosobowych, ale są też tacy, którzy na danym obszarze są sami.
– Po dotarciu na miejsce misji kapłanów czeka wiele wyzwań. Jak reagują miejscowi na misjonarzy? Są przyjaźnie do nich nastawieni czy wręcz przeciwnie ? nieufni i zamknięci na to, co proponuje im ?obcy??
- Jest to mocno zróżnicowane i zależy głównie od kraju, do którego udaje się misjonarz. Ludzie reagują różnie w zależności od tego, jak duży kontakt wcześniej mieli z obcymi, z przybyszami z zewnątrz. Najtrudniej jest na terenach tzw. pierwszej ewangelizacji, czyli wszędzie tam, gdzie mieszkają ludzie, którzy do tej pory nie mieli kontaktu z misjonarzami chrześcijańskimi. W takim przypadku na ogół misjonarze zgodni są z tym, że pierwsze prace, które należy wykonać na tym nowym miejscu, to prace mające na celu poprawę życia tych ludzi i ich bytowania. Współbracia często opowiadają, że pierwszą rzeczą jaką podejmowali na terenach, do których dotarli, była budowa studni. Kolejną kwestią jest opieka medyczna ? stąd na misjach wiele sióstr zakonnych, pracujących jako pielęgniarki i lekarki. Później kapłani zajmują się szkolnictwem i edukacją, a przy okazji przez cały czas paralelnie prowadzą pracę ewangelizacyjną i przygotowują do sakramentów. Taki sposób pracy wiele ułatwia, ponieważ jeśli się nie podejmie trudu pomocy tym ludziom, oni natychmiast stawiają pytania ?co Twój Bóg może mi dać??, ?czego mogę się od Niego spodziewać?? Takie jest rozumowanie ludzi, którzy pierwszy raz stykają się z naszą wiarą.
– Nie wszyscy misjonarze jednak wyjeżdżają, pewna ich część mieszka chociażby tutaj, w zgromadzeniu w Bydgoszczy. Czym zajmują się ci z braci, którzy zostają w kraju?
- Istnieją dwa rodzaje misji. Misja ad gentes, zwana też misją ad extra, czyli taką, która prowadzona jest ?na zewnątrz?. Jest to rodzaj działań zakodowany w naszej świadomości ? wyjazdy na inne kontynenty, wśród których pierwszy na myśl przychodzi Czarny Ląd. Drugi rodzaj misji natomiast to ta misja, która zakłada funkcjonowanie i działanie na miejscu. Kościół z natury swojej jest misyjny, nie mógłby się zatem rozwinąć i istnieć na wszystkich kontynentach, gdyby nie krzewienie wiary. Misjonarze w kraju również pracują na misję ad extra. Działamy stacjonarnie, aby znajdować młodych ludzi, którzy czują powołanie do prowadzenia działań misyjnych. Jesteśmy drugim w historii Kościoła katolickiego zgromadzeniem stworzonym wyłącznie w celach misyjnych, a żeby realizować misję, potrzebni są misjonarze. W jaki sposób mają się znajdować? Zgromadzenie takie jak ?duchacze? musi się wszystkim tym zająć. Tutaj w Polsce mamy swoją bazę, która szuka i formuje przyszłe powołania misyjne i właśnie to działanie jest uzasadnieniem naszego istnienia w kraju. W Bydgoszczy jest dom prowincjalny, seminarium duchowne oraz kilka innych instytucji związanych ze zgromadzeniem. Inne domy, które mamy w Polsce działają w tym samym celu ? po to, aby prowadzić animację misyjno-powołaniową. To nic innego, jak propagowanie charyzmatu misyjnego Kościoła katolickiego oraz przypominanie, że jest on instytucją misyjną i powinien głosić Słowo Boże na wszystkich kontynentach.
– Czy dużo młodych mężczyzn odczuwa w sobie potrzebę poświecenia się pracy misyjnej?
- Tutaj na miejscu jest nas mało, głównie dlatego, że młodzi misjonarze zaraz po święceniach wyjeżdżają na misję. Jednak trzeba przyznać, że charyzmat naszego zgromadzenia ma charakter interesujący. Ten właśnie profil ?chwyta? młodych ludzi, bo praca ?duchacza? jest bardzo ciekawa, jeśli można tak powiedzieć o realizacji powołania przez misjonarza. Jest to taki charakter zaangażowania, który daje nieprawdopodobne możliwości samorealizacji. Misjonarz, który wywodzi się z naszego zgromadzenia może też pracować tutaj w Polsce i krzewić wiarę ? sami coraz częściej widzimy, że potrzeba misji istnieje także na naszym własnym podwórku. Powołań w kilku ostatnich latach jest niestety mniej, takie są fakty. Nie chcę analizować tej sytuacji, jednak z całą pewnością obserwuje się zmianę postaw młodych ludzi, którzy w miarę upływu czasu mają coraz większy problem z gotowością do podejmowania decyzji definitywnych, takich, które profilują ich życie na zawsze. Ten strach widać i w zakonach, w których obowiązują śluby wieczyste i w życiu świeckim, gdzie trzeba podjąć decyzję o przysiędze małżeńskiej i zadeklarowaniu się na całe życie.
– Ci, którzy takie deklaracje jednak podejmą, przygotowywani są do krzewienia wiary w najdalszych zakątkach świata. Jak takie przygotowanie wygląda?
– Cykl formacyjny w seminarium zakłada sześć lat studiów filozoficzno-teologicznych oraz rok nowicjatu. Okres nowicjatu jest właśnie takim czasem próby, który ma pomóc zweryfikować kandydata. W praktyce, do misji przygotowuje jednak czas stażu misyjnego, który odbywają młodzi klerycy w trakcie formacji. Staż taki ? w zależności od tego, w jakim miejscu świata się odbywa ? trwa rok lub dwa. Pożądanym jest, by ten, kto wyjeżdża na staż do danego kraju do tego też kraju wrócił później do pracy. Dzieje się tak z prostego powodu. Osoba taka jest już przygotowana do pracy w tym konkretnym miejscu i zna jego specyfikę. Są też różne przedmioty podczas kształcenia w seminarium, które w teoretyczny sposób pomagają przygotować się do misji jak np. pedagogika, medycyna tropikalna czy misjologia ? wprowadzenie w realia pracy misjonarza poza krajem.– Już niebawem bydgoscy ?duchacze? będą uroczyście obchodzić święto Zesłania Ducha Świętego. Czy Festyn Misyjny, którego siedemnasta już edycja odbędzie się 27 maja w ramach obchodów właśnie tego święta, pomaga w rozpowszechnianiu założeń zgromadzenia?
- Festyn ma cztery główne założenia. Pierwsze z nich to praca powołaniowa ? poprzez nagłośnienie naszego istnienia, mnóstwo ludzi dowiaduje się o zgromadzeniu. Drugi cel związany jest z faktem, że festyn to tylko fragment większej całości, odbywa się on w Zesłanie Ducha Świętego, czyli nasz odpust, święto patronalne. W związku z tym całość ma swój początek już w wigilię tego wydarzania, kiedy to zapraszamy wiernych na całonocne czuwanie ? jest to wiec drugi cel ? wspólna modlitwa. Trzecie założenie to propozycja zabawy, stąd festyn i scena, na której przez całą niedzielę będzie mnóstwo atrakcji. Wystąpi między innymi Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz. Ostatnie założenie festynu to kształtowanie postawy charytatywnej w ludziach. W tym roku hasłem naczelnym jest ?Haiti – wyspa cierpienia i nadziei?. Haiti, w którym pracują ?duchacze?, dwa lata temu zostało nawiedzone ogromnym trzęsieniem ziemi. Było to wydarzenie szeroko komentowane w mediach, jednak jak zwykle w takich przypadkach bywa, zainteresowanie losem ludzi, którzy w tej katastrofie ucierpieli skończyło się po kilku dniach. Chcemy pomóc Haiti, ponieważ cierpienie tych ludzi trwa tam do dzisiaj. Fakt, że o tym nie mówi się w mediach, nie zwalnia nas z obowiązku pomocy tym ludziom.
Cały wywiad w: Ilustrowanym Kurierze Polskim