Było o nas głośno w kraju w minionym tygodniu. Zatrzymany został przez policję wiceprezes ZUS. Rzekomo złożył korupcyjną ofertę dyrektorowi ZUS w Bydgoszczy. Była ona dość dziwna. Dyrektor miał się podać do dymisji. W nagrodę by otrzymał wyższą pensję. Nawet do pracy by nie musiał chodzić.

Kuknąłem do oświadczenia majątkowego dyrektora ZUS w Bydgoszczy. W zeszłym roku zarobił na tym stołku 159 tys. zł. Gdyby przyjął ?korupcyjną propozycję?, zarobiłby więcej. Ale odmówił. Wzorcowy pracoholik. Większość ludzi z pocałowaniem ręki brałaby kilkanaście tysiaków miesięcznie za niechodzenie do pracy. Jednak dyrektor ZUS w Bydgoszczy lubi świadczyć pracę na dyrektorskim stanowisku. Poza tym wie, że centrala może mu nagwizdać.

Dyrektor ZUS w Bydgoszczy jest radnym powiatowym. Radnych nie można zwolnić z pracy bez zgody rady powiatu. Rady takiej zgody z zasady nie udzielają. Tak w tym przypadku przejawia się ?korporacyjna? solidarność. Centrala ZUS znalazła wyjście z sytuacji. Jak podała ?Gazeta Pomorska?, dyrektor ZUS w Bydgoszczy ma obecnie zakaz wchodzenia do swojego gabinetu.

Jeszcze jedno wydarzenie zwróciło moją uwagę, chociaż było zupełnie niezauważalne. To zresztą nie lada sztuka, obchodzić święto najbardziej prestiżowej ulicy w mieście w tak dyskretny sposób, żeby bydgoszczanie nie zauważyli, że takie święto miało miejsce. Na święto ulicy Cieszkowskiego czy Długiej przybywają mieszkańcy z odległych dzielnic, bo jest masa atrakcji. Na święcie ulicy Gdańskiej było, pomijając ruch uliczny, cicho jak makiem zasiał. Organizatorzy uznali, że święto będzie obchodzone w formie spacerów po mieście.

?Święto Ulicy Gdańskiej bydgoska redakcja ?Wyborczej? zorganizowała już po raz 14. W tym roku zwróciliśmy uwagę na to, żeby wycieczki nie prowadzili tylko przewodnicy, ale także eksperci w danej dziedzinie? – wyczytałem w ?Wyborczej?.

Na organizację święta ulicy Gdańskiej ratusz przekazał organizatorom 15 tys. zł.