Z propozycją odwołania Romana Jasiakiewicza “z powodu utraty rekomendacji PO” wystąpił jej radny Jakub Mikołajczak. Ale ku zaskoczeniu obserwatorów nie zrobił tego w imieniu klubu Platformy Obywatelskiej, a jedynie jego części. Sześciu rajców PO odmówiło bowiem złożenia podpisów pod wnioskiem o dymisję przewodniczącego.

Widoczny rozłam zachęcił do ataku pozostałe kluby, które nie zostawiły na działaniach Platformy suchej nitki. Do “rozgrywania swoich walk frakcyjnych” poza forum bydgoskiego samorządu wezwał ją radny Piotr Król z PiS oświadczając, że jego klub nie uczestniczył w powołaniu Jasiakiewicza na przewodniczącego i nie zamierza teraz brać udziału w jego odwołaniu. – Dlatego wstrzymamy się od głosu – zapowiedział. Przy okazji skrytykował obsadę stanowisk w prezydium rady, które przypadły wyłącznie przedstawicielom PO i SLD.

Inni radni byli jeszcze bardziej radykalni. – PO wzięła wszystko, a teraz chce ukarać Romana Jasiakiewicza, osobę kompetentną, merytorycznie przygotowaną. Miasto dla Pokoleń nie dołączy się do jego odwołania – oświadczyła w imieniu klubu MdP Felicja Gwincińska. A Stefan Pastuszewski z PiS grzmiał. – Ten wniosek jest karykaturalny i prowincjonalny.

W dyskusji zabrał również głos Włodzisław Giziński, przewodniczący klubu Platformy Obywatelskiej. Ujawnił, że sam nie podpisał się pod wnioskiem o dymisję Jasiakiewicza. – Partia ma prawo układania list kandydatów, ale po wyborze radny jest mandatariuszem swoich wyborców, a nie partii. Za odwołaniem Romana Jasiakiewicza stoi jedynie argument siły, a nie racji – mówił. Dodał, że prawo przewiduje głosowanie wniosku w trybie tajnym. Wystąpienie Gizińskiego nagrodziły brawa.

W głosowaniu wniosek o odwołanie Jasiakiewicza nie uzyskał bezwzględnej większości 16 głosów i przepadł. Za dymisją opowiedziało się 13 radnych, 11 było przeciw, a 7 wstrzymało się od głosu.

Moim zdaniem

Platforma Obywatelska poniosła klęskę. Nawet jeśli tę klęskę zaplanowała.
Ciekawe, czy wynik tego głosowania kończy spór bydgosko-toruński w Platformie w tej sprawie.
Roman Jasiakiewicz był kandydatem bydgoskiej PO do senatu. Nie zyskał akceptacji toruńskiej Platformy. Sprawę przewodniczący Platformy Donald Tusk rozstrzygnął na korzyść Andrzeja Kobiaka. Mimo tego Roman Jasiakiewicz wystartował przeciw niemu. Poniósł konsekwencje – wyrzucono go z PO.
Czy bydgoska PO naprawdę Romana Jasiakiewicza chciała odwołać, czy tylko mieć argument, że zrobiła wszystko, co możliwe, by to uczynić, ale nie dała rady, przekonamy się wkrótce.
Dzisiaj triumf święci bezpartyjny Roman Jasiakiewicz, przewodniczący Rady Miasta Bydgoszczy.