Przed dzisiejszą nadzwyczajną i wyjazdową sesją sejmiku we Włocławku, którą Zarząd Województwa zatytułował ?Województwo kujawsko-pomorskie ? teraźniejszość i wyzwania rozwojowe?, redakcje otrzymały usprawiedliwienie nieobecności na niej posła Pawła Skuteckiego: W sesji nie wezmę udziału. Nie widzę sensu w dyskusji, która ma się odbywać PO głosowaniach, w których radni przyjmą stanowisko Pana Marszałka mówiące o tym, że podział funduszy w województwie jest transparentny i uczciwy, a całe zło i poczucie krzywdy wynika wyłącznie z ?ewidencjonowania danych?. Nie zgadzam się na tego typu fasadowe debaty i apeluję do posłów, samorządowców, działaczy organizacji pozarządowych: zacznijmy wreszcie merytoryczną, konkretną dyskusję na temat kondycji województwa i ewentualnych wariantów zakładających autonomię Bydgoszczy i Województwa Bydgoskiego.
Wydawać by się mogło, że poseł ugrupowania Kukiz’15 w radykalnym przedstawieniu sytuacji przesadził, ale trzeba uznać (zwłaszcza że już jesteśmy po obradach!), że zawiera ona najbardziej realistyczną z zaprezentowanych dzisiaj ocen sytuacji – oczywiście w tej części dotyczącej sensowności debatowania według formuły zaproponowanej przez organizatorów sesji. Natomiast łączenie formuły debaty i rozpatrywania “ewentualnych wariantów zakładających autonomię Bydgoszczy i Województwa Bydgoskiego” uważam za niewłaściwe z tego względu, że bez zmiany ustroju (zmiany konstytucji) kreowanie nowych podziałów terytorialnych kraju nie tworzy żadnej nowej jakości.
Uznając opinię Pawła Skuteckiego za trafną jak również to, że jej efekty można było, będąc tak spostrzegawczym jak poseł ugrupowania Kukiz’15, przewidzieć, ciekawe na nadzwyczajnej sesji były właściwie wypowiedzi tylko dwóch jej uczestników: marszałka Piotra Całbeckiego i wojewody, a właściwie wicewojewody Józefa Ramlaua, który na sesji reprezentował wojewodę.
Treść większości wystąpień była bardzo łatwa do przewidzenia, ale stanowisko wojewody w kłótniach wewnątrzwojewódzkich, głównie na kanwie o podział dotacji unijnych, jeszcze oficjalnie nie zostało wypowiedziane. No i wojewoda stanowisko dość jednoznaczne zaprezentował.
Co powiedział wojewoda?
Dla kontestatorów polityki marszałka województwa, zwłaszcza z naszego miasta, słowa Józefa Ramlaua musiały zabrzmieć identycznie jak słowa Aleksandra II 23 maja 1856 roku do polskiej delegacji, wyrażającej nadzieję, że car przywróci Królestwu Polskiemu autonomię: Point de reveries, messieurs!
Józef Ramlau powiedział: – Wojewodzie nie wolno stawać po jakiejkolwiek stronie konfliktu, bo jest przedstawicielem rządu – stwierdził wicewojewoda Ramlau. Jednocześnie przekazał następujący komunikat: po pierwsze, spotkanie wojewody Mikołaja Bogdanowicza i wicewojewody Józefa Ramlaua z marszałkiem województwa Piotrem Całbeckim przez przedstawicieli rządu w regionie zostało ocenione jako dobre i zapowiadające dobrą współpracę, po drugie, nie zanosi się na to, że przedmiotem konfliktu może stać się kształt przyszłej metropolii w regionie (prawdopodobnie jedynie śląska metropolia, jako jedyna w Polsce, ma obecnie szansę na aprobatę rządu). – Nie jest ładnie relacjonować prywatne rozmowy. Ale powiem. Pan poseł Mężydło spytał mnie żartem, czy jestem za Bydgoszczą. Siedzący obok prezydent Rafał Bruski powiedział: “Chyba nie!” – opowiedział Ramlau, wyraźnie wskazując, że wojewoda jest od tego, by raportować rządowi tło konfliktu, proponować rozwiązania, ale nie opowiadać się po jednej ze stron i takie podejście dotyczyć będzie nie tylko relacji bydgosko-toruńskich. – Zastaliśmy pewną rzeczywistość. Koabitacja jest rzeczą trudną i naszym dążeniem będzie budowanie współpracy i będziemy starać się, żeby w tym zakresie osiągnąć chociażby średni sukces – zapowiedział Ramlau, przestrzegając, by na “bezsensownym konflikcie nie budować karier politycznych”.
Co powiedział marszałek województwa?
Mniej istotnie było to, co powiedział Piotr Całbecki na początku sesji, kiedy to niemal w dwugodzinnym wykładzie połączonym z prezentacją multimedialną marszałek i dyrektorzy Urzędu Marszałkowskiego tłumaczyli, że Krajowy System Informatyczny SIMIK, którego dane publikowane są na stronach internetowych Ministerstwa Rozwoju i Urzędu Marszałkowskiego nie odzwierciedlają faktycznych nakładów, które pochodzą z dotacji unijnych na poszczególne terytoria.
Na tej podstawie media podają, że środki unijne są dzielone niesprawiedliwie. Tak tworzony jest mit – przekonywał marszałek Całbecki, dodając, że na tej podstawie zsumowane sumy pieniędzy, które przypadają na miasta czy powiaty nie odpowiadają rzeczywistości. Podał kilka przykładów rozpisania dofinansowania unijnego na poszczególne terytoria zafałszowujące statystyki. I tak, dla przykładu, kwota 53 mln zł została przypisana gminie Mrocza z tytułu budowy spalarni z tego powodu, że cała kwota dofinansowania była dzielona według średnich przypadających na wszystkich beneficjentów programu.
Dużo ważniejsze były stwierdzenia, które wypowiedziane zostały w dokonanym przez marszałka podsumowaniu debaty na zakończenie sesji. – Nie zbierajcie podpisów o separację – zaapelował do włocławskich samorządowców, którzy zapowiedzieli przeprowadzenie konsultacji, mających na celu zamanifestowanie woli opuszczenia województwa. – Zbierajcie podpisy o to, by Włocławek uzyskał jak najwięcej pieniędzy z puli unijnych pieniędzy. Sam to podpiszę – zadeklarował i dodał, że do dyspozycji regionu jest prawie 2 miliardy euro.
Marszałek Piotr Całbecki mocno podkreślił, że radni województwa i on sam nie są “przypadkowymi ludźmi”. – Wszyscy mamy mandat, a marszałek ma obowiązek reprezentować wszystkich mieszkańców regionu. Nie dzielmy regionu. Pierwsze spotkanie musiało mieć taki charakter. Będziemy kontynuować te spotkania. Proszę tylko o wsparcie – zaapelował. Podkreślmy, że na sejmikowym forum sprawdzianem dla tego poparcia było głosowanie nad przygotowanym przez marszałka stanowiskiem skierowanym do rządu w sprawie zmiany w zakresie ewidencjonowania danych dotyczących realizacji programów operacyjnych współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej w centralnym systemie teleinformatycznym SL 2014. Projekt marszałka poparło 17 radnych, 6 było przeciw, a 3 wstrzymało się od głosu.
* * *Sama debata nie była zaskoczeniem. Została przez organizatorów dobrze przygotowana, a występujący reprezentanci różnych środowisk, parlamentarzyści, prezydenci miast, radni województwa i z środowisk włocławskich nie zaskoczyli niespodziewanymi stanowiskami, raczej potwierdzili dotychczas prezentowane.
Wystąpienia na przykład przedstawicieli takich gremiów jak Konwentu Wójtów, Konwentu Burmistrzów, Konwentu Powiatów, Sejmiku Gospodarczego, Sejmiku Organizacji Pozarządowych Województwa Kujawsko-Pomorskiego odnosiły się do dobrych doświadczeń wynikających z dotychczasowej współpracy z marszałkiem i nadziei na jeszcze lepszą w nowej perspektywie unijnego finansowania. Pragmatyzm i wiedza o tym, kto dzielić będzie pieniądze w najbliższych latach były widoczne aż nadto.
Podobne stanowiska prezentowali prezydenci największych miast regionu. Inny był jedynie wydźwięk wystąpienia prezydenta Bydgoszczy. Rafał Bruski też posiłkował się liczbami, ale te pokazywały dyskryminację Bydgoszczy w podziale unijnych środków. Przypomniał, na przykładzie sejmikowych uchwał o ochronie krajobrazu, które godziły w żywotne interesy Bydgoszczy, że toruńskie władze sejmiku nie są nastawione na dialog, a na dyktat. Trudności we współdziałaniu zilustrował na przykładzie ZIT-u, gdzie najprostsze decyzje między Bydgoszczą a Toruniem wypracowywane są miesiącami. – Czy możemy współpracować? Możemy, ale ta współpraca powinna być oparta na dowolności. Na siłę nie da się ich połączyć. W dokumentach rządowych jest ściskanie na siłę, a nie dobrowolność – zauważył Bruski, dodając, że obszary funkcjonalne Bydgoszczy i Torunia nie nakładają się na siebie, a “magnesy” Bydgoszczy i Torunia niewiele łączy. To stało się powodem zabiegów o Metropolię Bydgoszcz.
Bardziej radykalne głosy, jak Romana Jasiakiewicza, zarzucające marszałkowi manipulowanie liczbami i skandaliczne przygotowanie sesji były odosobnione. Za kryzys w województwie obarczył odpowiedzialnością regionalne władze Platformy Obywatelskiej. – Ci ludzie służą sobie – grzmiał Roman Jasiakiewicz. Domaganie się przez niego sanacji relacji bydgosko-toruńskich, transparentności przy dzieleniu unijnych dotacji podnoszone były jedynie przez niektórych radnych PiS (Michał Krzemkowski, Andrzej Walkowiak) i pojedynczych PO (Dorota Jakuta).
Wystąpienia parlamentarzystów PiS reprezentujących Bydgoszcz i Włocławek (Łukasz Schreiber, Joanna Borowiak, Łukasz Zbonikowski) były krytyczne wobec marszałka. – Idea sesji dobra, ale wykonanie kiepskie, gdy region rozjeżdża się na wszystkie strony, a żadnych wniosków nie ma – ocenił Łukasz Schreiber. Z kolei Anna Sobecka (PiS) z Torunia stwierdziła, że Bydgoszcz rozbija województwo i dzieli społeczeństwo kujawsko-pomorskie. – Sesje powinny odbywać się w Toruniu. Nigdy bym się nie zgodziła na wyjazdowe posiedzenie – zwróciła się do Całbeckiego i oświadczyła, że region oparty jest o dwie stolice i to historycznie zostało ukształtowane już w II Rzeczypospolitej (!). Dostało się też od posłanki Włocławkowi, który – jak stwierdziła – najwięcej straciłby na secesji. Zdaniem Sobeckiej przestrogą może być los Chojnic, które po wcieleniu do województwa pomorskiego żałują odejścia od naszego regionu.
Senator Jan Rulewski na przykładzie starań Bydgoszczy o utworzenia Uniwersytetu Medycznego zakwestionował istnienie wspólnoty w województwie. Zaatakował rektora UMK. – Tyle się mówi o społeczeństwie obywatelskim, a rektor milczy. Sprawę chce się załatwić w zaciszu gabinetów – stwierdził senator PO i ocenił, że przy takim podejściu nie mamy szans na konkurowaniae z innymi regionami, np. z Wielkopolską.
Krytyczne głosy radnych sejmiku z Bydgoszczy, z włocławskiego punktu widzenia, formułowali też pod adresem marszałka radni Rady Miasta Włocławka, a zwłaszcza jej przewodniczący Jarosław Chmielewski.