Coraz ważniejszą rolę odgrywają w dzisiejszych czasach media elektroniczne, sprzedaż prasy sukcesywnie spada. Chociaż uwagę przyciąga aktualnie przede wszystkim to, co się dzieje w mediach publicznych, nie budzi wątpliwości, że niektóre gazety ciągle odgrywają dużą rolę.
Media papierowe wziął pod lupę dr Jacek Lindner, z Wyższej Szkoły Gospodarki. Na wstępie przeprosił osoby o prawicowych przekonaniach, że będzie opierał się głównie na dwóch gazetach ?Naszym Dzienniku? i ?Gazecie Polskiej Codziennie?, ale wyjaśnił, że nie wynika to w żadnej mierze z jego poglądów politycznych. – Oni robią to w bardzo prosty sposób, bardzo łatwy do udowodnienia. Jeżeli miałbym analizować manipulacje ?Gazety Wyborczej? czy TVN 24, to mój wykład musiałby trwać bardzo długo, bo to znacznie bardziej skomplikowane – wyjaśnił wykładowca.
Najbardziej skuteczna jest, jego zdaniem, manipulacja, która jest bardzo dobrą mieszaniną prawdy, kłamstwa, półprawd, wymysłów i przemilczeń.
Dr Lindner rozróżnia dwie gałęzie manipulacji. Pierwszą nazwał techniczną. To jest metoda manipulowania polegająca na utrudnianiu dostępu do wiadomości . I ?Nasz Dziennik?, i ?Gazeta Polska Codziennie? zostały złapane przez bydgoskiego naukowca na przemilczaniu. Obie gazety nie poinformowały mianowicie, że odbywa się Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Takie postępowanie określił Jacek Lindner faraońskim podejściem do rzeczywistości: jak czegoś nie powiem, to tego nie ma. Wyjaśnił, że faraonowie, którzy zdobyli władzę w wyniku zamachu stanu, kazali skuwać w piramidach imiona swoich poprzedników, żeby o nich całkiem zapomniano.
Pracownik naukowy WSG zajął się następnie manipulacją, którą nazwał ?idiotyzowaniem informacji?. Wiąże się to, według niego, z polityką ogłupiania ludzi, którą realizuje się poprzez mieszanie ważnych wiadomości z ?totalnie kretyńskimi?. Bogatym źródłem przykładów był tym razem dziennik ?Fakt?.
Czasem zdarza się, że informacja jest prawdziwa, ale mimo to służy manipulowaniu. Jako jeden z przykładów podał wykładowca opublikowaną w zeszłym roku przez ?Gazetę Polską Codziennie? wiadomość o odznaczeniu z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego ?prawdziwych działaczy ?Solidarności? ( – To znaczy, że wcześniej odznaczeni nie byli prawdziwymi działaczami – kąśliwie skomentował Jacek Lindner). Gazeta opisała różne szykany, jakie ich spotkały.
Jedna z odznaczonych osób została ukarana w 1988 roku grzywną w wysokości 20 tys. zł. Ta kwota wydaje się dzisiaj wielu ludziom wysoka. Dr Lindner zajrzał do danych GUS-u i dowiedział się, że w 1988 roku średnie wynagrodzenie wynosiło 53 tys. zł, czyli dolegliwość kary nie była tak wielka jak mogło się osobom niezorientowanym wydawać.
Drugą część wykładu bydgoski medioznawca poświęcił manipulacji językiem. Najpierw omówił etykietowanie, czyli stałe używanie określeń, które mają kogoś wywyższyć bądź poniżyć. Dziennikarze niemal wszystkich redakcji nazywają mieszkańców Iraku czy Afganistanu, którzy strzelają do żołnierzy NATO, terrorystami, islamistami, bandytami albo podobnie. – Tak się składa, że mój ojciec, jeden wuj i drugi wuj byli w partyzantce. Dziadek też był w partyzantce, drugi siedział w oflagu. Ci ludzie byli nazywani przez Niemców polnische Banditen, a oni tylko walczyli o wolność swojej ziemi. A w Afganistanie czy Iraku oni są gospodarzami, czy my jesteśmy gospodarzami? – pytał retorycznie dr Lindner.
Potem zajął się językiem polityków. – U nas cała zabawa nie polega na tym, żeby kogoś przekonać, tylko żeby komuś dokopać – scharakteryzował dyskusje prowadzone przez przedstawicieli ugrupowań politycznych bydgoski naukowiec. Manipulacja w tym przypadku polega na używaniu określeń, który zostawiają odpowiednie wrażenie, gdyż dokonuje się odwrócenia znaczeń. Chodzi o takie słowa jak pseudoreforma, pseudodziałanie, pseudopremier.
Podobny efekt daje dodanie słów ?tak zwany?, czyli określenia typu: tak zwane reformy, tak zwana demokracja itd. – My już nie musimy udowadniać, że te reformy, to nie reformy, a demokracja nie demokracja. Dajemy ?tak zwane? i sprawa załatwiona – wyjaśniał tę metodę kompromitowania Jacek Lindner i przywołał słowo ?prawdziwy?, którego się również używa bez potrzeby uzasadniania, np. prawdziwa demokracja, prawdziwy Polak.
Naukowiec zwrócił też uwagę nad nadużywanie sformułowań: ?nikt przy zdrowych zmysłach, nie zaprzeczy?, ?nie można spać spokojnie, kiedy? czy ?larum grają, tymczasem?. Jego zdaniem, służą one wyłącznie podkreśleniu, że kto sądzi inaczej jest świrem albo głupkiem.
- Zniknęło z użycia bardzo niegdyś popularne słowo ?krytyka? – stwierdził dr Lindner i od razu wyjaśnił, dlaczego tak się stało. Na krytykę wypada odpowiedzieć, a to często nie jest łatwe. Dlatego używa się słów: atak, nagonka, napaść czy szczucie. Unika się w ten sposób konieczności ustosunkowania się do krytycznych opinii i nie dochodzi do merytorycznej dyskusji.
- Ponieważ określenia wojna, napaść czy nagonka były używane zbyt często, straciły swoją moc ? wyjaśnił wykładowca. – Dlatego zaczęto wzmacniać je przymiotnikami typu bezwzględna, brutalna, wściekła, ale one też po kilku latach się zużyły. Teraz mówi się o przeciwnikach politycznych: to jakaś paranoja albo oni muszą się leczyć.
Wykład został wygłoszony w ramach Bydgoskiego Festiwalu Nauki.