– Skąd pomysł ustawy o finansowaniu partii politycznych bezpośrednio przez podatników, zamiast z subwencji?

- Założenie było takie, żeby zmienić system finansowania partii. Obecny system betonuje scenę. Uważam, że jest to niesprawiedliwe z dwóch powodów. Po pierwsze, przez cztery lata partie nie muszą zabiegać o przychylność społeczeństwa, a pod koniec kadencji mają tyle pieniędzy, że kampanią wyborczą mogą ograć całą resztę. Taka polityka prowadzi do stagnacji na scenie politycznej. A jeśli chodzi o partie pozaparlamentarne obecna ustawa praktycznie uniemożliwia powstanie nowych partii. Projekt został odrzucony w pierwszym czytaniu. Janusz Palikot zapowiedział już, że złożymy drugi, poprawiony projekt. Zmniejszymy na pewno stawkę, bo pierwotnie mówiliśmy o jednym procencie, który mogliby odliczać sobie podatnicy wskazując konkretną partię. Wszyscy oburzyli się, że jeden procent to prawie pół miliarda.

– Wam się udało wejść do polityki bez tej ustawy.

- Mechanizm był taki, że najpierw powstało stowarzyszenie, na rzecz którego działacze mogli wpłacać pieniądze bez ograniczeń. Media dzisiaj wytykają jakieś niezgodności dotyczące przepływów finansowych między stowarzyszeniem a partią. Wszyscy wiemy, że Janusz Palikot jest rentierem, osobą zamożną i gdyby chciał mógłby kupić sobie zorganizowanie partii. Pojedyncza osoba może wpłacić na partię polityczną 20 tysięcy rocznie. Więc nie ma możliwości prawnych, żeby w stu procentach zgodnie z prawem stworzyć nową partię polityczną. Z prywatnych pieniędzy nie można, biznes nie może wspierać, subwencji dla nowych podmiotów nie ma, kredytów dla nowych partii też nie ma. My chcemy to zmienić.

– Po co? Wy już dostajecie subwencję.

- Do dzisiaj na konto partii nie wpłynęła jeszcze ani złotówka z budżetu państwa. To też jest skandal. Większość naszych parlamentarzystów to osoby zamożne, które nie poszły do polityki dla pieniędzy. Ja też 10 lat prowadziłem firmę, dużo zainwestowałem w partię. Dzisiaj nie prowadzę firmy, nie da się połączyć biznesu i polityki. Myślałem, że to się może udać – ale nie. Albo poświęcę się polityce i będę starał się być jak najlepszym posłem, zdobędę nową wiedzę, doświadczenie i będzie to mój zawód, albo będą mnie wszyscy słusznie krytykowali.

– Pana koledzy z klubu poselskiego różnie traktują to zajęcie.

- Nie ukrywam, że są wśród nas także osoby nieprzygotowane do tej roli. Znakomita część naszego zespołu to ludzie, którzy w swoich branżach odnieśli sukcesy, są wykształceni. Nie mamy na pewno ogłady politycznej. Ale czym jest doświadczenie w polityce? Umiejętnością mówienia o niczym, knucia.

– Janusz Palikot doświadczenie ma.

- Mówią o nas, że jesteśmy naćpaną hołotą chodzącą na smyczy Janusza. Nie zgadzam się z tym, wielokrotnie wyrażałem swoje zdanie. Choćby w czasie kampanii wypowiadałem się na temat pomysłu zdejmowania krzyża z sali sesyjnej Rady Miasta. Powiedziałem wprost, że tego nie zrobię.

(Cały wywiad Pawła Skuteckiego z posłem Łukaszem Krupą można przeczytać w najnowszym wydaniu “Ilustrowanego Kuriera Polskiego”)